PIERWSZY LOT ZUZI.

By admin on 7 marca, 2020 in Macierzyństwo

Latanie samolotem nigdy nie należało do moich ulubionych czynności. Zdecydowanie dużo lepiej czuję się, gdy dotykam stopami ziemi. Dlatego uważam, że nic na świecie nie brzmi tak dobrze, jak dźwięk uderzenia kół o pas przy lądowaniu. Jednak chcąc podróżować, samolot jest raczej nieunikniony, więc postanowiłam się z nim po prostu… polubić. I o tyle, o ile nawet udało nam się zakumplować, to niestety na myśl o pierwszym locie z dzieckiem do teraz mam ciarki. Wychodząc naprzeciw innym podróżującym Mamom, postanowiłam podzielić się nie tylko wrażeniami z tego pierwszego razu, nie tylko zawartością torby podróżnej Zuzi, ale również tym co, jak, kiedy, ile i gdzie.

Jestem perfekcjonistką. Do tego stopnia, że nawet spontaniczny wyjazd jestem w stanie zaplanować, rozrysować na mapie i co najważniejsze wykonać w 5 minut. Bardzo nie lubię jak coś nie jest po mojej myśli, ale przy Zuzi zaczęłam się do tego po prostu przyzwyczajać. Tak więc perfekcyjna ja do bagażu rejestrowanego oprócz kilku swoich sukienek (w których finalnie zamarzały mi na miejscu kości), dwóch swetrów, kilku bluzek, leginsów, jeansów, bielizny, wrzuciłam dla Zuzy bodziaki odpowiadające ilości dni spędzonych na wakacjach, po kilka par cienkich i grubych spodenek oraz bluz. Dodatkowo, niczym żołnierz, uzbroiłam się w termometr, probiotyki, wit. D, Fenistil, Pedicetamol, Dentinox N, spray do nawilżania noska, obcinaczki do paznokci, bawełniane chusteczki do pielęgnacji twarzy, podkłady, trochę pieluszek i chusteczek nawilżonych, których używamy, pieluchy tetrowe, śpiworek do spania, osobisty ręcznik Zuzki oraz płyn do kąpieli z Dermy.

Z racji tego, że nie wiedziałam jak rozwiązać sprawę mleka modyfikowanego, a żadne magiczne fora internetowe nie do końca wyjaśniają tę sprawę, zdecydowałam się na zamówienie gotowego mleczka na czas lotu. (Zamawiałam na stronie dodomku.pl) Oczywiście teraz wiem, że z ilością przesadziłam, ale sami wiecie… perfekcjonistka wychodzi z założenia, że lepiej więcej niż za mało! Lot w jedną stronę trwa trzy godziny, Zuza je co 2h, doliczyć drogę do hotelu i 20 mleczek po 90ml to o jakieś 14 mleczek za dużo. Cała ja.

Przejdźmy dalej. Zrezygnowałam ze swojego bagażu podręcznego, który wliczony jest w cenę biletu, na poczet plecaka z rzeczami Zuzi, który każda z Was może wziąć ze sobą na pokład samolotu razem z dzieckiem. Nigdy osobno. Nie można wziąć dziecka bez plecaka i plecaka bez dziecka. Możesz nie wziąć faceta, ale jak weźmiesz dziecko, to weź i plecak. I według zasad linii lotniczych zapakuj do niego kolejno: książeczkę zdrowia/szczepień, mały kocyk (w samolocie może być duszno, ale może też być zimno od klimy), podkład, by na lotnisku i w razie potrzeby w samolocie mieć pewność, że przewijasz dziecko w dobrych warunkach; jedno opakowanie chusteczek nawilżonych, kilka pieluszek, a dokładniej jedną na każdą godzinę lotu. Dla mnie wydawało się to chorym ‚nakazem’, ponieważ to tylko dziecko i nie mam wpływu na to ile zrobi kup, czy będzie akurat tego dnia sikała mniej, czy więcej lub czy lot z jakichkolwiek przyczyn losowych nie wydłuży się. Dla przykładu, ostatnio samolot nad Madrytem krążył 5 godzin, by spalić paliwo, ponieważ zaraz po starcie okazało się, że mają problemy techniczne. Na lotnisku, przy przejściu przez kontrolę okazało się jednak, że pieluch nikt nie liczył. I dobrze, bo wedle swoich zasad miałam oczywiście za dużo. Podczas kontroli nie wymagali również bym spróbowała mleka Zuzi, a również byłam na to gotowa (i wy też bądźcie gotowi na taką okoliczność).

