Lody domowe

By Magdalena Pyznar on 22 czerwca, 2020 in Rozszerzanie diety

Dokładnie umyj i zblenduj dowolne owoce. U mnie po raz pierwszy pojawiło się połączenie banana i truskawki. Owocową masę (tak, bez żadnych dodatków!) wlej do foremek na lody i włóż do lodówki na kilka godzin. Takie foremki wielokrotnego użytku możesz kupić np. w Pepco za grosze. Jeśli nie masz pomysłu na ciekawe połączenia to podpowiem kilka: banan – maliny, banan – borówki, banan – mango. Co najlepsze, jeśli Twoje dziecko jest w okresie ząbkowania to podziękuje Ci podwójnie za taką pyszną przekąskę. Nie dość, że zje zdrowy deser, to uśmierzysz mu ból, który doskwiera w czasie ząbkowania. Jeśli Twoje dziecko je już samo, koniecznie przygotuj też dobry odplamiacz… 😉

Frytki z batatów

By Magdalena Pyznar on 18 czerwca, 2020 in Rozszerzanie diety

Obierz batata i pokrój w frytki. Tak naprawdę możesz urozmaicić to danie o marchewkę lub seler, czy nawet pietruszkę. Bataty mają jednak słodkawy posmak i jestem pewna, że zasmakują Twojemu dziecku. Tak przygotowane frytki wykładasz na papier do pieczenia i wsadzasz do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika na około 20-25 minut. Frytki z batatów są bardzo miękkie, dzięki temu możesz czuć się bardziej pewnie, gdy podasz je do rączki dziecku, by samodzielnie zjadło.

Omlet bananowy

By Magdalena Pyznar on 16 czerwca, 2020 in Rozszerzanie diety

Zblenduj jajko z połową bananą oraz łyżką/dwoma łyżkami kaszki. Ja używam kaszki z firmy Hipp, której nie trzeba gotować, natomiast pamiętaj, że kaszki niektórych firm trzeba przed podaniem ugotować. Początkowo smażyłam omleta na patelni beztłuszczowej, teraz co jakiś czas delikatnie musnę patelnię masłem klarowanym. Omleta możesz podawać z pokrojonym bananem lub dowolnym innym owocem. W menu Zuzi bardzo często pojawiają się również malinki.

Kilka słów ode mnie…

By Magdalena Pyznar on 16 czerwca, 2020 in Rozszerzanie diety

Chciałabym podzielić się z Tobą moimi pierwszymi krokami w rozszerzaniu diety Zuzi. Wiedz, że nie jest to kolejny poradnik, bo takich w internecie jest pełno, a ja… Jestem mamą po raz pierwszy, ale zawód dietetyka nauczył mnie obserwacji. Nie wierzę ślepo w to, co czytam w Internecie. Teraz, gdy potrafię zaobserwować, które produkty mi służą, a które szkodzą, podjęłam wyzwanie obserwacji Zuzy. Przeczytałam mnóstwo artykułów dotyczących wprowadzania posiłków w diecie dziecka. Z niektórymi się zgadzam, z innymi nie. Ty też pamiętaj, że masz prawo wyboru. Dlatego, że każde dziecko jest inne. To, na co mogłam pozwolić sobie przy Zuzi, niekoniecznie musi służyć Twojemu dziecku. Dlatego też nie będę nakreślać dokładnie, w którym miesiącu powinnaś podawać dany posiłek. Sama zadecyduj, ja mogę tylko podpowiedzieć.

Naszą przygodę rozpoczęłam spontanicznie, od jabłkowego przecieru. Na dwa tygodnie przed ukończonym 6 miesiącem, wróciłam do domu ze słoiczkiem owocowym. Moje dziecko dosłownie pochłonęło przecier. Później spróbowałam podawania Zuzi produktów w całości, jednak nie była to do końca udana próba. Głównie dlatego, że Zuzia okropnie się dławiła przez pierwsze dwa miesiące jedzenia zmiksowanymi posiłkami, więc pewnie wyobrażacie sobie, co działo się przy produktach podawanych w całości. Mi, jako osobie, która ma totalną fobię na punkcie dławienia, wcale nie było to na rękę. Jako dziecko raz dławiłam się i strach pozostał ze mną do dziś. Jedni boją się wysokości, pająków, węży, ciemności, windy… a inni dławienia. Zuza stopniowo miała więc podawane coraz to mniej pogniecione kawałki. Każdorazowo była też sadzana przy stole w momencie kiedy my jedliśmy posiłek. Właściwie to dziewczyna na widok jedzenia sama prawie że sadzała się do stołu. Od samego początku jadła wszystko, od warzyw, po owoce, mięsko, rybki. Od samego początku pozwalałam jej dotknąć papki z marchewki, kalafiora, kaszki z owocami. Z racji tego, że razem z moim partnerem pilnujemy, by jeść zdrowo, Zuzia praktycznie od początku jadła dokładnie to, co my.

