Łóżeczko i przewijak, czyli co z czym i jak wybrać

By Magdalena Pyznar on 9 września, 2020 in Macierzyństwo

Jakie wybrać łóżeczko?

Z takim wyborem prędzej czy później będzie się musiała zmierzyć każda przyszła mama. Odpowiedź wydaje się być prosta dopóki nie zajrzymy w czeluści internetu. Firmy prześcigają się w kolorystyce, modelach, możliwościach przekształceń łóżeczek. Te wyścigi są tak ogromne, że często ciężko znaleźć zwykle, klasyczne łóżeczko. A jeśli jesteście moimi obserwatorami od dawna, wiecie że u mnie jest miejsce tylko na klasykę. Nie lubię udziwnień, przeróbek. Chcę mieć pewność, że produkt kupuję i produkt spełnia podstawowe wymagania, a przy tym jest dobry jakościowo. Po naprawdę długich poszukiwaniach (dłuższe były tylko poszukiwania wózka) zdecydowałam się na łóżeczko Hampton Cot Bed. Spełnia ono moje oczekiwania pod kątem bezpieczeństwa, ponieważ posiada takowy certyfikat (co najlepsze, tylko 1/3 produkowanych łóżeczek posiada atesty!), ma trzy poziomy ustawienia materaca, w cenie są nakładki na górne ramy, tzw. ‚gryzaki’ (ząbkujące dziecko nie je wtedy drewna 😁) oraz trzy wyciągane szczebelki. Ciekawą opcją jest możliwość przekształcenia łóżeczka w łóżko dla dziecka, dzięki czemu może ono posłużyć nawet do 6 roku życia. Czy będę przekształcać – nie wiem. Być może Zuzia, gdy podrośnie zażyczy sobie nowe łóżeczko dziewczęce. W każdym razie na pewno jest to rewelacyjna opcja dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na większe wydatki. Za to duży plus dla producenta łóżeczek. 

No dobrze, to jak jest z tym rozmiarem? Brać większe, czy mniejsze? Przede wszystkim dużo zależy od możliwości Waszego mieszkania/domu. Jeśli jednak macie pewność, że znajdzie się miejsce na większe, to na Waszym miejscu w ogóle bym się nie zastanawiała. O tyle, o ile dziecko po urodzeniu wygląda w tym „wielkim” łóżku jak kropla w morzu… to uwierzcie mi na słowo, gdy tylko podrośnie będzie spało w każdym jego kącie i pod każdym możliwym kątem. Z nogami do góry, na zewnątrz, na lewo i na prawo. Z głową w nogach i z nogami na głowie. 

Czy to łóżeczko jest faktycznie trwałe? Jest z nami prawie rok, przeżyło jedną przeprowadzkę i nie ma na nim żadnego niechcianego śladu użytkowania. Solidnie wykonane z drewna sosnowego I klasy. Ten post celowo powstaje po tak długim czasie, jest to dla mnie i dla Was gwarancja, że produkt jest przeze mnie przetestowany od momentu urodzenia Zuzy, do teraz, kiedy materac położony mam już najniżej, a Zuzia ze swoim temperamentem sprawdziła łóżeczko od A do Zet.

Mam łóżeczko, co z materacem?

Tak, łóżeczko to nie wszystko. Teraz czas wybrać dobrej jakości materac, który będzie wygodny, ale i odpowiedni pod kątem zdrowotnym dla naszego dziecka. W tej kwestii zdałam się w 100% na poradę ze strony firmy Woodies. Miałam szczęście, ponieważ przed narodzinami Zuzy do sprzedaży wszedł materac High Quality.

Materac zbudowany jest z antybakteryjnej pianki poliuretanowej HR o większej sprężystości i odporności na odkształcenia. Posiada na całej swojej powierzchni kanaliki wentylacyjne, które gwarantują doskonałą cyrkulację powietrza oraz antybakteryjny pokrowiec z nićmi srebra. Nitka srebra posiada naturalne właściwości bakteriobójcze, antygrzybiczne oraz ogranicza powstawanie nieprzyjemnego zapachu.

