Kontrowersyjnie

Problemy pierwszego świata…

Kwiecień 13, 2017

Witam Was! Dostaję wiele wiadomości, w których pytacie mnie, co robię na codzień. Otóż w większości przypadków mój dzień niczym nie różni się od Waszego. Może będziecie zdziwieni, a może nie. W każdym razie dziś opowiem Wam, jak razem z Klaudią szykowałyśmy się od kilku dni na wyjazd do Hiszpanii. Zdecydowanie bardziej będzie to post dla kobiet, które znają to z autopsji. 😉

Podstawowy problem kobiet? Ile ubrań spakować, może kupię sobie jakieś nowe ciuszki, a może kosmetyki? Chyba potrzebuję nowej torby. Tak, na pewno jej potrzebuję. Będzie ciepło czy zimno? Jak ciepło, to ile strojów kąpielowych wziąć? Jak zimno, to czy jest sens brać w ogóle strój? Postawić na elegancję podczas wyjazdu czy na styl sportowy? A to dopiero początek naszych ‘problemów’…

Zacznę od tego, że wyjazd już jutro, a my cały czas na walizkach, gdyby tego było mało Klaudia weekend zleceń w klubach w Irlandii, ja w Polsce. Rzeczy same się nie wypiorą, cholera, nawet same się nie spakują, już nawet nie wspominam o prasowaniu. Pędzę więc szybko, prosto do domu w niedzielę, pakuję wszystko co na 100% będzie mi potrzebne. Tak… na 100% znowu otworzę walizkę w Hiszpanii i nie będę miała się w co ubrać. Znacie to? Standard. Klaudia miała tego dnia urodziny, opiła je ze znajomymi, jak przyjechałam w środku nocy spała jak zabita. Miałyśmy razem jechać z rana do mojego rodzinnego miasta, pożegnać się z rodziną przed wyjazdem, zrobić zakupy, rzęsy, oddać rozliczenie do urzędu, i tak dalej, i tak dalej. Wiedziałam, że nie wstanie, jednak podjęłam kilka prób obudzenia jej. Wszystko na nic. Zdecydowałam – jadę sama. Ona dojedzie. I za to ją kocham, w momencie kiedy już byłam zła, że zawiodła… dostaję wiadomość na Facebooku. Wstała! Eureka! Przyjedzie następnym, mi to pasuje. Zdążę zawieźć torby do domu, wziąć brata i mamę i pojedziemy odebrać ją razem. Mój braciszek uwielbia dworce kolejowe. W okolicach województwa śląskiego zna położenie każdego dworca, torów, trakcji i megafonów. Kacperek szczęśliwy, wycałował Klajdę – bo tak do niej mówi, a co. 😉 Usiedliśmy na dworcu, brat z zaciekawieniem oglądał każdy nadjeżdżający pociąg, a my oczywiście mu wtórowałyśmy. Tyle szczęścia!

Nadszedł czas na zakupy, czyli ulubiona część przedstawienia. Klaudia postawiła na krótkie spodenki i długą suknię, ja zdecydowanie wolę zakrywać brzuch, a odkrywać nogi, czyli idealne dla mnie są luźne, krótkie sukienki. Strój kąpielowy – kupiony. Majtki, skarpetki, staniki – kupione. Nie ma co szaleć, w domu czeka na nas paczka z ubraniami i bucikami od SIS! Na dziewczyny zawsze mogę liczyć, wiedzą co mi się podoba, nawet jak ja nie pamiętam, że za kilka dni ważny wyjazd i potrzebuję zmiany garderoby – one pamiętają. 🙂

Zapomniałam wspomnieć!! Jest przecież kilka rzeczy, które udało nam się na czas zalatwić a mianowicie jest to kupno nowych toreb – ja mam w panterkę, Klaudia rożową w serduszka. Tak, zdecydowanie rzucamy się z nimi w oczy… Odwiedziłyśmy również naszą Martynkę w Magiczne Włosy w Łodzi oraz zrobiłyśmy paznokcie w Madeleine Studio we Wrocławiu. Brawo My! No i brawo Dziewczyny, co my byśmy bez Was zrobiły… W domu czekała też na mnie paczuszka z tonerem do włosów, tak o, na wszelki wypadek, gdybym planowała z moimi kolorowymi włosami więcej siedzieć w wodzie niż na plaży. 😉

Wszystko ładnie, pięknie. Na Majówkę miałyśmy być super fit. Niestety, ostatnio z Klaudią ścigamy się w drugą stronę… która zje więcej! Miałam kilka pomysłów, żeby szybko zrzucić wagę. Pierwszym było nawodnienie organizmu, a co za tym idzie jego szybkiego odwodnienia (tak jak to się podobno robi przed ważeniem na kilka dni przed walką). W drodze na zlecenie piłam wodę litr za litrem, co chwilę musiałam zatrzymywać się do toalety. Szybko mi się znudziło. Wymyśliłam więc inny pomysł. Ja to jestem pomysłowa dziewucha! Podzieliłam się nim z Klaudią i przystąpiłyśmy do działania. Wiecie co ‘mądrego’ wymyśliłam? Skoro już i tak jest za późno na schudnięcie przed Majówką, to może mocno się opalimy na solarium? Osoby opalone zawsze wyglądają na szczuplejsze. Tak więc, challenge accepted – na pewno jesteśmy opalone, jednak do bycia fit w dalszym ciągu nam daleko. Jakby tego było mało od tygodnia mamy apetyt jak nigdy! Fantastycznie!

Wczoraj wieczorem Klaudia została (nie)szczęśliwym posiadaczem pryszcza na policzku. Dobrze, że mnie to ominęło. Ostatnio słyszałam, że sok z cebuli jest świetny na pryszcze. Nie uwierzyła. Bała się, że od soku z cebuli polecą jej łzy, a przecież miała świeżo założone rzęsy… No tak. Rzęsy najważniejsze. Co tam jakiś pryszcz! 😉

Wiecie co? Pomimo wszelkich przeciwności losu jesteśmy gotowe na wyjazd do Lloret de Mar z Party Camp! Możemy być grube, chude, z pryszczami czy bez, z ubraniami lub bez – najważniejsi są ludzie, którzy z nami jadą. Pamiętajcie, że najlepszych wspomnień nie można kupić! Sami je tworzymy! Alanik, jedziemy do Ciebie. A jutro o 8 rozpoczynamy kolejną przygodę życia! Nie martwcie się – po powrocie na pewno opowiem Wam i pokażę jak było. Napiszcie proszę, jak Wy spędzacie Majówkę i czy też macie takie problemy jak My! 😀

Bawcie się dobrze, buziaki! 🙂

You Might Also Like

Brak komentarzy

Napisz komentarz

*