Jak podać, gdy już nie chcesz blendować, a nie chciałabyś jeszcze dawać w całości. Gnieć widelcem, dawaj w małych ilościach, obserwuj. Jeśli dziecko będzie sobie radziło, na pewno to zauważysz. Jeśli nie będzie, też nie umknie to Twojej uwadze. Nie czuj się winna, że dziecko sąsiadki je już marchewkę w całości, a Twoje dziecko nadal się ociąga. Odnoszę dziwne wrażenie ścigania się w tych nowych trendach i wymysłach. Podawaj swojemu dziecku zdrowe posiłki, ale jeśli potrzebuje więcej czasu, niż rówieśnicy, na spożywanie, to mu ten czas daj. Najczęściej pytałyście o to, jak podaję Zuzi rybę. No cóż. Nie ukrywam, że było to dla mnie cholerne (tak, to dobre słowo), cholerne wyzwanie. Zresztą chyba każdy rodzic, na słowo ryba, ma przed oczami ości. Przede wszystkim kupuję polędwicę z dorsza, mam w 95% pewność, że nie znajdę w niej ości. Kolejne 5% daje mi dokładne przegryzienie porcji Zuzi, zanim jej podam. Dziecko jest z Twojej krwi, nosiłaś je w sobie 9 miesięcy, Ty je urodziłaś, Ty je karmiłaś piersią (lub nie, Twój wybór), więc nie ma w tym nic złego, jeśli przegryziesz mu niektóre produkty przed podaniem. Tymczasem… zapraszam Cię do obejrzenia i korzystania z moich propozycji rozszerzania diety.

Krem ze szparagów

By Magdalena Pyznar on 12 czerwca, 2020 in Przepisy

Przygotuj warzywny bulion. Dokładnie wypłucz szparagi, utnij twarde końcówki, a pozostałą część pokrój na mniejsze kawałki. Na maśle klarowanym podsmaż pokrojoną cebulkę i czosnek, dodaj pokrojone w drobną kostkę ziemniaki (ja dodałam dwa). Duś całość chwilę, następnie dodaj szparagi i zalej bulionem. Przypraw wedle uznania. U mnie pojawił się pieprz i bazylia. Po około 5-7 minutach gotowania zblenduj całość na krem. Posyp parmezanem. Smacznego! 🙂

Fotelik to fotelik

By Magdalena Pyznar on 7 czerwca, 2020 in Macierzyństwo

„Fotelik to fotelik”. Pewnie wiele razy słyszeliście takie stwierdzenie. „Moja Zosia dobrze wygląda w tym foteliku, dla Twojej Kasi taki sam będzie idealny!”. Znajome słowa? A może… „Ten fotelik jest idealny do spania, jest taki fajny – rozkładany”. Tak naprawdę ja, bardzo długo, również byłam podobnego zdania. Fotelik był dla mnie fotelikiem. Albo może po prostu nie miałam wokół siebie na tyle świadomych, doświadczonych lub wykwalifikowanych osób. Sprzedawcy w sklepie, żeby zarobić, wciskali mi na siłę foteliki przeróżnych firm. Z atestem, bez atestu. Nieważne. Przecież liczy się tylko sprzedaż. Halo? A bezpieczeństwo? 

