Ciąża, Kontrowersyjnie, Moim zdaniem

To było nieplanowane.

Czerwiec 15, 2019

Zachodzisz w ciążę, jesteś na to gotowa mniej lub bardziej. Starasz się zaplanować najbliższe miesiące, a nawet lata. Każda z przyszłych i aktualnych mam zna ten temat. Masz przeróżne obawy, boisz się porodu, ale jesteś szczęśliwa. Jedyne na co nie jesteś gotowa i na pewno tego nie planowałaś to… cały szereg, lawina, fala, morze, baaa, ocean PYTAŃ. Babcia, ciocia, przyjaciółka, sąsiadka, nawet nieznajoma na drodze zachowują się jakby zmówiły się przeciwko Tobie. Celowo pominęłam mamę, bo moja po wychowaniu trójki dzieci ma totalny chill i jedyne co zrobiła, to popłakała się ze szczęścia, że w końcu zostanie babcią. Swoją drogą, do teraz zastanawia mnie jak można się cieszyć z okazji nowego przydomka jakim jest ‚babcia’. Żeby nie było, nie mam nic do babć! Moje kocham nad życie i dziękuję im za każdy wepchany we mnie obiad zakończony słowami: chcesz jeszcze? Bo coś mizernie wyglądasz.

Wracając do pytań, bombardowanie rozpoczyna się standardowym: ‚MASZ MDŁOŚCI? Bo ja…‚ i tu dowiadujesz się od każdej z nich, czy i ile wymiotowała oraz na widok czego i na jakim etapie przestała. Zupełnie jakbyś o to pytała. Ale że nie chcesz być niegrzeczna, oczywiście opowiadasz całą swoją historię związaną z mdłościami zarówno porannymi, jak i tymi po niektórych posiłkach. Teraz, gdy już wiedzą wszystko o Twoich wymiocinach, przychodzi czas na…

…’KTÓRY TO TYDZIEŃ? Bo kompletnie nic po Tobie nie widać!’. To idealny temat do rozmów dla typowych kobiet. Moment przechwalania się, która i jak dobrze (szczupło) wyglądała w danym tygodniu ciąży. My, kobiety, uwielbiamy zresztą porównywać się do innych. Nie ma co ukrywać – najbardziej w tych porównaniach zależy nam na tym, by wypaść najlepiej. Kiedy już przyznałyśmy tytuł Miss Ciążowej, warto się zastanowić…

…’CZY WY W OGÓLE JESTEŚCIE NA DZIECKO GOTOWI? Skończy się samowolka, latanie po świecie…’ . Nie, nie jesteśmy gotowi, i Ty babciu/ciociu też nie byłaś za pierwszym razem. To tak, jakby powiedzieć, że jest się gotowym na skok ze spadochronu czy na bungee. Pierwszy raz jest zawsze zaskakujący i zazwyczaj kończy się ciężkim szokiem. Taki mały strzał w twarz. Nie znam tego człowieczka, którego noszę w sobie, nie wiem czy będzie się śmiał, płakał, miał kolki, czkawki, biegunki. Nie, nie jestem na to gotowa. Zwłaszcza na te biegunki. Ale pokocham go, pokażę mu cały świat i wychowam na dobrego człowieka. Niech sprawdzi razem ze mną co oznacza samowolka, bycie wolnym człowiekiem, pokażę mu Europę, Amerykę i Afrykę też.