Materac posiada też dwie strony twardości. Strona z kanalikami wentylacyjnymi tej samej głębokości jest przeznaczona dla dzieci do 12 miesiąca życia, ponieważ kręgosłup naszego dziecka dopiero się kształtuje. Natomiast druga strona, gdzie kanaliki wentylacyjne są różnej głębokości, jest przeznaczona dla dziecka powyżej 12 miesiąca. Warto też wspomnieć o zamku pokrowca, dzięki któremu można zdjąć tylko jedną jego stronę.

Na materac zdecydowałam się założyć specjalny pokrowiec wodoodporny . Jest to jeden z tych gadżetów, które dla jednych są zbędne, a inni nie wyobrażają sobie bez nich życia. Stanowi dodatkową ochronę dla materaca, dzięki czemu ratuje go przed różnymi sytuacjami, którymi zaskoczy nas dziecko. Według mnie przydaje się nie tylko na początku przygody z macierzyństwem, ale i na przykład w momencie odpieluchowania naszego malucha. Nie jest to więc wydatek “na chwilę”.

Ostatnie, co będzie dotyczyło kwestii łóżeczka, to klin ułatwiający oddychanie, czyli prościej – specjalna poduszka. Jak wiecie (bądź nie), zalecane jest, by dziecko spało bez różnego rodzaju poduszek, poduszeczek. Jednak jak zapobiec niemiłych konsekwencji przy ulewaniu się pokarmu? Poduszka typu Klin ułatwia oddychanie oraz, poprzez delikatne uniesienie głowy dziecka, zapobiega ulewaniu przez niego pokarmu, tak by zminimalizować ryzyko zakrztuszenia się. Stosowanie jej gwarantuje dziecku bezpieczne i stabilne podparcie szyi oraz głowy. Klin należy włożyć pod materac, na jednym z jego końców. Cena poduszki jest naprawdę przystępna, więc według mnie warto w nią zainwestować.

To jak jest z tym przewijakiem?

Przydaje się, czy się nie przydaje. Wydaje mi się, że to od zawsze było i będzie kwestią sporną. Sama spotkałam się przed wyborem z różnymi opiniami. Jedne z Was pisały, że używały aż do odpieluchowania, inne twierdziły, że to jedynie “wieszak” na pranie. Co najlepsze, prawdopodobnie każda z Was miała rację. Ale jeśli stoicie przed wyborem kupna małej szafki do pokoju dziecka, to po prostu zdecydujcie się na przewijak. Ja ani trochę nie żałuję tej decyzji. Oprócz podstawowych czynności, do których docelowo służy przewijak, znajdziecie dla niego szereg innych zastosowań. I dla mnie to jest jak najbardziej OK! Półki w moim przewijaku są spore, dzięki czemu mogłam tam utworzyć naprawdę ogromny przybornik rzeczy Zuzki. Od płynów do kąpieli, po chusteczki, pieluchy, ręczniki, mleko, butelki, witaminy, laktator i… to słynne pranie. 😁 Zdecydowałam się na przewijak Classic Changer, do którego dopasowałam odpowiedni materac.

By uniknąć pytań o konkretne modele produktów wybranych przeze mnie, wszystko zostało podlinkowane. Jeśli macie jakiekolwiek inne pytania, na które nie znaleźliście odpowiedzi w tekście powyżej – śmiało zapraszam do zadawania pytań w komentarzach.

Wasza M. 🙂

Gofry (zdrowe rozwiązanie!)

