Ten post będzie reklamą!

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Tak, wszystko się zgadza. I wcale nie pomyliłam się pisząc tytuł. A Ty poświęć mi proszę swoje 2 minuty, ponieważ dokładnie tyle zajmie Ci przeczytanie tego posta, a być może akurat Tobie uda mi się pomóc!

Czy nie warto raz na jakiś czas usiąść, gdy dookoła nas wszyscy biegną? Czy nie warto zastanowić się nad swoim trybem życia? Zazwyczaj swój stan zdrowia odkładamy na koniec, później przekładamy go jeszcze dalej, i tak w kółko. Bo praca, bo szkoła, bo obowiązki. Gdy coś nam dolega – jemy tabletkę, dwie, dziesięć. Przecież przestaje boleć. No tak, ale to, że przestało wcale nie oznacza, że problem zniknął. Jest wręcz przeciwnie, sprawa tylko się pogarsza. Ale tego również nie zauważamy, bo biegniemy dalej.

A co powiesz na to, by w przerwie od pracy czy szkoły, gdy wracasz autobusem do domu i masz chwilkę by pobuszować w internecie (nie oszukujmy się – na to zawsze znajdujesz czas), nie wchodzić na portale plotkarskie, nie zazdrościć czym chwali się Zośka na Facebooku, nie robić testów jakiej płci będzie Twoje dziecko lub jak wyglądałbyś jako płeć przeciwna – tylko zrobić coś dla siebie i… zbadać się.

Taaak, wiem. Na samą myśl o badaniach wyobrażamy sobie tłumy w przychodniach, tabuny starszych pań, od lat zresztą tych samych i w tej samej kolejce; niemiłe recepcjonistki, itd., itd. Znam to. Chyba każdy to zna. Ale ja mam dla Was inną propozycję. Jakiś czas temu powstał pierwszy sklep internetowy, za pośrednictwem którego możemy wykupić konsultację z wybranym specjalistą i rożnego rodzaju usługi medyczne. Wystarczy, że wejdziesz na stronę www.badamysie.pl, wybierzesz sobie pakiet badań, który Cię interesuje i GOTOWE! Nie martw się, firma działa na terenie całej Polski, ceny są przystępne, a jeśli zdecydujesz się na badania do końca marca, dostaniesz ode mnie dodatkowo 12% rabatu na hasło : magda.pyznar .

Zakres badań jest naprawdę ogromny: od pakietów dla kobiet, z podziałem na te, które są już w ciąży, jak i te, które dopiero ją planują, poprzez pakiety dla dzieci, mężczyzn, sportowców, sercowców, osób z problemem tarczycy i wiele, wiele innych.

Potraktujesz ten wpis jak chcesz. Możesz o nim zapomnieć, możesz napisać, że jestem chodzącą reklamą, możesz również zastanowić się kiedy Ty ostatnio zrobiłeś sobie prezent. Nie w postaci ubrania, nowego telefonu. Prezent w postaci zdrowia. 😉

Wasza M. 😉

Zdruzgotany hejter!

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Dziś będzie o obrazku i o zdaniu. Nie, nie martwcie się, rysować nie będę. Zostawię to prawdziwym artystom. Będę tylko pisać zdania, bo to wychodzi mi całkiem nieźle. Napiszę więc o obrazku, który w dzisiejszych czasach jest numerem jeden i o wymianie zdań, której albo nie ma, albo spadła gdzieś daleko w otchłań i w dodatku jest na niskim poziomie… a przynajmniej w większości przypadków.

Do rzeczy. Otwierasz Instagram, przewijasz, klikasz dwa razy, przewijasz, łaaaał, klikasz dwa razy, przewijasz, nie, tu nie klikasz, ch*jowe zdjęcie, i tak dalej, i tak dalej. Zwróciłeś uwagę na coś? Czy zwróciłeś uwagę na to, że nie zwróciłeś uwagi na nic? Nie przeczytałeś ani jednego zdania umieszczonego pod zdjęciem. Nie zwróciłeś nawet uwagi na to, czy ktoś ma Ci coś do przekazania. Jesteś tak przesiąknięty telewizją, telefonami, komputerami i internetem, że już zapomniałeś jaką one właściwie pełnią funkcję. Na początku człowiek był tego tak ciekaw, że wyszukiwał ciekawostek ze świata, czytał lub słuchał ważnych wiadomości, douczał się. Dziś jesteśmy tak rozpieszczeni przez dobra, które nas otaczają, że poświęcając chwilę komuś lub czemuś w rzeczywistości nie poświęcamy jej w ogóle! Ok, nie wrzucam wszystkich do jednego wora. W żadnym wypadku. Wyróżniam nawet takie swoje cztery podgrupy.

Jeśli jesteś typowym hejterem czasami kogoś obrazisz w komentarzu, czasami napiszesz coś miłego. To zależy od dnia, Twojego humoru, oczywiście, i skaz na Twojej duszy. ? Czasami post jest o motoryzacji, Ty skomentujesz dziury w twarzy, innym razem autor prosi o radę dotyczącą zmiany koloru włosów, Ty piszesz, że ma brzydki sweter. Chcąc zrobić z kogoś debila – robisz go z siebie. Działasz jak maszyna. Tylko taka mało inteligentna. Tej grupy nie lubię najbardziej.

Jeśli jesteś gapą, ale taką miłą gapą to z miłą chęcią wyjaśniam, że bluzka jest od firmy X, pomimo tego, że pod zdjęciem widnieje napis: BLUZECZKA OD FIRMY X ?. Gorzej, gdy w komentarzach muszę napisać to jeszcze z 10 razy…  Ale! Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło –  jest to jakiś rodzaj wymiany zdań. Dzięki Bogu! Coś się dzieje! Ta grupa na pewno przemawia do mnie bardziej niż poprzednia.

