Kontrowersyjnie, Moim zdaniem, Uroda

Zostałam rozebrana…

Październik 3, 2017

Zawsze wyjątkowo dobrze czułam się przed obiektywem. Pewnie to znasz. Od dziecka przebieranie się, malowanie, pozowanie do zdjęć, śpiewanie do pilota, tańczenie, recytowanie, odgrywanie teledysków razem z rodzeństwem. Mama ciągle powtarzała, że będę albo adwokatem albo gwiazdą. Miałam niewyparzoną gębę i wręcz kochałam widownię. Zostałam więc adwokatem diabła i gwiazdką MTV. Całkiem nieźle, co?

 

Dzięki temu zrobiłam chyba wszystko – pokazałam całej Polsce jak się bawić, jak pić alkohol (albo dlaczego tego nie robić),jak płakać i śmiać się, jak uprawiać seks, jak poznawać ludzi, przyjaźnić się z nimi lub omijać ich szerokim łukiem, i jak lepiej tego wszystkiego po prostu nie robić. Haha. Albo tak jak ja – zrobić, wyciągnąć wnioski i absolutnie niczego nie żałować.

 

Z racji tego, że zawsze mi mało i należę do osób, które nie boją się nowych wyzwań, ani przygód, postanowiłam spróbować swoich sił przed obiektywem Karoliny Wielgórskiej – młodej i utalentowanej fotograf. Sam rozumiesz, każdy z nas w pewnym wieku ma ochotę na profesjonalną sesję zdjęciową. Ja już po pierwszej stałam się fanką Karoliny. Tak, dokładnie tak jak czytasz – ja jej fanką, a nie ona moją. Kompletnie nie bałam się pozować do zdjęć w taki czy inny sposób. Ciepło, otwartość i profesjonalizm jej osoby działały na mnie tak kojąco, jak owacje na stojąco dla aktora, który właśnie odegrał swoją życiową rolę. Któregoś dnia wpadłyśmy na szalony pomysł! Zrobimy sesję rozbieraną, dasz wiarę? Co z tego, że nie jestem zawodową fotomodelką, że nie mam zrobionych piersi czy brzucha w kratę. Co z tego, że mam troszkę więcej tłuszczyku tu i tam. Myślisz, że dziewczyny z gazet są idealne? W większym błędzie nigdy nie byłeś. Retusz jest podstawą dzisiejszego Instagrama, Facebooka, sesji dla mniej lub bardziej prestiżowej gazety. Jest to wyidealizowanie ciała kobiety czy mężczyzny tak, by zwykły szary człowiek zawsze był o krok za daleko do takiego ideału.

 

Tak więc, raz się żyje! Przecież Kim Kardashian może być ideałem kobiecości na plakatach, a jej tyłek jest uważany za mega seksowny. A w rzeczywistości, gdy wygooglujemy jej osobę, zatapiamy się w niej jak jej kilogramy cellulitu w krzesło, na którym siada – to dlaczego Ty, czy ja również nie możemy dla siebie, swojego faceta lub całego świata zrobić sobie takiej sesji? Dlaczego wmawiasz sobie, że jesteś gorsza, brzydsza, grubsza, masz krzywy nos czy za duży tyłek? Jesteś idealna na swój sposób. Masz piękne oczy, uśmiech, ładnie się ruszasz, jak nikt inny zalotnie przewracasz oczami. Dlaczego przejmujesz się opinią innych? Pamiętaj, że na 10 nieżyczliwych osób przypadają 2 życzliwe. 😉 niezły wynik, co? Uważam, że lepiej udowodnić tej dwójce, że się da, niż potwierdzić tym dziesięciu, że miały rację. 😉

 

 

Powiem Ci coś – otwórz się przed samym sobą, nie musisz zrzucać od razu bluzki czy spodni, jak ja. Zrobiłam tak, bo miałam taką ochotę. Była to moja zachcianka, a ja swoje zachcianki zawsze spełniam. Wiesz dlaczego? Bo życie mamy jedno! Znalazłam więc osobę, która zechciała ten moment uchwycić. Chciałam, żeby było seksownie, nago, ale nie ordynarnie. Ja i Karolina jesteśmy zadowolone z naszego dzieła. Jestem podrasowana, wymalowana, z charakterkiem, fakt – inna niż zwykle, ale cholera jasna – podoba mi się to! To nasza najlepsza sesja zdjęciowa i jestem z nas dumna! Teraz Twoja kolej! Uwydatnij swoje zalety, pozbądź się kompleksów! Do dzieła! 😉

 

 

 

 

/modelka – Magdalena Pyznar

/fotograf – Karolina Wielgórska

/make-up – Ewa Magdij

/włosy – Kamila Sulik

/pomoc – Kamil Wędzicha

 

Wasza M. 🙂

Moda, Moim zdaniem

JESTEM KURĄ DOMOWĄ!!!

Wrzesień 4, 2017

Od dwóch tygodni pomykam po domu to z odkurzaczem, to ze świeżo zrobionym praniem, innym razem zaś trzaskam się w kuchni z garnkami. Czy jestem kurą domową? Być może niektórzy z Was tak sądzą. Ja natomiast widzę to tak…

 

Otwieram oczy, przeciągam się, odwracam w lewo. Wiem, że tu jest. Przytulam go i dziękuję za kolejny dzień i kolejną noc spędzoną razem. On całuje mnie w czoło, a ja jestem najnormalniej w świecie w siódmym niebie. Nie potrzebuję nic więcej. Nie wymagam niewiadomo czego. Zwykłe gesty znaczą więcej niż setki prezentów. Przynajmniej dla mnie. Wstaję, idę do sklepu po świeże wędlinki, boczuś i robię mu śniadanie, odpowiednie do jego diety. Robienie tego śniadania to już pewien rytuał i sprawia mi taką przyjemność, że nie macie pojęcia ! Ba, największa przyjemność jest dopiero jak talerz jest pusty a On powie, że było pyszne. Podczas posiłku rozmawiamy o swoich marzeniach, planujemy kolejne dni, kolejne wyjazdy. On chce dla mnie jak najlepiej i ja chcę dla niego jak najlepiej. Kura domowa?

