Kontrowersyjnie

Co wydarzyło się w Łebie – zostaje w Łebie…

Kwiecień 13, 2017

Wakacje życia.

Tak, to określenie jest zdecydowanie adekwatne do tego, co przeżyłam. W te wakacje miałam możliwość odwiedzić dwa najbardziej imprezowe kurorty nad naszym polskim morzem. Czy będę je porównywać? Chyba nie mam zamiaru. Pewnie każdy z Was zna dwa pojęcia: „Mielno niszczy” oraz „Łeba niszczy bardziej niż Mielno”. Polecam każdemu z Was wybrać się w te dwa miejsca i samemu wydać opinię.

Jak wiecie w lipcu razem z Ekipą kręciliśmy kolejny Summer Camp, tym razem nie w Łebie, a w Mielnie. Jednak dziś o tym pisać nie będę. Wszystko, co działo się w Mielnie możecie zobaczyć w każdą niedzielę na MTV o godzinie 23. Zapraszam przed telewizory – na pewno się nie zawiedziecie. 😉

Po kręceniu sezonu udałam się do Łeby – miejsca, do którego jestem przywiązana już od zeszłych wakacji. Dlaczego? Łeba to nie miasto, Łeba to rodzina. W tym roku moim zadaniem było promowanie tamtejszych klubów, rozkręcanie imprez, pozowanie do zdjęć z ludźmi. Pewnie znajdą się tacy, którzy powiedzą: „Imprezy? A co to za praca…”. Otóż, jak każda inna, czasami jest fajnie, czasami człowiek ma dość z przemęczenia. Mam swoje wyznaczone cele, za którymi ostatnimi czasy staram się dążyć jeszcze bardziej niż wcześniej. Jak wiecie zaczęło się od sklepu z koszulkami i gadżetami i wcale nie mam zamiaru na tym kończyć. Nie czekam na gwiazdkę z nieba. Bo takowa raczej do mnie nie przyleci. 😉 Mało tego – do Was też nie.


Zacznijmy od tego, że gdyby zamontować nam kamery w naszym hotelu pracowniczym oraz w klubach, moglibyśmy nakręcić niezłe show. Tak, spałam w hotelu pracowniczym, początkowo nie podobało mi się tam, ale po paru dniach stwierdziłam, że liczą się ludzie, a nie miejsce ! Nocne, albo raczej poranne powroty, after party, problemy zamieszkałych tam pracowników i próby ich rozwiązywania, śmiechy od rana do wieczora. W tym miejscu chciałam przeprosić wszystkich, których obudziłam moim śmiechem, ale to wina Joli. Taaak?

Jak wyglądał mój dzień? Może zacznę od godziny 16, bo wtedy się on zaczynał. Razem z dziewczynami, które były hostessami wstawałyśmy i marudziłyśmy, że dziś nie mamy siły pracować, że wracamy do domów, zwalniamy się i koniec. Ich marudzenie kończyło się o 17 kiedy wychodziły jednak do pracy, zwolnienie się z pracy zostawiały na inny dzień. Ja marudziłam sobie w łóżku do 21, bo wtedy zaczynałam swoją pracę. O 21 nastawienie do życia zmieniało się o 180 stopni! Kac, bóle głowy, ręki, nogi, brzucha mijały jak ręką odjął! Chyba znacie ten stan kiedy chorujecie cały tydzień, gdy trzeba iść do szkoły a jak przychodzi weekend – CUD! Wszyscy zdrowi. Jeden drink, drugi drink, rozmowy z ludźmi na skwerze, pytania i odpowiedzi  o ekipę(których pod koniec szczerze miałam czasami dość haha), zapraszanie do klubów. Zdjęcia, setki zdjęć, miliony. Tak zdecydowanie miliony. Niektórych z Was poznałam bliżej, nie baliście się rozmów, zapraszaliście na 50tkę z cytryną, pojawialiście się częściej w klubach niż cała reszta. Tak mijały nam noce. Czasami ktoś upił się za bardzo, czasami nawet to byłam ja. Czasami Jola. Czasami nie. Myślicie, że o 7 rano było nam po drodze do hotelu? W życiu. Najczęściej nasze drogi prowadziły na plażę… Gdzie siadaliśmy na piasku, wspominaliśmy co już przeżyliśmy w Łebie, a co jeszcze przed nami… Nie chciało się wracać do domu. Choć tęsknił chyba każdy z nas za rodziną. Na szczęście mieliśmy siebie. Tak kończył się nasz dzień. A może to była noc? Kto wie… 😉

Niestety mało było dni, takich prawdziwych, podczas krótkich jest jasno, świeci słońce, ludzie idą na plażę, wiecie co mam na myśli. W Łebie mój dzień to po prostu noc. Jednak, gdy już się przydarzyła okazja – wykorzystywałam ją na całego. Chodziłam na motorówkę do Baltic Safari. Zawsze po wyjściu mówiłam, że już nigdy na nią nie pójdę, trzęsłam się jak galareta. Jednak zawsze wracałam, a co mi tam.

Jadłam codziennie pyszną rybkę lub jeszcze lepszą pizzę w jednej z restauracji, spacerowałam z dziewczynami, szłam na Just the Beach, gdzie razem z resztą Łebskiej rodziny wygrzewaliśmy się na słońcu, popijąc drinki. Bez palemki, bo po co. 😉 Raz nawet byłam z szefem i managerką na wielkim kole. To wszędzie nazywa się Diabelski Młyn?  Czy się mylę? Mniejsza z tym. Szybkie, ekstremalne karuzele uwielbiam, tego jednak ze względu na wysokość nie znoszę! Siedziałam skulona jak dziecko i modliłam się o koniec. Ale byłam? Byłam. Chyba dopiszę to sobie do osiągnięć życiowych. Mieliśmy też wyjście do Power Parku i ognisko, Sylwester w środku lata, podczas którego odwiedził mnie Alan, imprezy z Warsaw Shore, Gastro Party dla wszystkich pracowników, znalazłam nawet Pikachu, i wiele innych ciekawych spotkań ‚rodzinnych’, o których opowiadać nie będę. Muszę w końcu mieć trochę swoich wspomnień, prawda?

W Łebie wystarczy jedna noc, by się zaklimatyzować. Pracownicy zamieniają się w rodzinę. W końcu żyjemy ze sobą 24 godziny na dobę. Nie tylko imprezujemy razem, w gorszych momentach się wspieramy, stajemy za sobą murem, pomagamy. W ten sposób dorobiłam się kolejnej rodziny. Mam swoją, drugą jest Ekipa, a trzecią Łebska rodzina. No i Wy, którzy odwiedziliście w te wakacje Just the Club, Euphorię lub Mozarta lub po prostu przyjechaliście odpocząć do Łeby. Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna, razem utworzyliśmy niesamowite wspomnienia. To co, do zobaczenia za rok? Aaaaa i pamiętajcie : TO, CO WYDARZYŁO SIĘ W ŁEBIE – ZOSTAJE W ŁEBIE… 

A Ty jak spędziłeś wakacje?

You Might Also Like

1 Komentarz

  • Reply Kacha Kwiecień 27, 2017 at 7:11 pm

    Świetnie napisane👍👍 Jest moc💪💪 Jestes najlepsza😉😉😉❤

  • Napisz komentarz

    *