Minki, miłe słówka, buziaczki i całuski! Ciężko odróżnić kto jest naprawdę miły, a kto chce po prostu nabić sobie trochę followersów na swoim koncie, dodając komentarz u mnie. Dla mnie żaden problem! Życzę Wam tylu followersów ilu mam ja, a nawet i jeszcze więcej! Jeśli w ten sposób mogę pomóc komuś spełnić marzenia to WHY NOT? Ja również w takim razie przesyłam Wam moc buziaków!

I moi ulubieńcy! Grupa ludzi, którzy zdecydowanie coś ze szkoły wynieśli, a przynajmniej mam pewność, że język polski nie jest im obcy. No i chyba nie opuszczali lekcji, bo potrafią pisać, mówić, a nawet czytać. Spokojnie, nie mam nic do wagarowiczów, sama nie raz opuszczałam niektóre zajęcia. A wracając do tematu. Moje serce kąpie się w  miodzie, gdy Ja zadaję pytanie, a Oni mi na nie odpowiadają, wchodzą ze mną w konwersacje. Niejednokrotnie wyrażają swoje zdanie, z którym ja się nie zgadzam. Innym razem znowu oni nie zgadzają się ze mną. A jeszcze innym razem mamy to samo zdanie i musimy toczyć “wojnę” z podgrupą nr 1!

Jak zwał, tak zwał. Jesteśmy ludźmi, zostaliśmy obdarzeni CHARAKTEREM i ten charakter musimy pokazywać. Jedni mają lepszy, drugi bardziej podły. Jedni potrafią poprowadzić ciekawą walkę słowną, innym ich kompleksy nie pozwalają, by obyło się bez oszczerstw.

A teraz zrób sobie mały rachunek sumienia. Tylko bądź ze sobą szczery! Do jakiej grupy TY przynależysz? Jesteś kimś w rodzaju wiecznie zdruzgotanego hejtera, smutnego, rozczarowanego swoim życiem? Czy raczej często się uśmiechasz, jesteś ciekaw świata, lubisz przeglądać ciekawe blogi, portale społecznościowe i chętnie wchodzisz w ciekawe konwersacje z ich autorem?

Wasza M. 😉

Straciłam prawko!

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Rok 2017 rozpoczął się jak zwykle z wielkim pierdolnięciem. Łeba zadbała o to, bym na długo nie zapomniała tamtego Sylwestra… i nie zapomniałam. Dokładnie rok temu poznałam mojego ukochanego. Dokładnie rok temu mi się spodobał. I dokładnie rok temu obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by mu zaimponować. Pewnie wiecie o czym mówię. Poznajecie kogoś przystojnego, kto ma ambicje, plany, charakter… i zaczynacie zastanawiać się nad sensem własnego życia. Do dziś pamiętam, jak opowiadałam o nim mojej Pauli, cała w skowronkach. Calutka. Wtedy jednak los nam nie sprzyjał. Z jego strony nadmiar pracy, z mojej nadmiar imprez. Pozostała nam jedynie wymiana wiadomości, no i ta umówiona wakacyjna przygoda w Łebie.

Nie zawiódł. Przyjechał. Był to dopiero pierwszy raz kiedy nie zawiódł. Jeszcze nie wiedziałam, że od tamtej pory będzie już tylko tak. Że spotkałam człowieka, który nigdy nie zawodzi. Pierwszy raz to facet, a nie butelka wódki wywrócił mój świat do góry nogami. Fala poważnych decyzji, fala spontanicznych decyzji. Nawet nie wiecie jak ciężko zmienić swoje przyzwyczajenia z prawdziwej, wyszczekanej imprezowiczki na normalną dziewczynę… Zamiast piwa do obiadu zamawiał mi zieloną herbatę. A zamiast hamburgera – zdrowego steka z warzywami. A ja wiedziałam, że warto pić tę cholerną herbatę i jeść te pieprzone warzywa. Mówiłam do siebie : “Dziewczyno, prawdziwego faceta spotyka się raz w życiu! Piwo nie ucieknie – facet tak.”

I nie uciekł. W sumie mu się nie dziwię. Jak nie piję, to całkiem fajna ze mnie dziewczyna. Nawet taka poukładana jestem. Nie pyskuję, dużo się uśmiecham. Mam ambicje. Mam marzenia, pomysły.  I mam dobre serce. Serce, które mało kto poznał, bo mało kto na nie zasłużył. A on zdecydowanie zasłużył. Zagraliśmy w otwarte karty, bo jak już coś budować, to na mocnych fundamentach. No i nie ma nic lepszego niż szczera rozmowa.