By Magdalena Pyznar on 28 lipca, 2020 in Rozszerzanie diety

Zblenduj szklankę mleka roślinnego z dwoma jajkami i 50ml oleju rzepakowego. Następnie powoli wsypuj szklankę mąki orkiszowej, cały czas blendując na gładką masę. Do całości dodaj 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, możesz dodać również ziarenka z laski wanilii. Z tak dobranych składników masa powinna mieć już odpowiednią gęstość, jeśli natomiast nadal bardziej przypomina zbite ciasto, dolej stopniowo mleka, cały czas blendując/mieszając. Rozgrzej gofrownicę, nasmaruj delikatnie olejem i zalej formę masą. Moja gofrownica (Clatronic) potrzebuje tylko 4-5 minut, ale najlepiej przeczytać na instrukcji danej gofrownicy. Ważne jest, by nie otwierać gofrownicy przez cały czas pieczenia. Jeśli chodzi o moje gofry – wybrałam mleko sojowe, a jajka przepiórcze, ponieważ Zuza jest uczulona na kurze (2 kurze zmieniłam na 6 przepiórczych). Do gofrów możecie dodawać, w zależności od wieku dziecka cynamon, kakao, nawet szpinak. Podajemy oczywiście ze świeżymi owocami. Truskawki, maliny, banany, do wyboru do koloru!

Krewetki z cukinią

By Magdalena Pyznar on 24 lipca, 2020 in Rozszerzanie diety

Na odrobinie masła klarowanego duś tartą i odsączoną cukinię. Następnie dodaj pokrojonego pomidora (bez skórki). Całość zalej odrobiną mleka kokosowego, zwiększ ogień i dodaj krewetki. Duś przez około 5 minut. Warto pamiętać, że krewetki pomimo znakomitego wręcz składu, mogą wywołać u dzieci alergię. Ich spożywanie jest też dość kontrowersyjnym tematem w Polsce (jak zresztą chyba wszystko w tym kraju), ale o dziwo w Hiszpanii podają jej dzieciom bez problemu… Nie zmuszam, tylko proponuję. Zuzia uwielbia krewetki.

Lody domowe

By Magdalena Pyznar on 22 czerwca, 2020 in Rozszerzanie diety

Dokładnie umyj i zblenduj dowolne owoce. U mnie po raz pierwszy pojawiło się połączenie banana i truskawki. Owocową masę (tak, bez żadnych dodatków!) wlej do foremek na lody i włóż do lodówki na kilka godzin. Takie foremki wielokrotnego użytku możesz kupić np. w Pepco za grosze. Jeśli nie masz pomysłu na ciekawe połączenia to podpowiem kilka: banan – maliny, banan – borówki, banan – mango. Co najlepsze, jeśli Twoje dziecko jest w okresie ząbkowania to podziękuje Ci podwójnie za taką pyszną przekąskę. Nie dość, że zje zdrowy deser, to uśmierzysz mu ból, który doskwiera w czasie ząbkowania. Jeśli Twoje dziecko je już samo, koniecznie przygotuj też dobry odplamiacz… 😉

Frytki z batatów

By Magdalena Pyznar on 18 czerwca, 2020 in Rozszerzanie diety

Obierz batata i pokrój w frytki. Tak naprawdę możesz urozmaicić to danie o marchewkę lub seler, czy nawet pietruszkę. Bataty mają jednak słodkawy posmak i jestem pewna, że zasmakują Twojemu dziecku. Tak przygotowane frytki wykładasz na papier do pieczenia i wsadzasz do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika na około 20-25 minut. Frytki z batatów są bardzo miękkie, dzięki temu możesz czuć się bardziej pewnie, gdy podasz je do rączki dziecku, by samodzielnie zjadło.

Omlet bananowy

By Magdalena Pyznar on 16 czerwca, 2020 in Rozszerzanie diety

Zblenduj jajko z połową bananą oraz łyżką płatków owsianych. Początkowo smażyłam omleta na patelni beztłuszczowej, teraz co jakiś czas delikatnie musnę patelnię masłem klarowanym. Omleta możesz podawać z pokrojonym bananem lub dowolnym innym owocem. W menu Zuzi bardzo często pojawiają się również malinki.

