To było nieplanowane.

To było nieplanowane.

By admin on 7 marca, 2020 in Macierzyństwo

Zachodzisz w ciążę, jesteś na to gotowa mniej lub bardziej. Starasz się zaplanować najbliższe miesiące, a nawet lata. Każda z przyszłych i aktualnych mam zna ten temat. Masz przeróżne obawy, boisz się porodu, ale jesteś szczęśliwa. Jedyne na co nie jesteś gotowa i na pewno tego nie planowałaś to… cały szereg, lawina, fala, morze, baaa, ocean PYTAŃ. Babcia, ciocia, przyjaciółka, sąsiadka, nawet nieznajoma na drodze zachowują się jakby zmówiły się przeciwko Tobie. Celowo pominęłam mamę, bo moja po wychowaniu trójki dzieci ma totalny chill i jedyne co zrobiła, to popłakała się ze szczęścia, że w końcu zostanie babcią. Swoją drogą, do teraz zastanawia mnie jak można się cieszyć z okazji nowego przydomka jakim jest ‚babcia’. Żeby nie było, nie mam nic do babć! Moje kocham nad życie i dziękuję im za każdy wepchany we mnie obiad zakończony słowami: chcesz jeszcze? Bo coś mizernie wyglądasz.

Wracając do pytań, bombardowanie rozpoczyna się standardowym: ‚MASZ MDŁOŚCI? Bo ja…‚ i tu dowiadujesz się od każdej z nich, czy i ile wymiotowała oraz na widok czego i na jakim etapie przestała. Zupełnie jakbyś o to pytała. Ale że nie chcesz być niegrzeczna, oczywiście opowiadasz całą swoją historię związaną z mdłościami zarówno porannymi, jak i tymi po niektórych posiłkach. Teraz, gdy już wiedzą wszystko o Twoich wymiocinach, przychodzi czas na…

…’KTÓRY TO TYDZIEŃ? Bo kompletnie nic po Tobie nie widać!’. To idealny temat do rozmów dla typowych kobiet. Moment przechwalania się, która i jak dobrze (szczupło) wyglądała w danym tygodniu ciąży. My, kobiety, uwielbiamy zresztą porównywać się do innych. Nie ma co ukrywać – najbardziej w tych porównaniach zależy nam na tym, by wypaść najlepiej. Kiedy już przyznałyśmy tytuł Miss Ciążowej, warto się zastanowić…

…’CZY WY W OGÓLE JESTEŚCIE NA DZIECKO GOTOWI? Skończy się samowolka, latanie po świecie…’ . Nie, nie jesteśmy gotowi, i Ty babciu/ciociu też nie byłaś za pierwszym razem. To tak, jakby powiedzieć, że jest się gotowym na skok ze spadochronu czy na bungee. Pierwszy raz jest zawsze zaskakujący i zazwyczaj kończy się ciężkim szokiem. Taki mały strzał w twarz. Nie znam tego człowieczka, którego noszę w sobie, nie wiem czy będzie się śmiał, płakał, miał kolki, czkawki, biegunki. Nie, nie jestem na to gotowa. Zwłaszcza na te biegunki. Ale pokocham go, pokażę mu cały świat i wychowam na dobrego człowieka. Niech sprawdzi razem ze mną co oznacza samowolka, bycie wolnym człowiekiem, pokażę mu Europę, Amerykę i Afrykę też.

Wydawałoby się, że wszystko już ustalone. Babcia, sąsiadka i koleżanka wydały pozwolenie. Mogę spokojnie rodzić. I tu pojawia się pytanie: ‚CHŁOPIEC CZY DZIEWCZYNKA? Wiadomo już? Bo przecież trzeba wiedzieć na jaki kolor pokój pomalować’. Tak, wiadomo. Miesiąc temu miała być dziewczynka, tydzień temu na jej miejscu pojawił się chłopiec. Wstrzymam się, na wypadek, gdyby dziewczynka postanowiła wrócić. Całe szczęście, że nie kupiłam jeszcze ani jednego ubranka i nie wzięłam się za strojenie pokoju, bo dziś byłabym w niezłej dupie. O tyle, o ile z różowego na niebieski łatwo jest pomalować, to w drugą stronę już niekoniecznie. Chcę więc neutralną kolorystykę ścian i ubrań dla mojego dzidziusia…

…’I NIE CHCIAŁABYŚ DZIEWCZYNKI UBIERAĆ NA RÓŻOWO? To takie SŁODKIE!’ Nie, to nie jest słodkie. Przynajmniej mnie to nie rajcuje. Na samą myśl mam mdłości (ciążowe, rzecz jasna!). Od kiedy kolor ubrań może być powodem do takich sporów? Pomału zaczynam się czuć, jakbym rozmawiała o polityce lub religii. Ja nie chcę różu. Oni chcą. Ja nie chcę kokardek. Oni chcą. Chcę neutralności. Ma być RÓŻ! Uciekam. Wracam za kilka dni tylko po to, by ustalić, czy…

…’WYBRALIŚCIE JUŻ IMIĘ?’. Tak, zarówno dla chłopczyka, jak i dla dziewczynki. Normalne, zwyczajne. W tym miejscu każdy chce być miły i przytakuje na wybór imienia. Nieważne, czy jest to Zosia, Veronika przez V, Brajan czy Antek. Bo tak naprawdę jak wyobrazić sobie imię bez osoby?? Do imienia człowiek się przyzwyczaja, poznaje daną osobę, wtedy to imię ma jakiś większy sens.

Płeć i imię znane. To ‚NA KIEDY W TAKIM RAZIE MASZ TERMIN?’. Tu powstaje idealny moment na podzielenie się swoimi datami i doświadczeniami. Opowiastki o tym, która urodziła przed terminem, która po, czy poród był siłami natury, czy potrzebna była cesarka. Ile godzin trwały te męki, omdlenia, bóle. Już samo słuchanie tego przyprawia o dreszcze.  Nie pomagają nawet zapewnienia, że cały ból przechodzi, gdy dostajesz w ramiona tą małą istotkę. Dziękuję wam, dziękuję bardzo. Udało wam się podbudować mnie i moje obawy o poród! Wychodzę. Sama sobie poradzę, bo jak nie ja, to KTO? W oddali słyszę jeszcze pytanie, CZY ABY NA PEWNO JA MOGĘ W CIĄŻY JEŚĆ TO, CO TRZYMAM W RĘCE… i najnormalniej w świecie – opadają mi ręce.

Wasza M. 🙂

(fot. Tomasz Kiełczewski)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o