Wracając do zawartości plecaka. Spakowałam do niego ubranka na zmianę, gotowe mleczko, smoczek do gotowych mleczek (kupiłam w aptece, firma Nutricia), dwie zabawki, pustą butelkę, butelkę z wodą i dwa smoczki na wypadek zgubienia jednego. Jak pomyślałam tak też się stało, ostatniego dnia, zaraz przed wylotem jeden udało nam się zgubić! Pamiętajcie, że te dwie ostatnie wymienione rzeczy są zbawieniem w momencie startu i lądowania. Skoki ciśnienia nie są przyjemne dla nas, dorosłych, a co dopiero dla dzieci. Picie wody i ssanie smoczka odtyka uszy dziecka. Pomimo tego, że w domu, jeszcze przed wylotem dałam Zuzi spróbować gotowe mleko, to podczas lotu bardzo nie pasował jej kształt smoczka jednorazowego. Byłam delikatnie przerażona tym faktem, ale na całe szczęście miałam ze sobą pustą butelkę ze smoczkiem, który zna i który lubi. Przelałam więc mleko i dziecko było najedzone, mama szczęśliwa, a inni pasażerowie zapewne odetchnęli z ulgą.

No dobra, a jakie mleko na miejscu? Z racji tego, że Hiszpania jest mi dobrze znana, weszłam na stronę Alcampo, który jest odpowiednikiem naszego Auchan i wpisałam w wyszukiwarkę nazwę mleka Zuzy. Te sieciówki najczęściej nawet ułożenie produktów na półkach mają dokładnie takie samo, jak u nas. Dzięki temu wiedziałam, że nie muszę uzbrajać się po zęby mlekiem w bagażu rejestrowanym. Zaryzykowałam za to z pieluszkami, bo kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije, i w Hiszpanii kupiłam z firmy Dodot.

Torba spakowana, plecak spakowany, chusta do chustonoszenia (której zestresowane finalnie nie użyłyśmy) spakowana. Zostaje nam wózek, który podobnie jak plecak, możemy zabrać razem z dzieckiem bez dodatkowych opłat. Oddajemy go w specjalnie wyznaczonym do tego miejscu lub przy wejściu do samolotu. Jeśli nie wiecie gdzie robi się to na lotnisku, z którego lecicie to zapytajcie osoby, która obsługuje Was przy odprawie. Pomimo tego, że samolot według mnie nie jest przyjemny, to samo lotnisko jest jednym z fajniejszych miejsc na ziemi. Tyle tam życzliwych ludzi. A propos życzliwych ludzi. Nie dajcie się przepuszczać na lotnisku, idźcie zawsze na końcu! Im mniej czasu spędzicie na lotnisku, czy w samolocie, tym dla dziecka lepiej. To złota rada mojej doświadczonej znajomej, z którą de facto spotkałam się na miejscu, na wakacjach. I ta rada jest jak najbardziej trafna. Byłyśmy z Zuzką ostatnimi osobami, które wchodziły na pokład samolotu.

Sam lot wspominam nieźle. W jedną stronę miałyśmy małe opóźnienie i fakt siedzenia bez ruchu zdenerwował Zuzię, co skończyło się 5 minutowym, dość intensywnym płaczem, po którym wszystkie oczy były zwrócone w moją stronę, a ja miałam ochotę wyjść z samolotu. I nie z powodu tych ludzi, którzy zapewne mieli w głowie to, czy cały lot będzie tak wyglądał. Powodem był strach przed lotem. Nie chciałam, by Zuzia się męczyła. Swoją drogą, w zupełności rozumiem tych ludzi. Płaczące dziecko w samolocie nie jest cool i nawet jako mama bąbelka jestem tego w pełni świadoma. Do dziś pamiętam, jak latając, byłam jedną z tych par oczu. Finalnie podróż minęła gładko, Zuza zaczepiała i śmiała się do wszystkich pasażerów. Skradła ich serca swoimi włoskami, wielkimi oczami i nie schodzącym z twarzy uśmiechem. Lot powrotny był jeszcze lepszy, ponieważ nie było ani opóźnienia, ani płaczu, ani zwróconych w moją stronę oczu. Czy boję się kolejnego lotu? Pewnie. Zawsze bałam się za siebie samą, teraz do końca życia będę bała się za dwie osoby.