Kilka słów ode mnie…

By Magdalena Pyznar on 16 czerwca, 2020 in Rozszerzanie diety

Chciałabym podzielić się z Tobą moimi pierwszymi krokami w rozszerzaniu diety Zuzi. Wiedz, że nie jest to kolejny poradnik, bo takich w internecie jest pełno, a ja… Jestem mamą po raz pierwszy, ale zawód dietetyka nauczył mnie obserwacji. Nie wierzę ślepo w to, co czytam w Internecie. Teraz, gdy potrafię zaobserwować, które produkty mi służą, a które szkodzą, podjęłam wyzwanie obserwacji Zuzy. Przeczytałam mnóstwo artykułów dotyczących wprowadzania posiłków w diecie dziecka. Z niektórymi się zgadzam, z innymi nie. Ty też pamiętaj, że masz prawo wyboru. Dlatego, że każde dziecko jest inne. To, na co mogłam pozwolić sobie przy Zuzi, niekoniecznie musi służyć Twojemu dziecku. Dlatego też nie będę nakreślać dokładnie, w którym miesiącu powinnaś podawać dany posiłek. Sama zadecyduj, ja mogę tylko podpowiedzieć.

Naszą przygodę rozpoczęłam spontanicznie, od jabłkowego przecieru. Na dwa tygodnie przed ukończonym 6 miesiącem, wróciłam do domu ze słoiczkiem owocowym. Moje dziecko dosłownie pochłonęło przecier. Później spróbowałam podawania Zuzi produktów w całości, jednak nie była to do końca udana próba. Głównie dlatego, że Zuzia okropnie się dławiła przez pierwsze dwa miesiące jedzenia zmiksowanymi posiłkami, więc pewnie wyobrażacie sobie, co działo się przy produktach podawanych w całości. Mi, jako osobie, która ma totalną fobię na punkcie dławienia, wcale nie było to na rękę. Jako dziecko raz dławiłam się i strach pozostał ze mną do dziś. Jedni boją się wysokości, pająków, węży, ciemności, windy… a inni dławienia. Zuza stopniowo miała więc podawane coraz to mniej pogniecione kawałki. Każdorazowo była też sadzana przy stole w momencie kiedy my jedliśmy posiłek. Właściwie to dziewczyna na widok jedzenia sama prawie że sadzała się do stołu. Od samego początku jadła wszystko, od warzyw, po owoce, mięsko, rybki. Od samego początku pozwalałam jej dotknąć papki z marchewki, kalafiora, kaszki z owocami. Z racji tego, że razem z moim partnerem pilnujemy, by jeść zdrowo, Zuzia praktycznie od początku jadła dokładnie to, co my.

Jak podać, gdy już nie chcesz blendować, a nie chciałabyś jeszcze dawać w całości. Gnieć widelcem, dawaj w małych ilościach, obserwuj. Jeśli dziecko będzie sobie radziło, na pewno to zauważysz. Jeśli nie będzie, też nie umknie to Twojej uwadze. Nie czuj się winna, że dziecko sąsiadki je już marchewkę w całości, a Twoje dziecko nadal się ociąga. Odnoszę dziwne wrażenie ścigania się w tych nowych trendach i wymysłach. Podawaj swojemu dziecku zdrowe posiłki, ale jeśli potrzebuje więcej czasu, niż rówieśnicy, na spożywanie, to mu ten czas daj. Najczęściej pytałyście o to, jak podaję Zuzi rybę. No cóż. Nie ukrywam, że było to dla mnie cholerne (tak, to dobre słowo), cholerne wyzwanie. Zresztą chyba każdy rodzic, na słowo ryba, ma przed oczami ości. Przede wszystkim kupuję polędwicę z dorsza, mam w 95% pewność, że nie znajdę w niej ości. Kolejne 5% daje mi dokładne przegryzienie porcji Zuzi, zanim jej podam. Dziecko jest z Twojej krwi, nosiłaś je w sobie 9 miesięcy, Ty je urodziłaś, Ty je karmiłaś piersią (lub nie, Twój wybór), więc nie ma w tym nic złego, jeśli przegryziesz mu niektóre produkty przed podaniem. Tymczasem… zapraszam Cię do obejrzenia i korzystania z moich propozycji rozszerzania diety.