Każdy kolejny dzień i każdy kolejny miesiąc w 2017 roku przynosił nowe wiadomości, nowe decyzje, nowe poświęcenia. Poświęcenia, a może wyzwania. Dzięki temu wzmocniliśmy swój związek. Ale nie tylko. Wzmocniłam swoje działania. Wyznaczałam sobie cele i dążyłam do tego, by je osiągnąć. Schudłam 4kg. Podjęłam się diety, podjęłam się pływania, zrobiłam kurs na instruktora Jumping Frog. Rozwinęłam swoje działalności. Ukochany namówił mnie do podejścia do egzaminu na prawo jazdy. Nie byłam do tego optymistycznie nastawiona… Dwa lata temu straciłam prawko. Nienawidzę dnia, w którym przyszło mi pismo. 28 punktów. Poszłam na grubo. Za kierownicą zawsze czułam się jak Hołowczyc. Zapomniałam tylko, że droga to nie tor wyścigowy. Uwielbiałam prowadzić samochód. Mamy to rodzinne. Nie ma się co dziwić. Tata to zawodowy kierowca. Razem z siostrą za kierownicą samochodu czy ciężarówki czułyśmy się jak ryby w wodzie. I nagle to. Utrata prawka. Jeden z gorszych dni w moim życiu. Byłam tak zła na siebie, że po prostu nie chciałam robić go drugi raz. Jednak dzięki wsparciu mojego faceta zdałam… wiadomo – za pierwszym razem. Jestem mu wdzięczna. Sama prawdopodobnie nigdy bym się na to nie zdecydowała. Tyle czasu blokowałam sama siebie. Jak każdy mam swoje słabości. Ale słabości są po to, by je pokonywać! Ja uczę się pokonywać swoje i jestem dumna z takiego roku, a Ty? Może właśnie pokonywanie słabości będzie Twoim noworocznym postanowieniem?

Wasza M. 🙂

Mój Bartek.

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Mój ukochany. Jedyny. Niezastąpiony. Ojciec chrzestny. Odwieczny autorytet. I odwieczna odległość. Masz kogoś takiego? Na kogo widok zawsze się uśmiechniesz, a pomimo dzielącej odległości, łącząca Was więź nigdy się nie zerwie. Nawet się o to nie boicie.

Mój wujek jest z tych “młodszych”, którzy to nie chcą być “wujkami” a chcą być Bartkiem, Krzyśkiem czy innym Ambrożym. Swoją drogą wcale mu się nie dziwię. Moim siostrzeńcom lub bratankom też nigdy nie pozwolę mówić do siebie “ciotka”. Jest też z tych zawsze przystojnych. Pamiętam, gdy byłam mała – zawsze twierdziłam, że to ja będę jego żoną (sorry Gosia!). Zdaję sobie sprawę też z tego, że byłam oczkiem w jego głowie. To się czuje! To on nauczył mnie bekać na zawołanie. Kto oglądał moje wejście do programu WS ten wie o czym mowa. I tak, do dziś uważam że to powód do dumy. Zresztą przekazałam tę wiedzę mojemu młodszemu bratu. To Bartek zawsze nosił mnie “na barana”, a uwierzcie bycie na wysokości prawie dwóch metrów w tak młodym wieku robiło na mnie wrażenie. To mnie podnosił, gdy wieszałam mu się na bicepsie jako kilkulatka. To on pierwszy dał mi posmakować PRAWDZIWY ŁYK PIWA (Mamo, nie krzycz!), gdy za domem razem z siostrą i przyjaciółką rozbijałyśmy namiot, a w domu była impreza rodzinna. To on mnie rozśmieszał do łez, gdy miałam zły humor. To on wywijał obrzydliwie powieki, na których widok z siostrą uciekałyśmy gdzie pieprz rośnie. Tylko po to, żeby za chwilkę przybiegnąć do niego i poprosić o jeszcze.

/źródło MTV POLSKA

Aż w końcu to on powiedział któregoś dnia, że wyjeżdża z Polski. Miałam wtedy może z 10 lat. Pamiętam dokładnie tę zimę, Sylwestra, fajerwerki, kuligi. Wiedziałam, że jedzie spełniać marzenia, zdobywać wiedzę, przeżywać przygodę swojego życia. Całego Sylwestra przesiedziałam jednak na jego kolanach, po prostu płacząc. Bartek był w moich oczach superbohaterem. A teraz mój superbohater znika z mojego życia.

Początki zawsze są trudne, nieważne czy jesteś dzieckiem, czy dojrzałym człowiekiem. Tęsknota to uczucie, którego nie można negować. Każdy przyjazd po kilkuletniej przerwie był dla mnie setką wylanych łez na początku – bo przyjechał – i na końcu – bo znowu wyjeżdża. Każdy jednak przyjazd był inny i wyjątkowy, każdy bowiem był totalną niespodzianką. Bartek zawsze zadbał o to, by było prawdziwe show. Dla przykładu? Potrafił wejść do domu, nie pukając, podczas gdy jedliśmy śniadanie i usiąść z nami do stołu. Jak gdyby nigdy nic, zachowując przy tym kamienną twarz. Zupełnie tak, jakby to była codzienność, że się widzimy. Fakt, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nie widzieliśmy się 5 lat, a jeszcze dwa dni temu dzwonił ze Stanów, że niestety praca nie pozwala mu na przyjazd do nas.

Pisałam listy, rozmawialiśmy przez telefon lub komunikowaliśmy się przez internet. W dzisiejszych czasach kontakt przy takiej odległości to nie problem. Raz był jednak większy, raz mniejszy. Ale zawsze wiedziałam, że jest ktoś gdzieś tam na drugiej części kuli ziemskiej, kto na pewno o mnie pamięta. Nie trzeba było długo czekać, bym poszła w jego ślady. Zawsze cała rodzina powtarzała, że tym imprezowaniem i wygłupami wdałam się w wujka. “Caaaaały wujek Bartek” – mówili. A ja zawsze uwielbiałam to porównanie. Byłam dumna z tego, że mam właśnie takiego wujka. Z opowieści mamy wiedziałam, że też był niezłym ziółkiem. Mało kiedy robił to, co wypada i to, co inni chcieliby żeby robił. Czy to czyniło go gorszym? Nie, to właśnie czyniło go wyjątkowym. Kim jest teraz? Nie zgadniecie. I nie zliczycie. Ukończył kursy trenera personalnego, kursy nauczycielskie Kundalini Yoga, Punchfit, Spinning, Bootcamp Instructor. Może się też pochwalić żółtym sznurem w Capoeira. Jest idealnym przykładem człowieka nieidealnego, ale wartego poznania, który w życiu miał czas na głupoty, na o jeden kieliszek za dużo, na przygody o których lepiej nie wspominać, i takie którymi warto się dzielić ze światem.