Wasza M. 🙂

Cieszysz się i płaczesz.

By admin on 7 marca, 2020 in Macierzyństwo

Moje ostatnio dodane zdjęcie z USG i multum waszych wiadomości skłoniły mnie do pewnych refleksji. Zauważyłam, że nie mnie jedną wzruszył moment pierwszego badania, nie ja jedna stresuję się każdą kolejną wizytą u lekarza. A jeśli jest nas więcej, to warto byśmy dzieliły się swoimi uczuciami, lękami, zachowaniami. Być może pomożemy tym postem jakiejś przyszłej mamie?

Dowiadujesz się, że nosisz w sobie nowe życie. Twoja reakcja jest różna, cieszysz się, płaczesz, płaczesz i cieszysz się. Płaczesz, bo właśnie od tego momentu zmienia się twoje życie. Cieszysz się, bo tak bardzo o tym marzyłaś! Ale… płaczesz, bo nie jesteś pewna, czy byłaś gotowa, czy to odpowiedni czas (pocieszę Cię – stwierdzenie, że nigdy nie ma odpowiedniego czasu, jest w temacie ciąży jak najbardziej trafne). Cieszysz się, bo od teraz z partnerem będziecie tworzyć pełną rodzinę lub płaczesz, bo nie wiesz czy podołacie wyzwaniu. Być może wcale nie mieliście wspólnych planów na życie. Być może wasz związek nie ma przyszłości i masz tego pełną świadomość. Dlaczego poruszam również ten temat? Ponieważ pomimo tego, że mi czy większości z was się udało i trafiłyśmy na wspaniałych mężczyzn, są tu kobiety, które zdecydowały się na samotne wychowywanie dziecka. Zmusiło je do tego życie, chęć zapewnienia dziecku bezpieczeństwa lub po prostu ich partner ‚to nie był ten jedyny’. Dla dobra dziecka czasami lepiej podjąć taką decyzję, nie zapominając przy tym, że dziecko to nie karta przetargowa. A najczęściej niestety nią właśnie jest. Bądź więc kobietą, która ma swoją godność i nie mieszaj dziecka do spraw między tobą i partnerem. Podsumowując! Niezależnie od tego, na którym zakręcie swojego życia właśnie jesteśmy – prawdopodobnie w chwili odkrycia ciąży każda z nas boi się tak samo!

Przerażenie, zaskoczenie, podniecenie (zwał, jak zwał) każe Ci zrobić drugi test, dla bezpieczeństwa jeszcze trzeci, a może i nawet czwarty. Bo co, jeśli te wcześniejsze to jakiś mało udany żart? Kolejnym krokiem jest wizyta u ginekologa. Jesteś tak bardzo ciekawa maleństwa, które znajduje się w twoim brzuchu. Niestety, w zależności od tego, w którym tygodniu ciąży jesteś, możesz zobaczyć coś, ale możesz też nie zobaczyć zupełnie nic… lekarz odeśle cię na badanie krwi, według którego stwierdzi, czy i w jakim tempie rozwija się płód. Przychodzisz do domu zawiedziona, bo nie tak to sobie wyobrażałaś. Przecież wszyscy dookoła opowiadali swój pierwszy raz z USG i ten cudowny moment ujrzenia maleństwa.

Kilka tygodni później idziesz na pierwsze najważniejsze badanie prenatalne. Trzęsiesz się jak galareta, boisz się, że znowu nic nie zobaczysz. Nie tym razem! Po przyłożeniu aparatury do twojego ciała, przed oczami pojawia ci się zarys dziecka. Twojego dziecka. Nawet jeśli jesteś najtwardszym zawodnikiem, z oczu lecą ci łzy. Morze łez. Nie możesz nacieszyć się tym widokiem, masz ochotę dotknąć to maleństwo. Wsłuchujesz się w to, co mówi lekarz. Starasz się zrozumieć różne, dziwne, nieznane ci dotąd pojęcia. Z ust wydobywa się tylko jedno pytanie – czy wszystko jest ok? I nigdy wcześniej nie cieszyłaś się tak bardzo ze słowa ‚TAK’. Warto wspomnieć, że niektóre kobiety nie mają tyle szczęścia co ty. Losy ich dziecka toczą się dalej, całkiem inaczej niż twoje. Każda z tych kobiet zasługuje na wsparcie, pamiętaj o tym.