Wydawałoby się, że wszystko już ustalone. Babcia, sąsiadka i koleżanka wydały pozwolenie. Mogę spokojnie rodzić. I tu pojawia się pytanie: ‚CHŁOPIEC CZY DZIEWCZYNKA? Wiadomo już? Bo przecież trzeba wiedzieć na jaki kolor pokój pomalować’. Tak, wiadomo. Miesiąc temu miała być dziewczynka, tydzień temu na jej miejscu pojawił się chłopiec. Wstrzymam się, na wypadek, gdyby dziewczynka postanowiła wrócić. Całe szczęście, że nie kupiłam jeszcze ani jednego ubranka i nie wzięłam się za strojenie pokoju, bo dziś byłabym w niezłej dupie. O tyle, o ile z różowego na niebieski łatwo jest pomalować, to w drugą stronę już niekoniecznie. Chcę więc neutralną kolorystykę ścian i ubrań dla mojego dzidziusia…

…’I NIE CHCIAŁABYŚ DZIEWCZYNKI UBIERAĆ NA RÓŻOWO? To takie SŁODKIE!’ Nie, to nie jest słodkie. Przynajmniej mnie to nie rajcuje. Na samą myśl mam mdłości (ciążowe, rzecz jasna!). Od kiedy kolor ubrań może być powodem do takich sporów? Pomału zaczynam się czuć, jakbym rozmawiała o polityce lub religii. Ja nie chcę różu. Oni chcą. Ja nie chcę kokardek. Oni chcą. Chcę neutralności. Ma być RÓŻ! Uciekam. Wracam za kilka dni tylko po to, by ustalić, czy…

…’WYBRALIŚCIE JUŻ IMIĘ?’. Tak, zarówno dla chłopczyka, jak i dla dziewczynki. Normalne, zwyczajne. W tym miejscu każdy chce być miły i przytakuje na wybór imienia. Nieważne, czy jest to Zosia, Veronika przez V, Brajan czy Antek. Bo tak naprawdę jak wyobrazić sobie imię bez osoby?? Do imienia człowiek się przyzwyczaja, poznaje daną osobę, wtedy to imię ma jakiś większy sens.

Płeć i imię znane. To ‚NA KIEDY W TAKIM RAZIE MASZ TERMIN?’. Tu powstaje idealny moment na podzielenie się swoimi datami i doświadczeniami. Opowiastki o tym, która urodziła przed terminem, która po, czy poród był siłami natury, czy potrzebna była cesarka. Ile godzin trwały te męki, omdlenia, bóle. Już samo słuchanie tego przyprawia o dreszcze.  Nie pomagają nawet zapewnienia, że cały ból przechodzi, gdy dostajesz w ramiona tą małą istotkę. Dziękuję wam, dziękuję bardzo. Udało wam się podbudować mnie i moje obawy o poród! Wychodzę. Sama sobie poradzę, bo jak nie ja, to KTO? W oddali słyszę jeszcze pytanie, CZY ABY NA PEWNO JA MOGĘ W CIĄŻY JEŚĆ TO, CO TRZYMAM W RĘCE… i najnormalniej w świecie – opadają mi ręce.

Wasza M. 🙂

(fot. Tomasz Kiełczewski)

Kontrowersyjnie, Moim zdaniem, Uroda

Szepty za Twoimi plecami.

Grudzień 28, 2018

Na Waszą prośbę – 3 triki motywacyjne, czyli idealny sposób by się udało, nawet jeśli dotąd się nie udawało!

 

ZNAJDŹCIE SOBIE SPRZYMIERZEŃCA. Najlepiej w domu lub wśród najbliższych przyjaciół. Nawet jeśli oprócz motywowania macie w zwyczaju sobie dogryzać, to zawsze łatwiej to usłyszeć z ust bliskich. Bądźcie ze sobą szczerzy, nie ukrywajcie zjedzonego batonika czekoladowego, czy pominiętego treningu. Traktujcie tą sprawę tak poważnie, jak Pani Ela spod trójki cotygodniową spowiedź. Jeśli mąż, przyjaciółka, siostra wyglądają na zmęczonych, spuchniętych, czy też widzisz u nich jakąś inną negatywną zmianę, to im o tym powiedz. Lepiej żeby dowiedzieli się tego od Ciebie, niż z szeptów za swoimi plecami. A tych, jak dobrze wiecie, nie brakuje. Jeśli natomiast widzisz u bliskich pozytywne zmiany, również nie zapomnij ich o tym poinformować! Nic nie motywuje bardziej niż szczera pochwała. 