Jak widzę to dziś? Dziś, gdy sama jestem obieżyświatem i z dnia na dzień mogę zmienić miejsce zamieszkania. Dziś, gdy robię coś, co wielu uznałoby za szalone lub po prostu głupie. Dziś, gdy nie boję się tego, co przyniesie jutro. Wreszcie teraz mogę sama z czystym sumieniem porównać się do mojego Superbohatera i podziękować mu, że pomimo tego, że go nie było to ZAWSZE BYŁ. Był w moim sercu. To on, chcąc nie chcąc, nauczył mnie by iść zawsze własnymi ścieżkami, a po porażkach zawsze się podnosić. Pomimo wielu przeciwności losu, z którymi zmagał się będąc poza granicami kraju, czy to w Stanach, czy w Australii, zawsze szedł do przodu z uśmiechem na twarzy. Nigdy nie zapominał o tym, by się śmiać i rozśmieszać innych. Teraz też wiem, że chociaż na zdjęciu coś może wyglądać ładnie, nie oznacza, że jest takie w rzeczywistości. A jeśli nie jest? To nic, nie poddawaj się! Dąż do tego, by obrazek z fotografii był tak samo piękny jak w rzeczywistości! W drodze na szczyt może nie zawsze wszystko będzie idealne, w soczystych kolorach, na krzakach nie będą rosły dorodne owoce, i nie wszystko będzie jak ze snu. Ale za to widok ze szczytu – zapewniam Was – jest wyjątkowy. Zwłaszcza jeśli ma się obok takiego superbohatera. Co dalej? Teraz to on wrócił, by dzielić się w Polsce swoją wiedzą i doświadczeniami, a ja wyjechałam, by przeżyć kolejną przygodę swojego życia!

Bartku, dziękuję!

Twoja M. 🙂

Od tancerki do instagramerki.

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Tańczyłam. Kochałam to. Kocham nadal. Wystarczy, że zauważę gdzieś tańczącą osobę, bądź film z motywem tańca, w momencie miotają mną dziwne uczucia, pustka, a serce chce wyskoczyć z klatki piersiowej. Tęsknota? Być może. Żal? Do samej siebie, o to, że zapomniałam o pasji, o czymś co dawało mi chęć życia, rozwijania siebie i innych. Zamieniłam to na siedzenie w domu przed telewizorem, drinka i przeglądanie Facebooka i Instagrama, czekanie na nowe lajki i komentarze od ludzi, którzy – fakt są jakąś częścią tego wszystkiego, co teraz posiadam – ale nie jest od tych ludzi zależne nic w moim życiu.

Dość użalania się! To była moja decyzja, więc biorę ją na klatę. Jak każdą inną. To moja decyzja, że zmieniłam swój świat zarówno kilka lat temu, jak i kilka miesięcy temu. W życiu podejmujemy ich wiele, bardziej lub mniej trafnych, każda oddziela pewne etapy naszego życia, każda jest zaznaczona grubą linią w naszym życiorysie – ponieważ KAŻDA może na zawsze zmienić jego bieg.

fot. Sabat Czarownic Kielce, Ewa Farna, Check This Out Gliwice

Zapytasz, dlaczego nie wrócę do tańca? Czy nie jest mi szkoda tej 10-letniej pasji, masy wyrzeczeń i jeszcze większego wkładu pracy? Nie. Uważam, że widocznie tak miało być. Być może wrócę. Już teraz, gdy idę na siłownię – staję przed lustrem i pomału wracam. Teraz robię to tylko i wyłącznie dla siebie. Niestety mój tryb życia nie pozwala mi na systematyczność. Warszawa, Poznań, Wrocław, Kraków. W każdej szkole tańca chwyciliby się za głowę, gdyby zobaczyli moją częstotliwość przeprowadzek. Jestem osobą rzetelną i całkowicie oddaję się pracy, którą wykonuję. Taaak, wiem – w programie nie było tego widać, tak samo jak i tego, że zawsze najlepiej wypadałam w konkurencjach sportowych, etc., etc. Totalnie się tym nie przejmuję! Lata pracy w telewizji nauczyły mnie, że lepiej sprzedaje się tzw. brzydki obrazek niż dobry. Brzydki pozwala na wyrażenie więcej emocji i opinii. 😉 A wracając do tematu – sama nie chciałabym być pracownikiem, ani też takowego posiadać w swojej szkole tańca. Dlaczego? Zmiana ulicy A na ulicę B nie jest problemem, ale zmiana jednego końca Polski na drugi już znacznie pogarsza sytuację. Z doświadczenia wiem, że grupy dzieci i młodzieży najnormalniej w świecie przywiązują się do swoich opiekunów. Rozumiesz o czym mówię?