Teraz z czystym sumieniem informujesz rodzinę. Chwalisz się pierwszym zdjęciem z USG. Dzielisz swoje szczęście z najbliższymi. Gapisz się w to zdjęcie i myślisz… myślisz do kogo będzie podobne, czy będzie miało twoje oczy, czy będzie uparte jak ojciec, a może nadzwyczaj inteligentne (oczywiście, że po TOBIE :)). Włącza się w tobie stuprocentowa świadomość, że zostaniesz matką. Każdą decyzję podejmujesz z myślą o dziecku. Zaczynając od jedzenia, poprzez wysiłek fizyczny, kończąc na smarowaniu się odpowiednim kremem. Pojawia się wiele ciotek ‚dobra rada’, pojawia się wiele mitów, zabobonów. Nie daj się zwariować! (Piszę to z pełną świadomością). Ciąża nie jest chorobą. Pomimo lęku, który ogarnia cię przy podejmowaniu każdej najmniejszej decyzji, powtarzam raz jeszcze – nie daj się zwariować. Zaglądasz na rożnego rodzaju fora internetowe. Wróć! Tam nie znajdziesz nic dobrego. Według urzędujących tam Mam, twoje dziecko źle reaguje na paznokcie hybrydowe, a od kilku promieni słońca gotują się wody płodowe. Jeszcze raz. Zaglądasz na różnego rodzaju profile inspirujące, pełne wiedzy. Stawiasz na Mamę GinekologEdytę Litwiniuk czy też Annę Lewandowską. Każdego dnia jesteś bardziej świadoma tego co można, a co lepiej zostawić na czas po ciąży. Każdego dnia uczysz się na nowo samej siebie. Wiesz po czym czujesz się dobrze, a co zupełnie nie służy tobie i dziecku. Idziesz za głosem serca. Każdego dnia zaglądasz w lustro, wyczekujesz zaokrąglonego brzuszka. Cieszysz się jak dziecko, gdy w końcu coś dostrzegasz! Robisz sobie zdjęcia, by mieć pamiątkę, chwalisz się okrągłościami pod obcisłymi ubraniami. Zalewasz się łzami, gdy poczujesz pierwsze ruchy, biegasz za partnerem by dotknął ‚o teraz!’. Najczęściej jednak dzidziuś ruchami chce podzielić się tylko z tobą. Nie spieszy mu się, by ktoś inny również poczuł jego obecność. Ciesz się, ciesz, za kilka tygodni ten mały szkrab coraz bardziej będzie ograniczał ci ruchy. Nie przejmuj się, ma to swój urok! 🙂

Zbliża się kolejne badanie, kolejna możliwość ujrzenia dzidziusia, a ty myślisz, że tylko ty jedna boisz się tak, jak za pierwszym razem? Wyprowadzę cię z błędu. Każda z nas stresuje się tak samo, każda z nas marzy o tym, by znowu usłyszeć, że wszystko jest w porządku. Ponownie ekscytujesz się tym, co zobaczysz na ekraniku monitora, a tym razem widzisz wszystko lepiej, dokładniej. Na tyle dokładnie, że jesteś prawie pewna, że oczy i nosek ma jednak twoje! 😉

I kto by pomyślał, że jeden test i jedno małe zdjęcie może wywołać tyle emocji, prawda?

Wasza M. 😉

Bolące plecy, aktywna ciąża, czyli kilka pytań do fizjoterapeuty.

By admin on 7 marca, 2020 in Macierzyństwo

Większość z nas w końcu doczeka się swojego pierwszego dzidziusia. I jeśli myślisz, że namiesza w Twoim życiu dopiero po porodzie, to jesteś w dużym błędzie! Jego podstępne działania mają wpływ na nasz organizm już od pierwszych dni ciąży. O ile z początku jest to głównie zmęczenie, o tyle wraz z rozmiarem dzidziusia, rosną też inne problemy. Zaczynamy narzekać na bóle pleców, mamy obawy związane z treningami, pojawia się sto pytań do…

A jeśli pojawiają się pytania – muszą pojawić się też odpowiedzi. I tu z pomocą przychodzę ja. Specjalnie dla Was (i dla samej siebie!) spotkałam się z Martyną Langowską, która jest fizjoterapeutką, trenerem personalnym kobiet w ciąży, Mamą Stasia i zmaga się z takimi samymi problemami jak my, ponieważ już wkrótce ponownie zostanie Mamą. I jako, że ja nie czuję się na siłach, by odpowiadać na tak ważne dla Was pytania, poprosiłam o to specjalistkę.

