Podróże

Sardynki u Mikołaja!

Lipiec 31, 2018

 

Uwielbiam spontany, a Ty? Jeśli tak, zapraszam Cię na spontaniczną wycieczkę do Portugalii. Nie spodziewaj się jednak opisu pomników, czy wykładów z historii. Nie przestudiowałam wcześniej Internetu po to, by teraz zrobić ‚kopiuj’ – ‚wklej’. Będzie to wycieczka i odczucia zwykłego, szarego człowieka. Mam nadzieję, że spodoba Ci się równie bardzo, jak mi!

 

   

 

Cel numer jeden, czyli Lizbona. Przepiękne, pełne zieleni miasto o idealnej temperaturze. Ani tu za ciepło, ani za zimno. Po ostatniej podróży do Hiszpanii bardzo brakowało mi kwitnących drzew, krzewów i wszelakiej roślinności. Za to na każdym kroku można było natknąć się tam na budynki koloru piaskowego, chodniki koloru piaskowego i piasek… koloru piaskowego.

 

 

Lizbona zachwyca wąskimi uliczkami, ogromnymi pomnikami, gęstą roślinnością nawet w samym centrum miasta, graffiti na murach, rybkami mrugającymi do ludzi z akwariów ulokowanych w restauracjach i… przepysznymi Pasteis de Nata. Słynne, słodkie babeczki. A! Przepraszam, nie tylko słodkie. Znając bowiem mnie i moje hamburgerowe zapędy, nie trudno się domyślić, że wynalazłam w jednej z piekarni wersję dla słonolubnych. Z szynką i serem. Niebo w gębie. Nawet dla samej tej babeczki warto wziąć urlop i polecieć do Lizbony.

 

 

 

A gdy już weźmiesz urlop dla babeczek, nie zapomnij o przejażdżce tramwajem. Kolejna mała rzecz, a cieszy. Ja z niewiedzy trafiłam na taki, który jechał aż dwie minuty. Wydaje mi się, że w tej samej niewiedzy było też 30 innych jego pasażerów. Jednak wszyscy, pomimo ogromnego ścisku i przejechaniu zaledwie 200 metrów, wyglądali na równie zadowolonych, jak ja. 

 

 

Jak Portugalia – to sardynki. Dostępne praktycznie na każdym kroku i pod każdą postacią. Nawet zaczęłam się trochę obawiać, że właścicielem apartamentu, który wynajęliśmy okaże się nie kto inny, a sardynka. Na szczęście to okazało się nieprawdą. Za to odwiedziliśmy dość nietypowy sklep, gdzie do kupienia były sardynki w puszkach oznaczonych rokiem urodzenia. Przypominasz sobie rok urodzenia mamy, bierzesz jej opakowanie sardynek oznaczonych datą i dajesz w prezencie urodzinowym krzycząc wesoło : „Mamo, z okazji urodzin kupiłam Ci sardynki!”. Pomysł na prezent dość nietypowy, za to sam sklep robił wrażenie. Zrobiony był na wzór sklepików ze świętym Mikołajem, jego elfami i ogromną ilością prezentów. Wszystko migotało i było tak świątecznie, jednak nadal prezentami nie były lalki i samochodziki, a sardynki. 

 

 

 

Będąc w Portugalii dostawałam od Was mnóstwo wiadomości co warto zjeść i gdzie warto pojechać. Odwiedziłam więc  TimeOut Market, czyli ogromny budynek, w którym można znaleźć niezliczone restauracje ze zróżnicowanym jedzeniem w przystępnej cenie. Za namową znajomej postawiłam na Francesinhe, czyli popularną portugalską kanapkę. I to nie byle jaką. Pomiędzy dwoma kawałkami chleba tostowego kryła się przepyszna wołowina, boczek oraz kiełbasa, górę kanapki okrywał roztopiony żółty ser, a całość polana była przepysznym sosem. Od momentu, gdy włożyłam ją do ust, nie byłam pewna czy następnym razem przyjadę tu dla babeczek, czy dla Francesinhy. Co było miłym zaskoczeniem? W wielu restauracjach karty dań były w języku polskim, a osoby obsługujące knajpki i stragany – skromnie, bo skromnie, ale władały naszym ojczystym językiem.

 

 

Pomijając te wszystkie tosty, babeczki, sardynki, tramwaje i pomniki, najważniejszym dla mnie wydarzeniem tego dnia było… ujrzenie Oceanu Atlantyckiego. Bardzo przywiązuję uwagę do takich wydarzeń w moim życiu. Zwłaszcza, że miał być to mój pierwszy raz. Z tej okazji pojechaliśmy do Cascais. Znajduje się tam przepiękny punkt widokowy. Nie jestem zbyt dobra w opisywaniu przyrody, rodzaju skał, szumu wiatru i fal uderzających o wybrzeże. Myślę jednak, że te zdjęcia zrobią to za mnie…

 

 

Zapomniałabym o najważniejszym! Podobno być w Portugalii i nie spróbować Porto to grzech. A że grzeszyć lubię, modzie więc nie uległam. Napiłam się Aperola. Był przepyszny, jeszcze nigdzie nie smakował mi tak bardzo, jak tam! 

 

Następny przystanek – Peniche. Jedziesz ze mną?

Wasza M. 🙂

You Might Also Like

7 komentarzy

  • Reply Anna Muzyczka Lipiec 31, 2018 at 7:12 pm

    Jadę w ciemno… przeczytałam mnóstwo tekstów o podróżach… większość nudziła mnie już na wstępie… Ty potrafisz tak zaintrygować czytelnika, że z otwartymi ustami chłonie sie słowo po słowie.. a na końcu pozostaje niedosyt wymieszany z tęsknotą za kolejnym postem…

    • Reply Magda Sierpień 2, 2018 at 4:26 pm

      A kolejny post już wkrótce… ?

  • Reply Asia Lipiec 31, 2018 at 8:30 pm

    Magda , super ! Kocham podróże , będę śledzić każdy wpis tego typu ??

    • Reply Magda Sierpień 2, 2018 at 4:26 pm

      Bardzo się cieszę! Już niedługo kolejny ❤️

  • Reply Paweł Sierpień 2, 2018 at 4:09 pm

    Przegielas z wydłużaniem zdjęcia przy fontannie, zostałaś strusiem?

    • Reply Magda Sierpień 2, 2018 at 4:26 pm

      Ty, Paweł 🙂 może czas, żeby ktoś dał Ci aparat lub dobry telefon komórkowy do ręki (bo najwidoczniej jedyny jaki widziałeś to NOKIA 3310) i pokazał ile jest perspektyw i możliwości zrobienia zdjęć, jak bardzo można wydłużyć zdjęcie lub daną osobę na nim, tak samo jak i skrócić. Mam z tej perspektywy z 10 zdjęc. Uwierz, ze nie chce mi się ich przerabiać ?

  • Reply Asia Sierpień 9, 2018 at 7:47 pm

    No oczywiście, że jadę 😛 Miałam zaszczyt rok temu być w Portugalii na stażu ze szkoły. Tymi zdjęciami i opisami przypomniałaś mi o bajecznej i przepięknej Portugalii. Również byłam w Lizbonie, lecz nie jechałam niestety tramwajem 🙁 No i nie zgrzeszyłam i nie piłam Porto 🙁 Ocean przepiękny, zimny. Fajny wpis Madzia oby tak dalej 🙂 Pozdrawiam Cię cieplutko

  • Odpowiedz na „PawełAnuluj

    *