Krem ze szparagów

By Magdalena Pyznar on 12 czerwca, 2020 in Przepisy

Przygotuj warzywny bulion. Dokładnie wypłucz szparagi, utnij twarde końcówki, a pozostałą część pokrój na mniejsze kawałki. Na maśle klarowanym podsmaż pokrojoną cebulkę i czosnek, dodaj pokrojone w drobną kostkę ziemniaki (ja dodałam dwa). Duś całość chwilę, następnie dodaj szparagi i zalej bulionem. Przypraw wedle uznania. U mnie pojawił się pieprz i bazylia. Po około 5-7 minutach gotowania zblenduj całość na krem. Posyp parmezanem. Smacznego! 🙂

Fotelik to fotelik

By Magdalena Pyznar on 7 czerwca, 2020 in Macierzyństwo

„Fotelik to fotelik”. Pewnie wiele razy słyszeliście takie stwierdzenie. „Moja Zosia dobrze wygląda w tym foteliku, dla Twojej Kasi taki sam będzie idealny!”. Znajome słowa? A może… „Ten fotelik jest idealny do spania, jest taki fajny – rozkładany”. Tak naprawdę ja, bardzo długo, również byłam podobnego zdania. Fotelik był dla mnie fotelikiem. Albo może po prostu nie miałam wokół siebie na tyle świadomych, doświadczonych lub wykwalifikowanych osób. Sprzedawcy w sklepie, żeby zarobić, wciskali mi na siłę foteliki przeróżnych firm. Z atestem, bez atestu. Nieważne. Przecież liczy się tylko sprzedaż. Halo? A bezpieczeństwo? 

Dobrze wiecie, że w wielu kwestiach mam swoje zdanie i bronię go jak lwica. Wpływ na to ma doświadczenie (nie tylko moje, ale i najbliższych) lub po prostu charakter. Jeśli jednak widzę, że ktoś w interesujący sposób próbuje przekazać mi swoją wiedzę, swoje wartości, nie wzbraniam się od tego. Tak właśnie było z fotelikiem. Przy wyborze wózka dostałam od Was mnóstwo wiadomości, żebym wybrała się na szkolenie z dopasowywania fotelika samochodowego. Pisało o tym na tyle dużo osób, że zwróciło to moją uwagę. Niektórzy pisali nawet po kilka razy. Jedna dziewczyna (wiesz, że piszę o Tobie ;)) do dziś ‚prześladuje’ mnie, gdy widzi pałąk fotelika w dole. Ale to jest fajne, nawet zdążyłam ją polubić!

W mojej skrzynce wiadomości pojawiła się również wiadomość od Krzysztofa Podolskiego z fotelik.info . Wielokrotnie oferował pomoc w zakresie dopasowania fotelika. A ja bardzo długo zwlekałam z umówieniem terminu. Finalnie, będąc na końcówce ciąży, doczłapałam do Krzyśka, który w zaledwie pół godziny zdążył przekonać mnie do odpowiedniego fotelika. Właściwie to najbardziej przekonały mnie nagrania, które w realny sposób uświadomiły, jak ważne jest bezpieczeństwo dziecka. Sami pomyślcie. Chyba nic nie działa na nas tak, jak nasza wyobraźnia. Widzisz przykładowy film, wrzucasz tam w myślach swoje dziecko i… decyzja podjęta. 

