Kontrowersyjnie

Mój mały wielki świat

Kwiecień 13, 2017

Chcieliście więcej mnie – to macie. Dziś troszkę o tym, jak wygląda mój dzień, gdy odwiedzam rodzinne strony. Przede wszystkim z racji tego, że rzadko tu bywam, stawiam na rodzinę. Są dla mnie najważniejsi, a świata poza bratem dosłownie nie widzę!

Od rana świetne informacje – Kacperek dostał się do przedszkola, ale mało tego! Stwierdził, że jak już ma takie fory, to nie zapomni o siostrach. Próbował przekonać Panią przedszkolankę, że ja i Jagoda musimy chodzić razem z nim. Co tam jakieś 22 lata różnicy, myślę że w przedszkolu nawet by nie zauważyli. No niestety, pomimo dobrych chęci, starania Kacpra o przyjęcie nas do przedszkola spełzły na niczym.

Później wzięłam Młodego na frytki i plac zabaw, daliśmy mamie trochę luzu na zakupy. Wyobrażaliście sobie kiedyś ile może być radochy z wielkiej dolewki w KFC? Ja już wiem. Przede wszystkim – ‚ja sam!’. Przy okazji wytłumaczy wszystkim dookoła jak to się robi, ot tak, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział po co służą te nalewaki. Przy jedzeniu i piciu standardowo milion opowieści, bo przecież musimy nadrobić czas, w którym mnie nie widział. A więc dowiedziałam się, że jeździ już na rowerze z bocznymi kółkami i lada dzień będą je zdejmować, kto jest głupi, a kto nie, co mu powiedział dziadek, czym go zdenerwowała mama, jaka to nasza siostra Jagoda (dla rodziny Gusia) jest wspaniała i czego to go nie nauczyła, o tym że porozstawia rodziców po kątach, że mała Zosia go denerwuje, a Krzysiu go uderzył, więc mu oddał, ale Michasia lubi… I tak dalej, i tak dalej. Wtedy przypominam sobie, że rozmawiam z trzylatkiem i zazdroszczę mamie. Też chcę mieć takie cudowne dziecko!

No dobra, idziemy na plac zabaw. Tu standardem u Młodego jest zjeżdżanie głową w dół ze ślizgawki, bo po cholerę zjeżdżać normalnie? Kręcenie się na wszelakich sprzętach w prędkości światła, skakanie z najwyższego punktu na placu, wreszcie fikołki ze ślizgawki… tak. Ja mam serce w gardle. Mama jest już przyzwyczajona. Kacper ma taki talent – robi wszystko to, czego nie zrobi nikt inny. Zero strachu. Podziwiam go za to, też czasami bym tak chciała. Dziś na przykład przekonywał mnie, że nurkowanie do wody jest super! Stwierdził, że jemu wystarczą tylko pływaczki, tata wyrzuca go w górę, on nurkuje i pływaczki go wynoszą nad wodę. Super, tylko ja z pływaniem problemu nie mam. Cholernie boję się zanurzenia głowy w wodzie. Topienie się murowane!

Czas na prezent. Idziemy wybrać pociąg! Swoją drogą, już wspominałam w poprzednim poście, że jest fanem pociągów i wszystkiego, co z nimi związane. Wyobraźcie sobie, że gdy wyjeżdżałam do Hiszpanii, poprosił o semafory i trakcje jako pamiątkę. Na odczepne powiedziałam: ok! Jakie było jego zdziwienie, gdy przywitał mnie i na pytanie o te dwie pamiątki odpowiedziałam, że nie mam… nie wiem tylko, kto był bardziej zdziwiony – on, że zawiodłam, czy ja, że on o tym pamiętał! Wracając do prezentu. Pokazałyśmy mu z mamą dwa rodzaje pociągów, wiecie, takich ‚zabawkowych’. Wybrał ten, który przypominał mu Pendolino. Problem pojawił się, gdy jego oczom ukazało się pudełko z innym rodzajem pociągu. Parowóz, czy coś. Nie wiem, to on się na tym zna. Finalnie rozsiedliśmy się na środku sklepu, rozłożyliśmy wszystkie rodzaje pociągów, gdy wybraliśmy rodzaj trzeba było wybrać kolor. Na szczęście czerwonego jeszcze nie ma. Tu wybór był szybki. Eureka! Mamy to!

Słoneczko pięknie świeciło, chciałam z Mamą iść na jakiś deser. Kacper niestety nie podzielał naszego zdania. Kierunek dom. Nowy pociąg. Zabawa do rana. Po dłuższej konwersacji poszliśmy na kompromis. To znaczy nie wiem co to za kompromis, ale wygrałam ja i Mama. Haha. Były więc lody, później był pociąg, obiad też był. Oczywiście warto tu wspomnieć, że Kacpi je to, co ja. No ewentualnie to, co nasza Gusia. Jest w nas tak zapatrzony… zresztą my w niego też. 😉

Po obiedzie czas na spacer, z rodzicami zrobiliśmy sobie wycieczkę do chudowskiego zamku, Kacper po drodze przez pola zaliczył glebę na rowerku, oberwało się mi, mamie, tacie, nawet Gusi – chociaż z nami jej nie było. Dowiedzieliśmy się, że mamy spadać i że on do żadnego przedszkola nie idzie. Uwierzcie mi, mamy z nim tyle śmiechu… Nie minęła jednak minuta, wrócił na rower, nawet do przedszkola już by chętnie poszedł. Na całe szczęście nie jest typem płaczka, czasami się złości ale chwilkę potem wszyscy jesteśmy wytuleni, wycałowani i znowu się kochamy. 🙂
Tak, to jest właśnie mój dzień w rodzinnym domu. Wszystko tu kręci się wokół mojego braciszka. I wierzcie mi bądź nie… być może zanudziłam Was tym. Ale to jest właśnie mój cały świat.

A Wy? Co jest Waszym światem? Macie rodzeństwo, dziecko, drugą połówkę, a może to mama, tata, babcia, dziadek lub po prostu wszyscy naraz? Napiszcie proszę w komentarzach.

Buziaki 🙂

You Might Also Like

1 Komentarz

  • Reply Anna Muzyczka Grudzień 5, 2018 at 12:56 pm

    Muszę Cię rozczarować… nie zanudziłaś mnie sni trochę… to fajne uczucie wiedzieć, jak wygląda Twój dzień z rodziną… zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo, niestety to ja jestem najmłodsza… możliwe, że dla mojego rodzeństwa, też byłam takim Kacperkiem, bo między mną, a najstarszym bratem jest różnica 17 lat…😊

  • Napisz komentarz

    *