Dobrze wiecie, że w wielu kwestiach mam swoje zdanie i bronię go jak lwica. Wpływ na to ma doświadczenie (nie tylko moje, ale i najbliższych) lub po prostu charakter. Jeśli jednak widzę, że ktoś w interesujący sposób próbuje przekazać mi swoją wiedzę, swoje wartości, nie wzbraniam się od tego. Tak właśnie było z fotelikiem. Przy wyborze wózka dostałam od Was mnóstwo wiadomości, żebym wybrała się na szkolenie z dopasowywania fotelika samochodowego. Pisało o tym na tyle dużo osób, że zwróciło to moją uwagę. Niektórzy pisali nawet po kilka razy. Jedna dziewczyna (wiesz, że piszę o Tobie ;)) do dziś ‚prześladuje’ mnie, gdy widzi pałąk fotelika w dole. Ale to jest fajne, nawet zdążyłam ją polubić!

W mojej skrzynce wiadomości pojawiła się również wiadomość od Krzysztofa Podolskiego z fotelik.info . Wielokrotnie oferował pomoc w zakresie dopasowania fotelika. A ja bardzo długo zwlekałam z umówieniem terminu. Finalnie, będąc na końcówce ciąży, doczłapałam do Krzyśka, który w zaledwie pół godziny zdążył przekonać mnie do odpowiedniego fotelika. Właściwie to najbardziej przekonały mnie nagrania, które w realny sposób uświadomiły, jak ważne jest bezpieczeństwo dziecka. Sami pomyślcie. Chyba nic nie działa na nas tak, jak nasza wyobraźnia. Widzisz przykładowy film, wrzucasz tam w myślach swoje dziecko i… decyzja podjęta. 

Jaki fotelik, w takim razie, będzie najbezpieczniejszy? Taki, który pasuje do Twojego dziecka i do Twojego samochodu. Nie kupuj kota w worku, nie kupuj w Internecie, pamiętaj, że wybór fotelika 3 w 1 nie zawsze będzie dobrym wyborem. Każde dziecko rozwija się, rośnie w innym tempie. To, że Zosi, Gabrysi, czy Antkowi zmieniono pierwszy fotelik, gdy skończyli rok, nie oznacza, że Twoje dziecko nie może potrzebować zmiany już w 8 miesiącu. Wiem to ze swojego przykładu. Całkiem niedawno byłyśmy z Zuzą na kontroli. Krzysiek stwierdził, że Zuzka jest już na tyle duża i ciekawa świata, że czas na zmianę fotelika. Lada dzień czekają nas więc zmiany i nie wyobrażam sobie, żeby nasz fotelik miał wybierać ktoś inny niż Krzysiek. 

Atest to tylko papierek? Słyszałam i takie stwierdzenie… Przekonałam się o tym, gdy pierwszy raz miałam możliwość wsadzenia mojego dziecka do fotelika. Wsadzenie to w tym wypadku mocne słowo. Do jednego fotelika (jak wiecie miałam ich kilka i tylko jeden wybór był udany), moje dziecko WPADŁO. Małe ciałko, które tak naprawdę jest totalnie bezwładne, nie trzymało nic. NIC. Główka swobodnie latała, pod szelki musiałabym włożyć jej zimowy kombinezon, żeby wypełnić luki. Warto przypomnieć, że Zuza wcale nie należy do małych dzieci. Mało tego, w trzecim miesiącu jej życia, gdy wsadziłam ją do niego z czystej ciekawości, nadal (!!) nie wyglądała na dobrze ulokowaną. Ta sytuacja bardzo uświadomiła mi, jak ważne jest dopasowanie fotelika. 

Czy dziecko może jechać z przodu? Moje dziecko do 7 miesiąca życia jeździło tylko z tyłu. I tylko tyłem do kierunku jazdy, ale to, mam nadzieję, jest oczywiste. Jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć dlaczego, to podpowiem krótkie doświadczenie. Ustawcie fotelik przodem, wsadźcie do niego lalkę, bo dziecka po prostu szkoda. Zahamujcie. Głowa lalki leci do przodu przez spowodowane hamowaniem szarpnięcie. A teraz odwróćcie fotelik tyłem do kierunku jazdy i ponownie zahamujcie. Dziecko wbija się w fotelik. Jest bezpieczne. I to również przeżyłam na własnej skórze. Podczas jednej z tras Warszawa-Katowice, ciężarówka wjechała nam na lewy pas. Mój partner był zmuszony mocno hamować. Pomijam moje przerażenie, zawał serca i chęć wybicia zębów tamtemu kierowcy. Zuzy nawet to nie ruszyło. Wiem natomiast, że gdyby była odwrócona przodem do kierunku jazdy, prawdopodobnie musielibyśmy jechać prosto na prześwietlenie kręgosłupa. No dobra, ale co z tym przednim siedzeniem. Podobno zamontowane specjalne lusterko na tylnej kanapie miało wystarczyć do tego, by dziecko mogło jeździć tylko z tyłu. Z doświadczenia wiem jednak, że wystarcza ono do tego momentu, do którego dziecko po prostu zaczyna być ciekawe świata. Wchodząc w 8 miesiąc życia, Zuza wylądowała w foteliku z przodu. Uniknęłam dzięki temu ataków histerii, płaczu, duszenia się i tym podobnych. Uwierzcie mi, nic fajnego, gdy musisz zatrzymywać się na środku autostrady, bo Twoje dziecko dusi się od płaczu. Pamiętałam oczywiście o zachowaniu środków bezpieczeństwa, czyli 1) fotelik nadal TYŁEM 2) wyłączona poduszka powietrzna od strony pasażera 3) odpowiednio zapięte pasy. 