Jaki fotelik, w takim razie, będzie najbezpieczniejszy? Taki, który pasuje do Twojego dziecka i do Twojego samochodu. Nie kupuj kota w worku, nie kupuj w Internecie, pamiętaj, że wybór fotelika 3 w 1 nie zawsze będzie dobrym wyborem. Każde dziecko rozwija się, rośnie w innym tempie. To, że Zosi, Gabrysi, czy Antkowi zmieniono pierwszy fotelik, gdy skończyli rok, nie oznacza, że Twoje dziecko nie może potrzebować zmiany już w 8 miesiącu. Wiem to ze swojego przykładu. Całkiem niedawno byłyśmy z Zuzą na kontroli. Krzysiek stwierdził, że Zuzka jest już na tyle duża i ciekawa świata, że czas na zmianę fotelika. Lada dzień czekają nas więc zmiany i nie wyobrażam sobie, żeby nasz fotelik miał wybierać ktoś inny niż Krzysiek. 

Atest to tylko papierek? Słyszałam i takie stwierdzenie… Przekonałam się o tym, gdy pierwszy raz miałam możliwość wsadzenia mojego dziecka do fotelika. Wsadzenie to w tym wypadku mocne słowo. Do jednego fotelika (jak wiecie miałam ich kilka i tylko jeden wybór był udany), moje dziecko WPADŁO. Małe ciałko, które tak naprawdę jest totalnie bezwładne, nie trzymało nic. NIC. Główka swobodnie latała, pod szelki musiałabym włożyć jej zimowy kombinezon, żeby wypełnić luki. Warto przypomnieć, że Zuza wcale nie należy do małych dzieci. Mało tego, w trzecim miesiącu jej życia, gdy wsadziłam ją do niego z czystej ciekawości, nadal (!!) nie wyglądała na dobrze ulokowaną. Ta sytuacja bardzo uświadomiła mi, jak ważne jest dopasowanie fotelika. 

Czy dziecko może jechać z przodu? Moje dziecko do 7 miesiąca życia jeździło tylko z tyłu. I tylko tyłem do kierunku jazdy, ale to, mam nadzieję, jest oczywiste. Jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć dlaczego, to podpowiem krótkie doświadczenie. Ustawcie fotelik przodem, wsadźcie do niego lalkę, bo dziecka po prostu szkoda. Zahamujcie. Głowa lalki leci do przodu przez spowodowane hamowaniem szarpnięcie. A teraz odwróćcie fotelik tyłem do kierunku jazdy i ponownie zahamujcie. Dziecko wbija się w fotelik. Jest bezpieczne. I to również przeżyłam na własnej skórze. Podczas jednej z tras Warszawa-Katowice, ciężarówka wjechała nam na lewy pas. Mój partner był zmuszony mocno hamować. Pomijam moje przerażenie, zawał serca i chęć wybicia zębów tamtemu kierowcy. Zuzy nawet to nie ruszyło. Wiem natomiast, że gdyby była odwrócona przodem do kierunku jazdy, prawdopodobnie musielibyśmy jechać prosto na prześwietlenie kręgosłupa. No dobra, ale co z tym przednim siedzeniem. Podobno zamontowane specjalne lusterko na tylnej kanapie miało wystarczyć do tego, by dziecko mogło jeździć tylko z tyłu. Z doświadczenia wiem jednak, że wystarcza ono do tego momentu, do którego dziecko po prostu zaczyna być ciekawe świata. Wchodząc w 8 miesiąc życia, Zuza wylądowała w foteliku z przodu. Uniknęłam dzięki temu ataków histerii, płaczu, duszenia się i tym podobnych. Uwierzcie mi, nic fajnego, gdy musisz zatrzymywać się na środku autostrady, bo Twoje dziecko dusi się od płaczu. Pamiętałam oczywiście o zachowaniu środków bezpieczeństwa, czyli 1) fotelik nadal TYŁEM 2) wyłączona poduszka powietrzna od strony pasażera 3) odpowiednio zapięte pasy. 