1.      Od którego miesiąca mogę zacząć ćwiczyć w ciąży ?

Mimo że w internecie możemy znaleźć odpowiedź na to pytanie, to podjęcie aktywności w ciąży często budzi niepokój. Nic dziwnego, bo w naszym brzuszku rozwija się nowe życie i jesteśmy za nie odpowiedzialne. Przyczyną naszych obaw są z pewnością artykuły, w których wciąż powiela się mity, przez co do końca nie wiemy, co można a czego nie. Jeżeli kobieta przed ciążą była aktywna, to może kontynuować ćwiczenia już w pierwszym trymestrze. Oczywiście ciąża musi przebiegać prawidłowo, o czym powinien nas poinformować lekarz prowadzący. Jeśli wiemy, że jesteśmy w ciąży, a pierwszej wizyty nie mamy za sobą, to lepiej poczekać. Do przeciwwskazań należy między innymi skracanie się szyjki macicy, zagrożenie przedwczesnym porodem, czy ciąże mnogie (trojaczki i więcej), przy ciąży bliźniaczej zaleca się zaprzestanie aktywności po 24 tc. Lekarz decyduje też w przypadku, gdy wcześniejsza ciąża była wysokiego ryzyka bądź wystąpiło samoistne poronienie. Jeśli przyszła mama nie ćwiczyła wcześniej to należy zaczekać do zakończenia pierwszego trymestru. Najlepiej udać się na zajęcia grupowe dla kobiet w ciąży (trzeba mieć zaświadczenie lekarskie) lub skorzystać z pomocy trenera personalnego, który pokaże prawidłową technikę ćwiczeń i zwróci uwagę na to co robić w obecnym stanie. 



2.      Czy trening w ciąży powinien różnić się od treningu, który wykonywałam wcześniej ?

Tak, przede wszystkim trening w ciąży różni się celem. Nie ćwiczymy po to, żeby spalać tkankę tłuszczową, czy pobijać swoje rekordy. Tkanka tłuszczowa i tak będzie się odkładać, więc musimy się z tym pogodzić. Tylko nie zrozumcie mnie źle… to nie znaczy, że można szaleć. Zapotrzebowanie kaloryczne w II i III trymestrze zwiększa się tylko o ok. 300-450 kcal, więc nie słuchajcie porad „teraz musisz jeść za dwóch” – TERAZ JESZ DLA DWÓCH. Ćwiczenia w ciąży należy dostosować do swoich umiejętności i samopoczucia. Często towarzyszy nam zmęczenie, więc słuchamy swojego ciała i reagujemy na sygnały, które nam wysyła. Celem aktywności w ciąży jest m.in. przygotowanie do porodu pod kątem wydolności krążeniowo-oddechowej a także zwiększenie świadomości swojego ciała. Dodajemy ćwiczenia poprawiające ruchomość przepony (oddechowe) i takie, które mają na celu zwiększenie ruchomości stawów m.in. biodrowych czy kręgosłupa. Oczywiście ćwiczenia z obciążeniem też są zalecane, tylko należy pamiętać, że dobieramy je pod swój obecny stan, nie kierując się tym co było wcześniej (świetnie sprawdzają się różnego rodzaju gumy jak mini bands). Dzięki odpowiednim ćwiczeniom zapobiegamy bądź zmniejszamy dolegliwości bólowe oraz jest nam łatwiej utrzymać prawidłową postawę, która jest niezwykle ważna. W treningu kobiet w ciąży nie zapominamy też o mięśniach dna miednicy – o ich wzmacnianiu i rozluźnianiu. Zbyt duże napięcie również może przyczyniać się do takich problemów jak nietrzymanie moczu. Warto skonsultować się z fizjoterapeutą uroginekologicznym, który oprócz sprawdzenia ich stanu nauczy prawidłowej pracy połączonej z oddechem. Pamiętajmy, że w obecnym stanie działają hormony (np. relaksyna, która rozluźnia więzadła), a także trudniej utrzymać równowagę przez przesunięty środek ciężkości i słabszą stabilizację. Dlatego odpuszczamy sobie te formy, gdzie łatwiej o kontuzje czy upadek.