Pytań jest wiele, odpowiedzi jeszcze więcej. To chyba normalne, że gdy w naszym życiu pojawia się dziecko, chcemy zadbać o jego bezpieczeństwo jak najlepiej potrafimy. Po więcej skieruję Was już do samego Krzyśka. Jestem pewna, że on jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie Wasze pytania. Kliknij TU, by skontaktować się poprzez Instagrama lub KLIKNIJ TU, by przejść na stronę internetową. Jeśli jesteście przed wyborem fotelika, to powołując się na mnie, na pewno otrzymacie rabat. 🙂

Wiecie, że miałam ten post napisać zaraz po urodzeniu Zuzki? Cieszę się, że zajęło mi to tyle czasu. Dzięki temu mogłam przedstawić Wam nie tylko suche fakty, ale przede wszystkim samo życie… mam cichą nadzieję, że uświadomię tym postem przynajmniej 5 osób, a te 5 uświadomi kolejne 5. Jeśli uda się więcej – super! Uff, może się nawet okazać, że pójdę do nieba za te wszystkie dobre uczynki! 😉 

Wasza M. 🙂

Szanowany wśród biznesmenów

By Magdalena Pyznar on 9 kwietnia, 2020 in Lekkie pióro

Pod domem rodziców Renaty roiło się od policji. Już z daleka było widać migocące koguty, zamontowane na samochodach. Dzięki temu Renata była pewna, jak nigdy dotąd, że taksówkarz nie pomylił drogi. Gdy tylko zatrzymał się, rzuciła mu kilka banknotów i szybko wybiegła do matki. Kilku policjantów, nie wiedząc kim jest, rzuciło się w jej stronę, jednak mama Renaty uspokoiła ich gestem ręki. Banda idiotów. – pomyślała Renata, zerkając na panów w mundurach.- Gdzie byliście, gdy mordowali mi ojca? – Miała żal. Okropny żal do całego świata. Zrobiłaby wszystko, gdyby ktoś w zamian obiecał jej jeszcze jedno, ostatnie spotkanie z ukochanym ojcem. Niestety na to liczyć nie mogła. Za to siedząc w taksówce, w drodze do Poznania, obiecała sobie, że znajdzie zabójcę.

-Mamo!- Krzyknęła Renata, rzucając się w ramiona Małgorzaty. – Jak się czujesz?

Szybko jednak pożałowała tych słów. Jak ma się czuć ktoś, komu kilka godzin temu odebrano w tak okrutny sposób miłość życia. Przytuliła matkę jeszcze mocniej.

-Renatko, ja nie mam pojęcia jak to się stało. – odpowiedziała roztrzęsiona. – Wyszłam z domu, jak zawsze o tej porze, na spacer. Gdy wróciłam zastałam twojego ojca całego we… – Zamilkła.

Renata wiedziała, że od matki nie dowie się niczego więcej. Nie zamierzała nawet zadawać jej pytań. Szukała wzrokiem Anety, która w trasie zdążyła się trochę uspokoić. 

-Aneta, weź ją proszę do swojego domu, zrób ciepłą kąpiel i połóż spać. Błagam, nie spuszczajcie z Arturem z niej wzroku. – poprosiła przyjaciółkę. 