Pytań jest wiele, odpowiedzi jeszcze więcej. To chyba normalne, że gdy w naszym życiu pojawia się dziecko, chcemy zadbać o jego bezpieczeństwo jak najlepiej potrafimy. Po więcej skieruję Was już do samego Krzyśka. Jestem pewna, że on jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie Wasze pytania. Kliknij TU, by skontaktować się poprzez Instagrama lub KLIKNIJ TU, by przejść na stronę internetową. Jeśli jesteście przed wyborem fotelika, to powołując się na mnie, na pewno otrzymacie rabat. 🙂

Wiecie, że miałam ten post napisać zaraz po urodzeniu Zuzki? Cieszę się, że zajęło mi to tyle czasu. Dzięki temu mogłam przedstawić Wam nie tylko suche fakty, ale przede wszystkim samo życie… mam cichą nadzieję, że uświadomię tym postem przynajmniej 5 osób, a te 5 uświadomi kolejne 5. Jeśli uda się więcej – super! Uff, może się nawet okazać, że pójdę do nieba za te wszystkie dobre uczynki! 😉 

Wasza M. 🙂

Szanowany wśród biznesmenów

By Magdalena Pyznar on 9 kwietnia, 2020 in Lekkie pióro

Pod domem rodziców Renaty roiło się od policji. Już z daleka było widać migocące koguty, zamontowane na samochodach. Dzięki temu Renata była pewna, jak nigdy dotąd, że taksówkarz nie pomylił drogi. Gdy tylko zatrzymał się, rzuciła mu kilka banknotów i szybko wybiegła do matki. Kilku policjantów, nie wiedząc kim jest, rzuciło się w jej stronę, jednak mama Renaty uspokoiła ich gestem ręki. Banda idiotów. – pomyślała Renata, zerkając na panów w mundurach.- Gdzie byliście, gdy mordowali mi ojca? – Miała żal. Okropny żal do całego świata. Zrobiłaby wszystko, gdyby ktoś w zamian obiecał jej jeszcze jedno, ostatnie spotkanie z ukochanym ojcem. Niestety na to liczyć nie mogła. Za to siedząc w taksówce, w drodze do Poznania, obiecała sobie, że znajdzie zabójcę.

-Mamo!- Krzyknęła Renata, rzucając się w ramiona Małgorzaty. – Jak się czujesz?

Szybko jednak pożałowała tych słów. Jak ma się czuć ktoś, komu kilka godzin temu odebrano w tak okrutny sposób miłość życia. Przytuliła matkę jeszcze mocniej.

-Renatko, ja nie mam pojęcia jak to się stało. – odpowiedziała roztrzęsiona. – Wyszłam z domu, jak zawsze o tej porze, na spacer. Gdy wróciłam zastałam twojego ojca całego we… – Zamilkła.

Renata wiedziała, że od matki nie dowie się niczego więcej. Nie zamierzała nawet zadawać jej pytań. Szukała wzrokiem Anety, która w trasie zdążyła się trochę uspokoić. 

-Aneta, weź ją proszę do swojego domu, zrób ciepłą kąpiel i połóż spać. Błagam, nie spuszczajcie z Arturem z niej wzroku. – poprosiła przyjaciółkę. 

-Oczywiście. Artur już po mnie jedzie. Kiedy zamierzasz powiedzieć Krystianowi?- zapytała Aneta.

-Jak tylko dowiem się, co tu do cholery się wydarzyło.

Aneta wzięła pod rękę Małgorzatę i spokojnie prowadziła do nadjeżdżającego samochodu, w którym siedział Artur. 

Renata rozejrzała się, szukając kogoś kompetentnego do udzielenia jej informacji. Zupełnie jakby na jej komendę podszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna z brodą. 

-Michał. – Przedstawił się, wyciągając rękę. – Będę prowadził sprawę zabójstwa pani ojca. 

-Renata. Macie coś?