 

RZUCAJCIE SOBIE WYZWANIA. Wydaje Wam się, że wiecie o sobie wszystko… a może warto w związek wprowadzić trochę świeżości a w przyjaźni zrobić małe rozegranie? I nie chodzi tu o wystawianie tych znajomości na próbę. Po prostu się miło zaskoczcie! Pokażcie kto jest w czym lepszy. Niech każde wyzwanie trwa miesiąc. Wymyślajcie je sobie na zmianę. Mogą dotyczyć zarówno jedzenia, sportu, jak i wydawałoby się najgłupszych rzeczy, jakie przyjdą Wam na myśl. Nieważne. Każde wyzwanie kształtuje Wasz charakter. Waszą silną wolę. Nawet jeśli postanowicie przez miesiąc nie używać najczęściej wypowiadanego przez Was słowa – to już będzie wielkie osiągniecie. A każde kolejne wyzwanie będzie jak bułka z masłem. Odstawcie więc na bok każde NOOO, CO NIE?, KUR*A. Później spróbujcie odstawić cukierki, czy inne mniejsze lub większe uzależnienia. Następnym krokiem niech będą poranne brzuszki. Kto wie, być może za pół roku Waszym wyzwaniem będzie przygotowanie do triathlonu… 😉

 

NOTUJCIE SWOJE OSIĄGNIĘCIA. Taaak, wiem. Komu by się chciało zanotować, że wczoraj był dzień bez mięsa, kieliszka wina, czy że udało Wam się stracić kilogram na wadze. Otóż inaczej na to spojrzycie za kilka tygodni, gdy będziecie mieli gorsze dni, cały świat będzie przeciwko Wam i zaczniecie się rozglądać za wykupieniem miejsca na pobliskim cmentarzu. Zajrzycie wtedy w swoje magiczne notesiki, podsumujecie ostatni, bardzo owocny miesiąc… i zapewniam Was – stronę z trumnami szybko zamienicie na taką z ciekawym szkoleniem lub nowym planem treningowym. Większość z nas cieszy się z tego, co tu i teraz. Niestety, w taki też sam sposób się denerwujemy, dołujemy. Nie myślimy o tym, że wczoraj był wspaniały dzień, tylko o tym, że dziś jest do dupy. Nie planujemy, by jutro coś zmienić na lepsze, tylko ubolewamy, że prawdopodobnie do końca życia będzie tak źle, jak dziś. Notując swoje codzienne osiągnięcia zauważamy, że życie jest jednym wielkim wykresem, w którym raz możemy być na dole, a raz na samym szczycie. A wyciągając wnioski z tego wykresu, dążymy do tego, by zawsze trzymać się jak najwyżej.

 

To co, jesteście GOTOWI na wejście w Nowy Rok?

 

Wasza M. 🙂

Moim zdaniem

Lubię się z niej pośmiać.

Listopad 29, 2018

Po ostatnim, dość kontrowersyjnym wpisie, czas na małą dawkę śmiechu i rozluźnienia. Nie samą kontrowersją człowiek żyje! A dla równowagi, która w życiu jest nam cholernie potrzebna, dziś opowiem Wam o czymś, co pewnie znacie z autopsji. Czyli 5 rzeczy, które zmieniają się w związku. 

 

Kończyny. Pamiętam jak dziś nasze pierwsze, wspólne noce. Oplecieni rękami i nogami niczym precelki. Na pewno każdy, kto chociaż raz był zauroczony, dobrze wie o czym mówię. Człowiek zachowuje się tak, jakby to była ostatnia wspólna noc. Totalne szaleństwo. I to szaleństwo z czasem się zmienia. Co oczywiście nie oznacza, że znika uczucie. Kiedyś uwielbiałam, gdy przytulając mnie zakładał na mnie nogę. Dziś uważam, że to nie zakładanie, a przygniatanie. Oczywiście nadal lubię się przytulać, ale ta noga jest jakby cięższa. I to o dobrych parę kilo. Czuję się jak żaba na ruchliwej drodze, która walczy o życie. Biedna unika tych samochodów, aż kończy z wywalonym jęzorem i wybałuszonymi oczami. 