3.      Czy plecy w ciąży muszą boleć ? Czy mogę coś z tym zrobić ? 

W ciąży, przez rosnący brzuszek zmienia się postawa ciała. Miednica idzie w przodopochylenie, pogłębia się lordoza lędźwiowa i ten odcinek daje najczęściej o sobie znać. Możemy spróbować złagodzić ból ćwiczeniami rozluźniającymi odcinek lędźwiowy, ale bardzo ważne jest pilnowanie postawy i prawidłowe oddychanie. Kobiety często o tym zapominają i zaczynają odchylać się do tyłu a głowę wysuwają do przodu. Zła postawa powoduje gorszą pracę przepony, płytszy oddech, słabszą stabilizację kręgosłupa, a to może być przyczyną dolegliwości bólowych. Możemy zacząć od ćwiczeń, poprawy postawy ciała i sposobu wykonywania niektórych czynności życia codziennego. Jeśli to nie będzie przynosić efektów, to polecam skorzystać z pomocy fizjoterapeuty uroginekologicznego/okołoporodowego. Lepiej nie szukać przyczyny samemu czy w internecie. Do specjalisty można wybrać się również z takimi problemami jak bóle spojenia łonowego, kości ogonowej, bioder, pachwin, pośladka. A ja podsyłam Wam link do:

 
– prawidłowej postawy (https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/ByqUqWNoo7J/?igshid=x0k4o2qauxv)

– neutralnej miednicy (https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/BtHQYcUlv6r/?igshid=aphs5mzf4ajj)

– zestawu ćwiczeń na dolegliwości bólowe kręgosłupa (https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/Bxu_Nrio1sB/?igshid=7lxn71lt987d)

– instrukcji do ruchów miednicą rozluźniających odcinek lędźwiowy (https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/BxVLcP2BA2n/?igshid=12eini4yopqzi)


4.      Co to jest rozejście mięśnia prostego brzucha (RMPB)? Czy mogę o mięśnie zadbać już w ciąży, czy dopiero po porodzie ?

RMPB jest to nienaturalna odległość między dwiema stronami mięśnia prostego (najczęściej w okolicy pępka ten odstęp jest największy). Problem nie dotyczy tylko młodych mam, ale jednak jest to największa grupa, w której on występuje. Mięsień prosty (jego obie części) są połączone ze sobą tkanką tzw. kresą białą. W ciąży rozciągają się zarówno mięśnie jak i kresa. W pewnym momencie mięśnie zaczynają rozchodzić się na zewnątrz. Jest to fizjologia ale może następować to szybciej lub mocniej. Przyczyn może być kilka: duży brzuszek, nieodpowiednie funkcjonowanie w ciągu dnia, nieprawidłowa postawa, złe nawyki w toalecie, mało elastyczne mięśnie… Tak naprawdę na stan kresy białej, a co za tym idzie mięśnia prostego, wpływa klatka piersiowa, miednica, mięsień poprzeczny, skośny, prosty i ciśnienie śródbrzuszne. 

W jaki sposób można zadbać o mięśnie w trakcie ciąży ?
– Utrzymujemy prawidłową postawę.
– Wstajemy i kładziemy się bokiem. (Nie przez przód napinając brzuch).
– Unikamy pozycji, które powodują powstawanie charakterystycznego stożka, czyli np. nie dźwigamy starszego dziecka odchylając się do tyłu.
– Nie obciążamy mięśni dna miednicy: nie przemy na toalecie, nie robimy na zapas, do dwójki używamy podnóżka, nie robimy „na Małysza”.
– Jemy zdrowo, nie objadamy się, nie rozpychamy żołądka.
– Jeśli rozejście jest duże unikamy pozycji w klęku podpartym, gdzie ciężka macica napiera na przednią ścianę brzucha.
– Możemy zastosować taping (plastry) u fizjoterapeuty.