Świat się jednak nie skończył, a bycie instagramerką może być nie tylko pracą, ale i pasją, którą możesz wykonywać będąc w każdej części świata. Pozowanie do zdjęć uwielbiałam od zawsze, a zarządzanie biznesem, zwłaszcza swoim nie jest mi obce. Przerabiałam wielu managerów, a większości z nich przed nazwą postawiłabym słowo “pseudo“. Fakt, że dla wielu moja znajomość z tematem oraz wyczulenie na oszustwa i drobne druczki w umowach jest dość niewygodną sytuacją, stąd jestem tu, gdzie jestem. No i w końcu postawiłam na siebie. Bo kto lepiej załatwi za mnie mój biznes, jak nie ja?

ig: magda.pyznar (kiedyś i dziś)

Czy kopiuję kogoś? Zdecydowanie nie. Sama buduję swój mały internetowy świat. Metoda prób i błędów jest chyba najstarszą i najlepszą metodą. Na 99 podejść do zdjęć na początku zazwyczaj wychodziło mi te ostatnie. Z czasem ilość prób się zmniejszała, a gdy teraz przewijam Instagrama do początku swojej “kariery“, jestem w stanie uśmiać się do łez z niepoprawnego ułożenia ciała, bezsensownego pstrykania sobie selfie czy nowo odkrytego filtra, który był totalną żenadą. Czy mam swoje instagramerki, z których mogę brać przykład? Oczywiście, że tak. W moich ulubionych znajdziesz @ola.bartoszek , @warszawskalala_ , @gosiabednarczuk oraz @annalewandowskahpba . Za co je lubię? Za pełen profesjonalizm, za serce, które wkładają w wygląd, estetykę, świetny przekaz swoich profili oraz przede wszystkim naturalność.

Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez Instagrama, bez nagrania dla Ciebie kilku sekund mojego życia, bez podzielenia się z Tobą nowo wypróbowanymi produktami, bez zapytania właśnie Ciebie o Twoją konstruktywną opinię. Nie wyobrażam sobie dnia bez cyknięcia fotki. Baa, nawet jestem w trakcie dawania lekcji mojemu ukochanemu pod jakim kątem, z jakim światłem i gdzie najlepiej robić zdjęcia. Kiedyś mi za to podziękuje! Haha.

No i co najważniejsze – ukochany wcielając się w fotografa zrozumiał jak ważna jest dla mnie moja pasja. Wyżebrałam lustrzankę. Trzymajcie za mnie kciuki, czekajcie na nowy wymiar zdjęć i dajcie znać jakie są Wasze ulubione instagramerki?

#shirt – www.americanoutlet.pl do końca listopada jesienna MEGA promocja aż 30% rabatu na hasło MADZIA2017.

Wasza M. 🙂

Zostałam rozebrana…

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Zawsze wyjątkowo dobrze czułam się przed obiektywem. Pewnie to znasz. Od dziecka przebieranie się, malowanie, pozowanie do zdjęć, śpiewanie do pilota, tańczenie, recytowanie, odgrywanie teledysków razem z rodzeństwem. Mama ciągle powtarzała, że będę albo adwokatem albo gwiazdą. Miałam niewyparzoną gębę i wręcz kochałam widownię. Zostałam więc adwokatem diabła i gwiazdką MTV. Całkiem nieźle, co?

Dzięki temu zrobiłam chyba wszystko – pokazałam całej Polsce jak się bawić, jak pić alkohol (albo dlaczego tego nie robić),jak płakać i śmiać się, jak uprawiać seks, jak poznawać ludzi, przyjaźnić się z nimi lub omijać ich szerokim łukiem, i jak lepiej tego wszystkiego po prostu nie robić. Haha. Albo tak jak ja – zrobić, wyciągnąć wnioski i absolutnie niczego nie żałować.

Z racji tego, że zawsze mi mało i należę do osób, które nie boją się nowych wyzwań, ani przygód, postanowiłam spróbować swoich sił przed obiektywem Karoliny Wielgórskiej – młodej i utalentowanej fotograf. Sam rozumiesz, każdy z nas w pewnym wieku ma ochotę na profesjonalną sesję zdjęciową. Ja już po pierwszej stałam się fanką Karoliny. Tak, dokładnie tak jak czytasz – ja jej fanką, a nie ona moją. Kompletnie nie bałam się pozować do zdjęć w taki czy inny sposób. Ciepło, otwartość i profesjonalizm jej osoby działały na mnie tak kojąco, jak owacje na stojąco dla aktora, który właśnie odegrał swoją życiową rolę. Któregoś dnia wpadłyśmy na szalony pomysł! Zrobimy sesję rozbieraną, dasz wiarę? Co z tego, że nie jestem zawodową fotomodelką, że nie mam zrobionych piersi czy brzucha w kratę. Co z tego, że mam troszkę więcej tłuszczyku tu i tam. Myślisz, że dziewczyny z gazet są idealne? W większym błędzie nigdy nie byłeś. Retusz jest podstawą dzisiejszego Instagrama, Facebooka, sesji dla mniej lub bardziej prestiżowej gazety. Jest to wyidealizowanie ciała kobiety czy mężczyzny tak, by zwykły szary człowiek zawsze był o krok za daleko do takiego ideału.

Tak więc, raz się żyje! Przecież Kim Kardashian może być ideałem kobiecości na plakatach, a jej tyłek jest uważany za mega seksowny. A w rzeczywistości, gdy wygooglujemy jej osobę, zatapiamy się w niej jak jej kilogramy cellulitu w krzesło, na którym siada – to dlaczego Ty, czy ja również nie możemy dla siebie, swojego faceta lub całego świata zrobić sobie takiej sesji? Dlaczego wmawiasz sobie, że jesteś gorsza, brzydsza, grubsza, masz krzywy nos czy za duży tyłek? Jesteś idealna na swój sposób. Masz piękne oczy, uśmiech, ładnie się ruszasz, jak nikt inny zalotnie przewracasz oczami. Dlaczego przejmujesz się opinią innych? Pamiętaj, że na 10 nieżyczliwych osób przypadają 2 życzliwe. 😉 niezły wynik, co? Uważam, że lepiej udowodnić tej dwójce, że się da, niż potwierdzić tym dziesięciu, że miały rację. 😉