-Oczywiście. Artur już po mnie jedzie. Kiedy zamierzasz powiedzieć Krystianowi?- zapytała Aneta.

-Jak tylko dowiem się, co tu do cholery się wydarzyło.

Aneta wzięła pod rękę Małgorzatę i spokojnie prowadziła do nadjeżdżającego samochodu, w którym siedział Artur. 

Renata rozejrzała się, szukając kogoś kompetentnego do udzielenia jej informacji. Zupełnie jakby na jej komendę podszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna z brodą. 

-Michał. – Przedstawił się, wyciągając rękę. – Będę prowadził sprawę zabójstwa pani ojca. 

-Renata. Macie coś?

-Na początek chciałbym zadać tobie kilka pytań. Na ten moment wiemy, że włamanie z zabójstwem mogło zająć zaledwie kilka, do kilkunastu minut. Podejrzewamy, że był to ktoś z bliskiego otoczenia lub ktoś, kto od jakiegoś czasu obserwował dom twoich rodziców. Od twojej mamy dowiedziałem się tylko tyle, że ten spacer to jej codzienny rytuał. Wnioski nasuwają się więc same. Nie było to przypadkowe morderstwo. Twój ojciec miał kilka ran kłutych. Niestety od pani Małgorzaty ciężko było dziś wyciągnąć coś więcej. Nie ukrywam więc, że liczę trochę na twoją pomoc.

-Jasne. Może wejdziemy do środka? – zapytała, wskazując ręką na dom rodziców. – Jestem wykończona, chętnie wypiłabym kubek mocnej kawy.

Michał nawet nie zdążył odpowiedzieć. Renata pociągnęła go za sobą, prosto do kuchni. Była godzina druga w nocy. Ledwo widział na oczy, a tu wcale nie zapowiadało się na wyjście z pracy o normalnej godzinie. Nienawidził akcji trup. To zawsze było jednoznaczne z przedłużeniem się służby, stertą papierkowej roboty i niekończącym się śledztwem. Jedyne o czym teraz marzył to ciepła kąpiel i ramiona swojej żony. Mało romantycznie, biorąc pod uwagę aktualną sytuację. Jednak nic nie uspokajało go tak, jak żona. Zamyślił się do tego stopnia, że kompletnie zapomniał o Renacie, która stała oparta o blat kuchenny i dziwnie mu się przyglądała.

-Wszystko ok? – zapytała, chociaż to nie ona powinna teraz o to pytać.

-Tak, przepraszam. Jestem bardzo zmęczony, mieliśmy ciężki dzień w pracy, a teraz to. – odpowiedział zmieszany, po czym zaczął zadawać pytania. – Czym dokładnie zajmował się twój ojciec? Udało nam się ustalić, że jest właścicielem ogromnej firmy. Jednej z największych w Poznaniu. Czy w ostatnim czasie skarżył się na jakieś nieudane transakcje? Może miał jakichś wrogów?

Teraz to Renata starała się zebrać myśli. Wiedziała, że pierwsze godziny po zabójstwie są najważniejsze. Być może oprawca ojca jest jeszcze gdzieś w pobliżu.

-Tata ma… – Przerwała. – Tata miał fabrykę mebli. Raczej był szanowany wśród innych biznesmenów. Przynajmniej tak to zawsze wyglądało. Na ilość zleceń nie mógł narzekać, więc jest możliwe, że nie wszyscy z konkurencji życzyli mu dobrze. Ale żeby posuwać się do takich okropnych czynów?

-Musimy brać pod uwagę wszystkie możliwości. Czy na pewno nie przypominasz sobie w ostatnim czasie niczego podejrzanego?

-No cóż. Ojciec, od kiedy pamiętam, miał kilku znajomych, którym pomagał gdy odsiadywali wyroki, a po wyjściu dawał im normalną pracę. Traktowaliśmy ich bardziej jak rodzinę, znali się od wielu lat. Bardzo często zabierał ich jako ochronę na większe biznesowe spotkania. Może to znaczy, że jednak nie czuł się bezpiecznie?-Miała wyrzuty sumienia. Może coś przeoczyly z mamą. Może gdyby przyjeżdżała tu częściej w ostatnim czasie, byłaby w stanie pomóc ojcu.