5.      Kiedy mogę zacząć ćwiczyć po porodzie i kiedy najlepiej spotkać się z fizjoterapeutą ?

Połóg po porodzie naturalnym trwa ok. 6 tygodni a po cesarskim cięciu nawet i 12. W tym czasie regeneruje się ciało, obkurcza macica (możemy czuć ból, zwłaszcza podczas karmienia). To nie znaczy jednak, że nic w tym czasie nie możemy robić. Tak naprawdę już w pierwszej dobie po porodzie można wykonać proste ćwiczenia przeciwzakrzepowe. Przepona w ciąży była bardzo ściśnięta, więc włączamy ćwiczenia oddechowe i pobudzamy mięśnie dna miednicy. Dotyczy to nie tylko kobiet, które rodziły naturalnie. Sama ciąża również bardzo osłabiła MDM (mięśnie dna miednicy). Możemy pobudzać mięśnie prostymi ćwiczeniami: jak unoszenie bioder (ta pozycja gdzie biodra są wyżej super odciąża dno miednicy), przekładanie nóg na boki w leżeniu, czy też w klęku podpartym unoszenie na zmianę rąk. Takie proste ćwiczenia, które pobudzają mięśnie głębokie nie rzadko okazują się trudne do wykonania. Zwłaszcza kiedy należy to połączyć z oddechem. Bardzo złym pomysłem jest wykonywanie zwykłych brzuszków, które nie tylko obciążają osłabione już MDM, ale też mogą powodować większe RMPB. Kiedy ten problem nas dotyczy to lepiej nie robić nic na własną rękę, ponieważ często okazuje się, że nasz brzuch nie pracuje tak jak powinien i możemy pogorszyć sprawę.

Pytacie kiedy udać się na wizytę poporodową?
Możecie umówić się na konsultację między 4 a 8 tygodniem po porodzie, ale jeśli nie macie takiej możliwości, możecie sami wykonać wstępny test na rozejście mięśnia prostego brzucha ( https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/BtixDzAABl_/?igshid=1rdg53bnhfs91). Po ciąży postawa ciała nagle się nie zmienia, więc nad nią też należy popracować. Niektóre mięśnie są przykurczone – inne osłabione, więc powrót do formy początkowo powinien mieć na celu powrót do równowagi. Natomiast jeśli chcemy mieć piękną sylwetkę, to największą robotę możemy wykonać w kuchni. Kiedy karmimy to oczywiście deficyt kaloryczny nie wchodzi w grę ale postarajmy się jeść zdrowo i systematycznie, bo to przy dziecku okazuje się największym problemem. Szybka kawka z czekoladą, żeby jeszcze chwilę przeżyć! 😉 A na koniec moje ulubione zdanie: Nasze ciało zmieniało się 9 miesięcy, więc dajcie mu tyle samo czasu na powrót do formy. 😉

Mam nadzieję, że odpowiedzi Martyny zaspokoiły Waszą ciekawość i potrzeby, a jeśli nadal nie jesteście czegoś pewne – śmiało piszcie bezpośrednio do Martyny. Na zdrowie!

Wasza M. 🙂

To było nieplanowane.

By admin on 7 marca, 2020 in Macierzyństwo

Zachodzisz w ciążę, jesteś na to gotowa mniej lub bardziej. Starasz się zaplanować najbliższe miesiące, a nawet lata. Każda z przyszłych i aktualnych mam zna ten temat. Masz przeróżne obawy, boisz się porodu, ale jesteś szczęśliwa. Jedyne na co nie jesteś gotowa i na pewno tego nie planowałaś to… cały szereg, lawina, fala, morze, baaa, ocean PYTAŃ. Babcia, ciocia, przyjaciółka, sąsiadka, nawet nieznajoma na drodze zachowują się jakby zmówiły się przeciwko Tobie. Celowo pominęłam mamę, bo moja po wychowaniu trójki dzieci ma totalny chill i jedyne co zrobiła, to popłakała się ze szczęścia, że w końcu zostanie babcią. Swoją drogą, do teraz zastanawia mnie jak można się cieszyć z okazji nowego przydomka jakim jest ‚babcia’. Żeby nie było, nie mam nic do babć! Moje kocham nad życie i dziękuję im za każdy wepchany we mnie obiad zakończony słowami: chcesz jeszcze? Bo coś mizernie wyglądasz.

Wracając do pytań, bombardowanie rozpoczyna się standardowym: ‚MASZ MDŁOŚCI? Bo ja…‚ i tu dowiadujesz się od każdej z nich, czy i ile wymiotowała oraz na widok czego i na jakim etapie przestała. Zupełnie jakbyś o to pytała. Ale że nie chcesz być niegrzeczna, oczywiście opowiadasz całą swoją historię związaną z mdłościami zarówno porannymi, jak i tymi po niektórych posiłkach. Teraz, gdy już wiedzą wszystko o Twoich wymiocinach, przychodzi czas na…

…’KTÓRY TO TYDZIEŃ? Bo kompletnie nic po Tobie nie widać!’. To idealny temat do rozmów dla typowych kobiet. Moment przechwalania się, która i jak dobrze (szczupło) wyglądała w danym tygodniu ciąży. My, kobiety, uwielbiamy zresztą porównywać się do innych. Nie ma co ukrywać – najbardziej w tych porównaniach zależy nam na tym, by wypaść najlepiej. Kiedy już przyznałyśmy tytuł Miss Ciążowej, warto się zastanowić…