 

Wychodzi do pracy, wiem że wróci wieczorem – zmęczony, głodny, i taki MÓJ. Dom jest dla niego ostoją, odpoczynkiem, szczęściem. Do takiego domu chce się wracać, prawda? A jeśli się do kogoś coś czuje, chce się mu to dać. W przerwach od swojej pracy robię więc pranie, układam suche już ubrania, odkurzam, myję podłogi, robię obiad lub kolację. Myślę co zrobić, żeby z każdym dniem wracało mu się jeszcze milej. Kura domowa?

 

Część z Was pewnie już to zrozumiało, innym zaś życzę, żeby kiedyś mogli doznać tego uczucia. Uczucia, w którym trafiasz na właśnie ten swój wymarzony ideał i jego obecność działa na Ciebie na tyle pozytywnie, że nie potrzebujesz już, żeby ktoś sto razy Ci powtarzał co masz zrobić. Czujesz, że wstajesz i żyjesz. Wstajesz dla tego uśmiechu i kładziesz się spać, by rano ten sam uśmiech zobaczyć. Ktoś nazwie Cię pantoflarą? Kurą domową? Niech nazywa. Robi to prawdopodobnie dlatego, że nigdy w życiu nie zaznał podobnego uczucia.

 

Więcej chyba pisać nie muszę, zdjęcie załączone do posta mówi samo za siebie. 😉

 

Fot.: stylizacja – www.americanoutlet.com RABAT 30% na hasło GOLDENAUTUMN tylko do końca września.

 

Wasza M. 🙂

Moim zdaniem

Singielka z wyboru.

Sierpień 9, 2017

Bycie singlem jest teraz na topie? A może to nie chęć bycia singlem? Może to właśnie era fejsbuka i wyścig po bycie lepszym sprawiły, że cholernie ciężko znaleźć nam drugą połówkę?

 

W internecie roi się od pięknych kobiet, pseudomodelek, pokazujących swoje atuty w stronę aparatów fotograficznych. Pełno jest napompowanych kolesi, pseudotrenerów, zapatrzonych bardziej w rozmiar swojego bicepsa niż w tajemnicze oczy wartościowej kobiety, która właśnie mija go na ulicy. Trwa instagramowo-facebookowy wyścig o lepsze jutro. Ale czy na pewno lepsze? Ile zostało nam z normalności? Ilu z nas potrafi spotkać się w cztery oczy z kimś, nie wyjmując przy tym telefonu, ilu spróbowało napisać do drugiej osoby list? Ilu z nas potrafi spojrzeć na drugą osobę dostrzegając jej piękno wewnętrzne?

 

Pytacie jak się poznaliśmy z moim facetem? Jak ludzie. Nie jak cyberistoty. Obiecałam sobie, że nie będę kolejny raz pisać smsów, wypisywać poprzez komunikatory internetowe. Nie. Po prostu spakowałam się i pojechałam, by zrobić to tak, jak robiło się to kiedyś. Stanąć twarzą w twarz. Nauczyć się nawzajem swoich wad i zalet, śmiać się razem, podejmować wspólne decyzje – nawet te najmniej skomplikowane. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie i noce, uczyliśmy się siebie od początku. Nie rozwiązywałam kolejnych testów internetowych pod tytułem „sprawdź na ile % do siebie pasujecie”, nie czytałam horoskopów, nie wypytywałam znajomych co robić. Po prostu BYŁAM I JESTEM. Zbudowaliśmy swoje szczęście od podstaw.

 

Moje wnioski? Internet jest dla nas wygodny. Wyzywając kogoś, pisząc mu SMS, nie musimy patrzeć w oczy. Przyznając się do winy na Messengerze, wystarczy że wyślemy smutną emotikonkę. Poczucie wstydu jest nieporównywalne z tym, które mielibyśmy stojąc twarzą w twarz. Daliśmy się zawładnąć zwykłemu małemu urządzeniu zwanemu telefonem. Zadajmy sobie pytanie, ile jeszcze w naszym życiu będzie zależało od tego urządzenia?

 

Wielu z nas zapomniało o tym, czym właściwie jest rozmowa. Zamiast wymienić poglądy – kłócimy się. Zamiast wyciągnąć rękę – odwracamy się do siebie plecami. Zamiast cieszyć się życiem – płaczemy. Uwierzcie mi, nawet jeżeli zapomnieliście o tych wartościach, nigdy nie jest za późno na to, by sobie o nich przypomnieć.

 

Naucz się więc bawić social mediami, naucz się z nich cieszyć w mądry sposób, naucz się z nich zarabiać, nie „zabijając” przy tym siebie i innych. Pamiętaj, że wszystko jest dla ludzi! Co najważniejsze – pamiętaj, że Twoich łez nie otrze żaden followers, z Twojego szczęścia nie będzie szczerze cieszył się Twój znajomy z fejsbuka. Jeden like nie da Ci tyle przyjemności, co jedno objęcie ramionami ważnej dla Ciebie osoby. Teraz sam odpowiedz sobie na pytanie: o jakie relacje zadbasz bardziej od dziś? 🙂

 

Wasza M. 🙂