-Być może. Pytanie, czy na pewno był bezpieczny z taką ochroną. Podeślij mi sms-em namiary na nich, muszę sprawdzić za co odsiadywali wyroki. – Mówiąc to wstał, podał jej wizytówkę, po czym pożegnał się i wyszedł. Przed nim cała noc przeglądania dowodów w sprawie. Na samą myśl robiło mu się niedobrze.

Silna kobieta

By Magdalena Pyznar on 22 marca, 2020 in Lekkie pióro

Aneta stała cała roztrzęsiona. Nie wiedziała ile czasu minęło od odłożenia słuchawki. Starała się poukładać wszystko w całość. Może to żart? Jeśli tak, to dość kiepski. Cholera jasna. – Pomyślała. – Jak miała powiedzieć swojej najlepszej przyjaciółce, że jej ojciec nie żyje. Przed chwilą obiecała pani Małgosi, że spakują się i przyjadą jak najszybciej, a teraz nawet nie wiedziała jak postawić jeden krok w przód. Czuła, że robi jej się ciemno przed oczami, a żołądek podchodzi do gardła. Z kuchni dochodził odgłos noża uderzanego o deskę do krojenia. Ten dźwięk jeszcze bardziej przyprawiał ją o dreszcze. Delikatnie wypita Renata śpiewała pod nosem jakąś piosenkę. 

-Kto dzwonił? Krystian? – krzyknęła Renata. – Mam nadzieję, że powiedziałaś mu, że dziś jestem tylko twoja.- dodała śmiejąc się.

Aneta weszła do kuchni. Była cała blada. Na jej widok Renacie nóż wypadł z ręki.

-Matko Boska, co ci się stało?- mówiąc to rzuciła się w stronę przyjaciółki, by ją przytrzymać.

-Dzwoniła twoja mama. – Aneta przełknęła ślinę. – Twój ojciec. On nie żyje…- dokończyła, wybuchając płaczem.

Dalej Renata pamięta wszystko jak przez mgłę. Działała jak dobrze zaprogramowany robot. Spakowała torby, zamówiła taksówkę, posprzątała domek letniskowy. W przeciwieństwie do Anety, nie płakała prawie w ogóle. Nie miała na to czasu, musiała znaleźć się jak najszybciej u matki, bo to ona potrzebowała jej teraz najbardziej. 

Godzinę później siedziały już w taksówce i były w drodze do Poznania. Renata zdecydowała, że Krystiana poinformuje o wszystkim, jak już sama będzie na miejscu i dowie się czegoś więcej. Od zawsze była silną kobietą. Swój mocny charakter odziedziczyła po ojcu. Pamięta, jak za czasów podstawówki ojciec wielokrotnie uczył ją, jak sobie radzić z nauczycielką z geografii, która na każdym kroku gnębiła ją i pokazywała swoją wyższość. W liceum pokazywał jej jak radzić sobie z nachalnymi mężczyznami. Przez cały okres studiów, przekazywał jej swoją wiedzę na temat biznesu. Chciał, by była niezależną, silną kobietą. I udało mu się. A teraz ktoś jej tego ojca odebrał. Oczy podeszły jej łzami. Odwróciła wzrok w stronę szyby, patrzyła w dal i odliczała minuty do spotkania z mamą. Czuła, że budzi się w niej straszne uczucie, którego narazie nie chciała do siebie dopuszczać. Jedyne, czego teraz chciała, to znaleźć odpowiedź na pytanie – dlaczego? 

Błysk w oku

By Magdalena Pyznar on 20 marca, 2020 in Lekkie pióro

Krystian wracał do domu tą trasą, co zwykle. Jak dobrze pójdzie, to zdąży na swój ulubiony serial. Miał kilka dni wolnego od swojej narzeczonej. Po pracy wyskoczył więc na piwo z Pawłem, swoim przyjacielem. Mieli do przegadania kilka ważnych spraw, którymi był już zmęczony. Jednak wyglądało na to, że od teraz w jego życiu zapanuje spokój. Dochodziła dwudziesta pierwsza. Idealnie – pomyślał – zaraz zacznie się serial. Uwielbiał swój dom, swoją firmę, pieniądze i uwielbiał samego siebie. Był wysoki, dobrze zbudowany, krótko ścięty i nieziemsko przystojny. Od kiedy pamiętał, miał powodzenie u kobiet. Nie przywiązywał się jednak do nich. Każdą traktował tak samo – jak zdobycz na jedną noc. Wszystko zmieniło się, gdy poznał Renatę. Śliczna blondynka w za dużych dresach, z błyskiem w oku. Pierwszy raz nie miał pomysłu na to, jak poderwać kobietę. Czuł, że każdy jego dotychczasowy sposób będzie tani i przereklamowany. Poznali się na targach w Poznaniu, ona przyjechała tam wystawiać swoje suknie, a on wpadł z przyjacielem, projektantem garniturów. Plan był taki, jak zwykle. Po targach zawijają hostessy i jadą do hotelu. Stało się jednak inaczej. W głowie siedziała mu tylko Renata. Ta jednak była tak zafascynowana swoimi sukniami, że kompletnie nie zwracała na niego uwagi. A do tego nie był przyzwyczajony. 