Powiem Ci coś – otwórz się przed samym sobą, nie musisz zrzucać od razu bluzki czy spodni, jak ja. Zrobiłam tak, bo miałam taką ochotę. Była to moja zachcianka, a ja swoje zachcianki zawsze spełniam. Wiesz dlaczego? Bo życie mamy jedno! Znalazłam więc osobę, która zechciała ten moment uchwycić. Chciałam, żeby było seksownie, nago, ale nie ordynarnie. Ja i Karolina jesteśmy zadowolone z naszego dzieła. Jestem podrasowana, wymalowana, z charakterkiem, fakt – inna niż zwykle, ale cholera jasna – podoba mi się to! To nasza najlepsza sesja zdjęciowa i jestem z nas dumna! Teraz Twoja kolej! Uwydatnij swoje zalety, pozbądź się kompleksów! Do dzieła! 😉

/modelka – Magdalena Pyznar

/fotograf – Karolina Wielgórska

/make-up – Ewa Magdij

/włosy – Kamila Sulik

/pomoc – Kamil Wędzicha

Wasza M. 🙂

JESTEM KURĄ DOMOWĄ!!!

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Od dwóch tygodni pomykam po domu to z odkurzaczem, to ze świeżo zrobionym praniem, innym razem zaś trzaskam się w kuchni z garnkami. Czy jestem kurą domową? Być może niektórzy z Was tak sądzą. Ja natomiast widzę to tak…

Otwieram oczy, przeciągam się, odwracam w lewo. Wiem, że tu jest. Przytulam go i dziękuję za kolejny dzień i kolejną noc spędzoną razem. On całuje mnie w czoło, a ja jestem najnormalniej w świecie w siódmym niebie. Nie potrzebuję nic więcej. Nie wymagam niewiadomo czego. Zwykłe gesty znaczą więcej niż setki prezentów. Przynajmniej dla mnie. Wstaję, idę do sklepu po świeże wędlinki, boczuś i robię mu śniadanie, odpowiednie do jego diety. Robienie tego śniadania to już pewien rytuał i sprawia mi taką przyjemność, że nie macie pojęcia ! Ba, największa przyjemność jest dopiero jak talerz jest pusty a On powie, że było pyszne. Podczas posiłku rozmawiamy o swoich marzeniach, planujemy kolejne dni, kolejne wyjazdy. On chce dla mnie jak najlepiej i ja chcę dla niego jak najlepiej. Kura domowa?

Wychodzi do pracy, wiem że wróci wieczorem – zmęczony, głodny, i taki MÓJ. Dom jest dla niego ostoją, odpoczynkiem, szczęściem. Do takiego domu chce się wracać, prawda? A jeśli się do kogoś coś czuje, chce się mu to dać. W przerwach od swojej pracy robię więc pranie, układam suche już ubrania, odkurzam, myję podłogi, robię obiad lub kolację. Myślę co zrobić, żeby z każdym dniem wracało mu się jeszcze milej. Kura domowa?

Część z Was pewnie już to zrozumiało, innym zaś życzę, żeby kiedyś mogli doznać tego uczucia. Uczucia, w którym trafiasz na właśnie ten swój wymarzony ideał i jego obecność działa na Ciebie na tyle pozytywnie, że nie potrzebujesz już, żeby ktoś sto razy Ci powtarzał co masz zrobić. Czujesz, że wstajesz i żyjesz. Wstajesz dla tego uśmiechu i kładziesz się spać, by rano ten sam uśmiech zobaczyć. Ktoś nazwie Cię pantoflarą? Kurą domową? Niech nazywa. Robi to prawdopodobnie dlatego, że nigdy w życiu nie zaznał podobnego uczucia.

Więcej chyba pisać nie muszę, zdjęcie załączone do posta mówi samo za siebie. 😉

Fot.: stylizacja – www.americanoutlet.com RABAT 30% na hasło GOLDENAUTUMN tylko do końca września.

Wasza M. 🙂

Singielka z wyboru.

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Bycie singlem jest teraz na topie? A może to nie chęć bycia singlem? Może to właśnie era fejsbuka i wyścig po bycie lepszym sprawiły, że cholernie ciężko znaleźć nam drugą połówkę?

W internecie roi się od pięknych kobiet, pseudomodelek, pokazujących swoje atuty w stronę aparatów fotograficznych. Pełno jest napompowanych kolesi, pseudotrenerów, zapatrzonych bardziej w rozmiar swojego bicepsa niż w tajemnicze oczy wartościowej kobiety, która właśnie mija go na ulicy. Trwa instagramowo-facebookowy wyścig o lepsze jutro. Ale czy na pewno lepsze? Ile zostało nam z normalności? Ilu z nas potrafi spotkać się w cztery oczy z kimś, nie wyjmując przy tym telefonu, ilu spróbowało napisać do drugiej osoby list? Ilu z nas potrafi spojrzeć na drugą osobę dostrzegając jej piękno wewnętrzne?

Pytacie jak się poznaliśmy z moim facetem? Jak ludzie. Nie jak cyberistoty. Obiecałam sobie, że nie będę kolejny raz pisać smsów, wypisywać poprzez komunikatory internetowe. Nie. Po prostu spakowałam się i pojechałam, by zrobić to tak, jak robiło się to kiedyś. Stanąć twarzą w twarz. Nauczyć się nawzajem swoich wad i zalet, śmiać się razem, podejmować wspólne decyzje – nawet te najmniej skomplikowane. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie i noce, uczyliśmy się siebie od początku. Nie rozwiązywałam kolejnych testów internetowych pod tytułem “sprawdź na ile % do siebie pasujecie”, nie czytałam horoskopów, nie wypytywałam znajomych co robić. Po prostu BYŁAM I JESTEM. Zbudowaliśmy swoje szczęście od podstaw.

