Jestem najmądrzejsza!

Jestem najmądrzejsza!

By admin on 7 marca, 2020 in Styl Życia

Było o treningu. Będzie o diecie i nie diecie. Nie wiem jak u Was, ale ja na słowo ‚dieta’ automatycznie jestem głodna. Nagle mam ochotę na rzeczy, na które normalnie nawet nie zwróciłabym uwagi. Ale postanowiłam spróbować. A było to tak…

Zanim trzy lata temu przytyłam od niezdrowego trybu życia – jedzenia po nocach, imprezowania – pojęcie diety było mi obce. Trenowałam taniec kilka godzin dziennie, mogłam jeść co mi się podoba, a waga i tak nie szła w górę. Super sprawa, mówię Wam. Jednak czym człowiek starszy, tym gorsza przemiana materii. Gówno prawda. Wszystko zależy od nas samych. Podobno, jak to mówią starość, nie radość. W moim przypadku: głupota, nie radość. Zachłysnęłam się imprezowym życiem, priorytety, które rodzice we mnie całe życie wpajali poszły na bok. Bo przecież ja jestem najmądrzejsza, nie? 😉 taniec odłożyłam ‚na później’, firmę zresztą też, a życie towarzyskie postawiłam na pierwszym miejscu. Nie pytajcie czy było warto. Jedno jest pewne – nigdy więcej tego błędu nie popełnię.

Jakiś czas temu, gdy w końcu zauważyłam, że jestem najnormalniej w świecie gruba, i nikt ‚miły’ nie wmawiał mi, że ‚doooobrze wyglądam’, postanowiłam wrócić do sportu. Sportu, który był obecny w moim życiu od momentu kiedy postawiłam swoje pierwsze kroki. Sportu, który dawał mi satysfakcję, gdy wygrywałam zawody narciarskie, taneczne, czy różne inne. Sportu, w który zatapiałam się w gorsze dni. Uwierzcie mi, lepiej było zmienić sport na kieliszek niżeli kieliszek na sport. Lepiej zacząć jeść fastfoody niż ich sobie odmawiać. Z treningiem jednak jakoś poszło, ciało ma tzw. pamięć sportową, przez co ćwiczenia nie sprawiały mi większych problemów. Nie mogę tego powiedzieć jednak o diecie. Z tą zmagam się do dziś. Nie będę Was okłamywać.

Zaczęłam od diety pudełkowej, jednak szybko zrezygnowałam. Uwielbiam dobrze doprawione potrawy, czego bardzo często brakuje owym dietom. Następna była dieta również 5-posiłkowa, jednak różniła się od tzw. ‚pudełek’. Rano jadłam tłuszcze, później białko i tłuszcze, tłuszcze i węgle, natomiast wieczorem same węgle. Udało mi się coś zrzucić, ale wciąż czułam, że to nie to. Przy moim trybie życie bardzo ciążyło mi jedzenie co trzy godziny. Ciągłe zatrzymywanie się w trasie po restauracjach, dobieranie odpowiednich posiłków. Musiałabym mieć gotową dietę pudełkową, a takiej już za cholerę nie chciałam.

Po roku prób trafiłam na dietę 6-godzinną. Opowiedział mi o niej wujek, instruktor wspinaczki, sportowiec. Jest ona idealna dla ludzi, którzy są zabiegani i nie lubią sobie odmawiać zbyt dużo. Czyli coś dla mnie. Na czym polega? Na jedzeniu przez 6 godzin w ciągu dnia tego, na co ma się tylko ochotę. Należy się odpowiednio nawadniać, wiadomo jednak, żeby omijać kolorowe napoje, co akurat dla mnie problemem nie było. Jestem totalnie oddana herbatom i wodzie z cytryną. Co do jedzenia, fakt, na początku pozwalałam sobie dosłownie na wszystko. Jednak z czasem zaczęłam zwracać uwagę na to co i o jakiej porze jem.

Dlaczego tylko 6h? Powód jest prosty. Nasz organizm przez resztę dnia i nocy pobiera energię z tego, co już zjedliśmy i przy okazji pozbywa się toksyn. Żołądek natomiast spokojnie wszystko trawi. Możemy wspomagać trawienie pijąc przeróżne ziołowe herbaty. Na diecie tej przemiana materii zdecydowanie się polepsza, a tkanka tłuszczowa pali się szybciej niż na normalnych dietach. Spokojnie, uczucie głodu jest odczuwalne tylko przez kilka dni. Później organizm się przyzwyczaja i… po krzyku! 🙂

Podsumowując moje dwa wpisy odnośnie diety i treningu. Rano na czczo wypijam herbatę z olejem kokosowym, która dodaje mi energii i zaspokaja głód. Można pić również kawę, jednak jak wiadomo ja jestem zwolennikiem herbat. Następnie śmigam na trening. Jeśli nie macie zbyt dużo czasu – wstańcie 15 minut wcześniej i zróbcie krótki trening. Chodzi o to, by nakręcić ciało do działania. Ze śniadania wykluczyłam również pieczywo, jem je sporadycznie, gdy najdzie mnie większa ochota. Później przygotowuję smoothie lub zdrową przekąskę, a na kolację pełen porządny wartościowy posiłek. Moje 6 godzin to 12-18. A Ty? Jakie byś wybrał? Podejmiesz wyzwanie?

Wasza M. 🙂

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o