-Na początek chciałbym zadać tobie kilka pytań. Na ten moment wiemy, że włamanie z zabójstwem mogło zająć zaledwie kilka, do kilkunastu minut. Podejrzewamy, że był to ktoś z bliskiego otoczenia lub ktoś, kto od jakiegoś czasu obserwował dom twoich rodziców. Od twojej mamy dowiedziałem się tylko tyle, że ten spacer to jej codzienny rytuał. Wnioski nasuwają się więc same. Nie było to przypadkowe morderstwo. Twój ojciec miał kilka ran kłutych. Niestety od pani Małgorzaty ciężko było dziś wyciągnąć coś więcej. Nie ukrywam więc, że liczę trochę na twoją pomoc.

-Jasne. Może wejdziemy do środka? – zapytała, wskazując ręką na dom rodziców. – Jestem wykończona, chętnie wypiłabym kubek mocnej kawy.

Michał nawet nie zdążył odpowiedzieć. Renata pociągnęła go za sobą, prosto do kuchni. Była godzina druga w nocy. Ledwo widział na oczy, a tu wcale nie zapowiadało się na wyjście z pracy o normalnej godzinie. Nienawidził akcji trup. To zawsze było jednoznaczne z przedłużeniem się służby, stertą papierkowej roboty i niekończącym się śledztwem. Jedyne o czym teraz marzył to ciepła kąpiel i ramiona swojej żony. Mało romantycznie, biorąc pod uwagę aktualną sytuację. Jednak nic nie uspokajało go tak, jak żona. Zamyślił się do tego stopnia, że kompletnie zapomniał o Renacie, która stała oparta o blat kuchenny i dziwnie mu się przyglądała.

-Wszystko ok? – zapytała, chociaż to nie ona powinna teraz o to pytać.

-Tak, przepraszam. Jestem bardzo zmęczony, mieliśmy ciężki dzień w pracy, a teraz to. – odpowiedział zmieszany, po czym zaczął zadawać pytania. – Czym dokładnie zajmował się twój ojciec? Udało nam się ustalić, że jest właścicielem ogromnej firmy. Jednej z największych w Poznaniu. Czy w ostatnim czasie skarżył się na jakieś nieudane transakcje? Może miał jakichś wrogów?

Teraz to Renata starała się zebrać myśli. Wiedziała, że pierwsze godziny po zabójstwie są najważniejsze. Być może oprawca ojca jest jeszcze gdzieś w pobliżu.

-Tata ma… – Przerwała. – Tata miał fabrykę mebli. Raczej był szanowany wśród innych biznesmenów. Przynajmniej tak to zawsze wyglądało. Na ilość zleceń nie mógł narzekać, więc jest możliwe, że nie wszyscy z konkurencji życzyli mu dobrze. Ale żeby posuwać się do takich okropnych czynów?

-Musimy brać pod uwagę wszystkie możliwości. Czy na pewno nie przypominasz sobie w ostatnim czasie niczego podejrzanego?

-No cóż. Ojciec, od kiedy pamiętam, miał kilku znajomych, którym pomagał gdy odsiadywali wyroki, a po wyjściu dawał im normalną pracę. Traktowaliśmy ich bardziej jak rodzinę, znali się od wielu lat. Bardzo często zabierał ich jako ochronę na większe biznesowe spotkania. Może to znaczy, że jednak nie czuł się bezpiecznie?-Miała wyrzuty sumienia. Może coś przeoczyly z mamą. Może gdyby przyjeżdżała tu częściej w ostatnim czasie, byłaby w stanie pomóc ojcu.

-Być może. Pytanie, czy na pewno był bezpieczny z taką ochroną. Podeślij mi sms-em namiary na nich, muszę sprawdzić za co odsiadywali wyroki. – Mówiąc to wstał, podał jej wizytówkę, po czym pożegnał się i wyszedł. Przed nim cała noc przeglądania dowodów w sprawie. Na samą myśl robiło mu się niedobrze.