Moje wnioski? Internet jest dla nas wygodny. Wyzywając kogoś, pisząc mu SMS, nie musimy patrzeć w oczy. Przyznając się do winy na Messengerze, wystarczy że wyślemy smutną emotikonkę. Poczucie wstydu jest nieporównywalne z tym, które mielibyśmy stojąc twarzą w twarz. Daliśmy się zawładnąć zwykłemu małemu urządzeniu zwanemu telefonem. Zadajmy sobie pytanie, ile jeszcze w naszym życiu będzie zależało od tego urządzenia?

Wielu z nas zapomniało o tym, czym właściwie jest rozmowa. Zamiast wymienić poglądy – kłócimy się. Zamiast wyciągnąć rękę – odwracamy się do siebie plecami. Zamiast cieszyć się życiem – płaczemy. Uwierzcie mi, nawet jeżeli zapomnieliście o tych wartościach, nigdy nie jest za późno na to, by sobie o nich przypomnieć.

Naucz się więc bawić social mediami, naucz się z nich cieszyć w mądry sposób, naucz się z nich zarabiać, nie “zabijając” przy tym siebie i innych. Pamiętaj, że wszystko jest dla ludzi! Co najważniejsze – pamiętaj, że Twoich łez nie otrze żaden followers, z Twojego szczęścia nie będzie szczerze cieszył się Twój znajomy z fejsbuka. Jeden like nie da Ci tyle przyjemności, co jedno objęcie ramionami ważnej dla Ciebie osoby. Teraz sam odpowiedz sobie na pytanie: o jakie relacje zadbasz bardziej od dziś? 🙂

Wasza M. 🙂

Zdecydowałam się na wszywkę.

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Już jakiś czas temu odbiłam od życia imprezowiczki. Skupiłam się na poszukiwaniu własnego JA. Namówiła mnie do tej decyzji Paulinka. Dlaczego? Brakowało mi wiecznie roześmianej Magdy. Jak widać nie tylko mi. Wyobraźcie sobie na własnym przykładzie to o czym teraz napiszę… zamknąć oczu nie możecie, ale liczę na to, że macie świetną wyobraźnię.

Imprezy bawią do czasu. Do czasu też poznaje się na nich ludzi i uważa ich za swoich przyjaciół. Na początku jest wesoło, dzieje się naprawdę dużo, pewnie znacie to z imprez. Janek z Grażyną, Grażyna z Maćkiem, Maciek z Iwoną, Iwona z Grażyną, Grażyna z Sandrą, Janek z Maćkiem i Grażyną. Od zwrotów sytuacji związkowo – przyjacielskich może zawrócić się w głowie. Najpierw rzygasz alkoholem, pózniej ilością dostarczonych Ci jednej nocy informacji. Z czasem masz dość, wszyscy stają się nerwowi, już wcale nie bawi Was Wasze towarzystwo, zaczynacie się ze sobą męczyć. Pomimo tego nadal “cieszycie” się sobą. Ciągniecie się wzajemnie w dół. Podczas imprez jesteście w stanie skoczyć za sobą w ogień. Na kacu, wykończeniu organizmu po kilku dniach ostrego melanżu macie się totalnie w dupie. Sprzedalibyście przyjaciela za butelkę wódki, grama kokainy, sztukę palenia lub możliwość wyruchania kogoś. Bo przecież jesteście w potrzebie.

Budzisz się. Czujesz się zagubiony. Nie wiesz w którą stronę pójść. Przecież Ci, którzy są dla Ciebie wszystkim, właśnie siedzą w pokoju obok i kończą kolejną flaszkę. Chce Ci się płakać. Masz dość. Wstajesz i wychodzisz o własnych siłach, albo wyrzucają Cię, bo odmówiłeś kieliszka. Teraz jesteś inny. Już nie należysz do nich. Widzisz? Łatwo poszło jak na przyjaciół na śmierć i życie.

Co dalej? Przypomnij sobie. Na pewno ktoś na Ciebie czeka. Ktoś wyciąga do Ciebie rękę, a Ty już tyle razy ją odrzuciłeś. Pomimo tego, ten ktoś nadal czeka. Czasami warto podkulić ogon, usiąść i wysłuchać tego ile popełniłeś błędów. Ktoś, kto tylko przygląda się temu wszystkiemu opowie Ci jak traktują Cię inni. Osoba z zewnątrz nie ma klapek na oczach. Tylko ty je masz. Jesteś zaślepiony czymś, co nie istnieje. Osobie z zewnątrz nie zależy na tym, czy zdenerwujesz się za jej negatywną opinię. Osoba z zewnątrz woli być z boku tego wszystkiego. Masz jej wsparcie, ale nie powstrzymuje Cię ona przed podejmowaniem decyzji. Zarówno dobrych jak i złych. Osoba z zewnątrz zna Cię na tyle, żeby przekonać Cię do podniesienia się i walki o lepsze życie słowem, a nie przekleństwem czy agresją. Osoba z zewnątrz to prawdziwy przyjaciel. Może nie poleje Ci kieliszka, ani nie weźmie na kolejną imprezę, ale ma taką siłę, że samymi słowami kopnie Cię w dupę i każe wziąć się w garść. Masz kogoś takiego? Ja mam.