…’CZY WY W OGÓLE JESTEŚCIE NA DZIECKO GOTOWI? Skończy się samowolka, latanie po świecie…’ . Nie, nie jesteśmy gotowi, i Ty babciu/ciociu też nie byłaś za pierwszym razem. To tak, jakby powiedzieć, że jest się gotowym na skok ze spadochronu czy na bungee. Pierwszy raz jest zawsze zaskakujący i zazwyczaj kończy się ciężkim szokiem. Taki mały strzał w twarz. Nie znam tego człowieczka, którego noszę w sobie, nie wiem czy będzie się śmiał, płakał, miał kolki, czkawki, biegunki. Nie, nie jestem na to gotowa. Zwłaszcza na te biegunki. Ale pokocham go, pokażę mu cały świat i wychowam na dobrego człowieka. Niech sprawdzi razem ze mną co oznacza samowolka, bycie wolnym człowiekiem, pokażę mu Europę, Amerykę i Afrykę też.

Wydawałoby się, że wszystko już ustalone. Babcia, sąsiadka i koleżanka wydały pozwolenie. Mogę spokojnie rodzić. I tu pojawia się pytanie: ‚CHŁOPIEC CZY DZIEWCZYNKA? Wiadomo już? Bo przecież trzeba wiedzieć na jaki kolor pokój pomalować’. Tak, wiadomo. Miesiąc temu miała być dziewczynka, tydzień temu na jej miejscu pojawił się chłopiec. Wstrzymam się, na wypadek, gdyby dziewczynka postanowiła wrócić. Całe szczęście, że nie kupiłam jeszcze ani jednego ubranka i nie wzięłam się za strojenie pokoju, bo dziś byłabym w niezłej dupie. O tyle, o ile z różowego na niebieski łatwo jest pomalować, to w drugą stronę już niekoniecznie. Chcę więc neutralną kolorystykę ścian i ubrań dla mojego dzidziusia…

…’I NIE CHCIAŁABYŚ DZIEWCZYNKI UBIERAĆ NA RÓŻOWO? To takie SŁODKIE!’ Nie, to nie jest słodkie. Przynajmniej mnie to nie rajcuje. Na samą myśl mam mdłości (ciążowe, rzecz jasna!). Od kiedy kolor ubrań może być powodem do takich sporów? Pomału zaczynam się czuć, jakbym rozmawiała o polityce lub religii. Ja nie chcę różu. Oni chcą. Ja nie chcę kokardek. Oni chcą. Chcę neutralności. Ma być RÓŻ! Uciekam. Wracam za kilka dni tylko po to, by ustalić, czy…

…’WYBRALIŚCIE JUŻ IMIĘ?’. Tak, zarówno dla chłopczyka, jak i dla dziewczynki. Normalne, zwyczajne. W tym miejscu każdy chce być miły i przytakuje na wybór imienia. Nieważne, czy jest to Zosia, Veronika przez V, Brajan czy Antek. Bo tak naprawdę jak wyobrazić sobie imię bez osoby?? Do imienia człowiek się przyzwyczaja, poznaje daną osobę, wtedy to imię ma jakiś większy sens.

Płeć i imię znane. To ‚NA KIEDY W TAKIM RAZIE MASZ TERMIN?’. Tu powstaje idealny moment na podzielenie się swoimi datami i doświadczeniami. Opowiastki o tym, która urodziła przed terminem, która po, czy poród był siłami natury, czy potrzebna była cesarka. Ile godzin trwały te męki, omdlenia, bóle. Już samo słuchanie tego przyprawia o dreszcze.  Nie pomagają nawet zapewnienia, że cały ból przechodzi, gdy dostajesz w ramiona tą małą istotkę. Dziękuję wam, dziękuję bardzo. Udało wam się podbudować mnie i moje obawy o poród! Wychodzę. Sama sobie poradzę, bo jak nie ja, to KTO? W oddali słyszę jeszcze pytanie, CZY ABY NA PEWNO JA MOGĘ W CIĄŻY JEŚĆ TO, CO TRZYMAM W RĘCE… i najnormalniej w świecie – opadają mi ręce.

Wasza M. 🙂

(fot. Tomasz Kiełczewski)