 

Śniadanie do łóżka. Każda kobieta o tym marzy. Mi się poszczęściło. Codziennie dostawałam przepyszne, kolorowe, idealnie przyprawione kanapeczki. Dziś kanapeczki w dalszym ciągu są przepyszne. Różnica jest taka, że robię je ja. Śniadanie z rąk mojego mężczyzny należy mi się tylko wtedy, gdy źle się czuję. Wyobraźcie sobie ile razy musiałam symulować! Do tego wszystkiego każdego poranka słyszę : ‚co dziś będzie na śniadanie?!’. Mało tego. Wyobraźcie sobie, że teraz, dokładnie teraz, kiedy piszę dla Was post, leżę pod cieplutką kołdrą, słyszę od gnojka właśnie ten tekst… o nie, mój drogi, najpierw post, później śniadanie.

 

Biuro. Takie pomieszczenie w domu, w którym leżą papiery, dokumenty, długopisy, karteczki. W naszym domu biuro każdego dnia delikatnie zmieniało swoje położenie. Wydawałoby się, że to niemożliwe. Przecież pomieszczenia nie mogą się poruszać. A jednak! Po kolei była to szafka przy wejściu, później stół w pokoju gościnnym, dziś kuchnia. Tak więc, gdy kroję pomidory, muszę uważać by nie ukroić telefonu. Siekając cebulę zerkam, czy razem z nią nie posiekam stery karteczek, papierków i innych ważnych, jak na kuchnię przystało, dokumentów.

 

Zgodność. Według mnie to jeden z zabawniejszych przykładów. Pomimo wszelkich nerwów, które zgodność, a raczej jej brak, wywołuje, lubię się z niej pośmiać. Oczywiście do śmiechu jest mi dopiero po fakcie. Najlepiej jakieś trzy dni po. Gdy wreszcie opuszczę swoją jaskinię, bo tak nazywa to mój facet. (czyt. sypialnię) Dla przykładu. Ostatnio, podczas choroby, pękła mi szklanka z herbatą i kurkumą. Kto chociaż raz miał kurkumę wszędzie, tylko nie w buzi, wie co to oznacza. Żółte było wszystko, od białych frontów kuchni, po szuflady, spodnie, ręce. A żeby tego było mało, bardzo ciężko się tych plam pozbyć. Oczywiście każdy, kto wtedy stanął mi na drodze, był wrogiem numer 1. Padło na drzwi od piekarnika, a później na kota. Facetowi zdecydowałam się wyjątkowo odpuścić. W zamian za to dowiedziałam się, że to tylko szklanka, a ja wprowadzam nerwową atmosferę. Miałam ochotę w tej kurkumie go wytarzać, żeby zapamiętał sobie raz na zawsze, że szklanka to szklanka. A kurkuma to kurkuma. Skończyło się na dwóch dniach ciszy, a odkąd ponownie zaczęliśmy rozmawiać mam ksywę Kurkuma. 

 

Priorytety. To one zmieniają się najbardziej. Imprezę zamieniamy na łóżko. Przygodną znajomość na miłość. Kieliszek wódki na herbatę. Nieporządek na szafkach na wspólne zdjęcia w ramkach. Brak odpowiedzialności na życiowe plany. Fast-food na mieście na obiad domowy. Przy tych wszystkich sytuacjach, które mogą Was poróżnić, pamiętajcie o tym, by zawsze patrzeć w tą samą stronę. No chyba, że chodzi o pieprzoną kurkumę.

 

Wasza M. 🙂