Nie żałuję niczego w moim życiu. Mam wokół siebie życzliwych – którymi się otaczam i którzy nie tylko trzymają mi włosy jak wymiotuję, których nie tylko wesprę ramieniem, gdy ciężko im wrócić o własnych siłach z imprezy. I którzy mnie wesprą swoim, rzucając wszystko jak za dużo wypiję. Ale są to ludzie, którzy powiedzą, że mam się nie mazać, doradzą, przyniosą do łóżka śniadanie, a później zrobią wszystko, dosłownie wszystko, by zobaczyć uśmiech na mojej twarzy. A ja zrobię to samo dla nich. To przyjaciele, u których jest czas na zabawę, owszem, ale jest też czas na wymianę poglądów, wspólne wyjścia nad morze, na obiady, kolacje, masę śmiechu. I tu każdy jest równy. Każdy jest tak samo ważny.

Zarówno dzięki tym życzliwym, i tym mniej życzliwym, poznałam kogoś. Ten ktoś zaraża mnie uśmiechem, nie rozkazuje – prosi, nakierowuje, wierzy we mnie, ma w sobie niezwykłą moc, której przez kilka lat nie potrafiłam znaleźć w żadnym facecie. Przerabiałam chamów, psychofanów, chamów, babiarzy, chamów. No i jeszcze chamów. Teraz przyszedł czas bym im podziękowała! Tak więc dziękuję Wam za to, że Was nie ma. Dzięki Wam mam teraz swoje szczęście u boku.

Post dedykuję najbliższym mi osobom. Nie muszę wymieniać. Wiecie, że to dla Was. Kocham Was! Wy jesteście moją wszywką. 😉

Wasza Szczęśliwa M. 🙂

fot. https://www.facebook.com/photographybarbaraa/

Mój sukces !!!

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Każdy z nas zna to uczucie, kiedy po letniej przerwie lub urlopie wracamy do szkoły i pracy. Jesteśmy totalnie rozleniwieni i potrzebujemy wielkiego kopa w tyłek, by znów móc normalnie funkcjonować. Każdy z nas miał też w swoim życiu lepszy lub gorszy czas. Przyczyniła się do tego utrata pracy, partnera, kłopoty ze zdrowiem czy nawet linkowanie w szkole. I wiecie co? Są to sytuacje w życiu, które po prostu muszą nam się przytrafić. Nie po to, byśmy do końca życia użalali się nad sobą, popadali w nałogi, zwalali całą winę na właśnie tą daną sytuację. Nie. One dzieją się po to, byś Ty, jeden z drugim, wyciągnął wnioski i pokazał nie całemu światu, a właśnie sobie, że jesteś wart więcej! Dlaczego? Bo na Twój sukces nie zapracuje tak dobrze nikt inny, jak Ty sam.

Myślisz, że jesteś wyjątkiem? Że tylko Ty złamałeś nogę? Że tylko Ciebie rzuciła dziewczyna? Uwaga! Jesteś w błędzie! To spotkało mnie, Ciebie, naszych rodziców, znajomych, szefa a nawet panią z warzywniaka. Zdziwiony?

Jeśli chcesz coś zmienić w swoim w życiu, weź teraz do ręki kartkę i długopis. Wypisz wszystkie za i przeciw. Jak żyjesz, a jak chciałbyś żyć. Możesz zacząć od tych najbardziej przyziemnych marzeń, np. obiecaj sobie, że codziennie poświęcisz dwie godziny na szukanie pracy. I po prostu zrób to. Kto wie, może za miesiąc nie będziesz szukał już pracy, a Twoim kolejnym marzeniem na liście będzie odkładanie pieniędzy na szkolenie z Twojej ulubionej dziedziny. Pamiętaj, że robiąc to, co kochasz – nigdy nie będziesz musiał pracować.

A może to jest tak, że masz marzenia, plany, ambicje, ale ludzie którymi się otaczasz nie pozwalają Ci ich realizować? Boisz się, że stracisz znajomych, gdy pójdziesz w swoją stronę? Jeśli ich stracisz – to nigdy nie byli Twoimi przyjaciółmi. I nie bój się, że nie poznasz nowych ludzi. Przecież jest nas tyle na ziemi. Na pewno spotkasz na swojej drodze kogoś wartościowego. Kogoś, kto będzie Twoim wsparciem. Interesujesz się sztuką? Idź do galerii sztuki. Taniec. Studio tańca. Karate? Szkoła sztuk walki. Rowery? Weź swój i wyjedź nim na szlaki. Tam spotkasz ludzi, którzy dzielą Twoje pasje. Mało tego, będzie ich bardzo dużo!

Znajdź swojego motywatora. Może to być rodzic, sąsiad, aktor, piosenkarz, sportsmen, ale też człowiek, który Ci zaimponował w trakcie Twojej wędrówki na szczyt. Rozejrzyj się w Internecie, żyjemy w czasach, gdzie w social mediach wielu ludzi opisuje swoje codziennie poczynania. Zbierz się i raz zrób w ciagu dnia to, co oni. A uwierz drugiego dnia pójdzie Ci o wiele łatwiej, a po miesiącu będzie to już Twoim zdrowym nałogiem. Rady tych ludzi nauczą Cię nie tylko systematyczności, odpowiedzialności ale najważniejszego – WIARY W SIEBIE. I właśnie to jest moja definicja motywacji.

Idź więc do przodu małymi kroczkami. Pamiętaj, że podczas kiedy Ty działasz, inni obserwują Ciebie i zapominają o sobie. Stoją w miejscu, stoją… i stoją… bo za dużą uwagę skupiają na Tobie. 😉 ile już kroków jesteś przed nimi?

Wasza M. 🙂