-Jaka cena tej sukienki? – nie mając pomysłu, zagadał totalnie bez sensu.

-1200zł, jakiego rozmiaru pan szuka? – odpowiedziała beznamiętnie Renata.

-Takiego, żeby pasował na Ciebie, Krystian jestem. – zaryzykował i przedstawił się.

Renata podniosła wzrok na Krystiana. Nie potrzebowała nawet sekundy, by określić co to za typ mężczyzny. Postanowiła więc sobie zażartować.

-Jeśli ubierzesz ją na siebie, dam Ci zniżkę.- mówiąc to, zaczęła się w głos śmiać.

-Jeśli ubiorę ją na siebie, pójdziesz ze mną na kolację.- odpowiedział pewnie Krystian.

Nie miała nic do stracenia. Zgodziła się, bo nie wierzyła, że jakikolwiek facet zdecydowałby się ubrać sukienkę, na hali pełnej ludzi. Ten jednak, niewiele się zastanawiając, chwycił za suknię, wszedł do przebieralni i za pięć minut wyszedł z niej, z uśmiechem od ucha do ucha. Dopiero teraz zauważyła jaki jest przystojny. I nie, nie chodziło tu o sukienkę, w której wyglądał komicznie. Nie chodziło też o rozerwany materiał, którego nie dało się wcisnąć na jego dobrze zbudowane ciało. Jego uśmiech zwalił ją z nóg. Tak naprawdę, była w stanie oddać mu się tu i teraz. Policzyła go za rozerwaną sukienkę, a później wymienili się numerami telefonów. Jeszcze tego samego wieczoru poszli razem na kolację. I tak już zostało. Miesiąc później wprowadziła się do jego domu. Dwa lata później oświadczył się jej. A teraz on wraca do domu i wie, że za dwa dni, jak tylko Renata wróci z wyjazdu, będą rozmawiać o dacie ślubu. Chciałby być z nią szczery, ale nie potrafi. Za bardzo ją kocha…

Koronawirus, zakupy i witamina C.

By Magdalena Pyznar on 12 marca, 2020 in Styl Życia

Koronawirus. Na widok tego słowa lub dźwięk wymawiania go, jedni z nas wpadają w panikę, inni się śmieją, a jeszcze inni wpuszczają jednym uchem, a wypuszczają drugim. Sama przechodziłam chyba już wszystkie te trzy etapy. Od totalnego luzu, poprzez podśmiechiwanie się z powstałych memów, aż po panikę. Zwłaszcza wczoraj… w sklepie, podczas zakupów. Dziś postanowiłam więc zadać kilka pytań osobie, której ufam w wielu kwestiach, zwłaszcza tych związanych ze zdrowiem. Poznajcie Asię, prywatnie moją znajomą, a tak całkiem oficjalnie Joannę Brejecka-Pamungkas, dyplomowaną naturopatę ze Stanów Zjednoczonych (ND – naturopatic doctor), dietetyka holistycznego, terapeutkę medycyny chińskiej, terapeutkę Tuiny pediatrycznej, ekspertkę w programach telewizyjnych, autorkę artykułów w tematyce zdrowia naturalnego, szkoleniowca, autorkę książki ‚Naturalnie zdrowe dziecko’.

Asiu, co myślisz o ogólnej panice wywołanej w ciągu ostatnich dni Koronawirusem, czy jest słuszna? Czy faktycznie musimy zapełniać szafki zapasami?

Oczywiście trudno mi powiedzieć jak sytuacja epidemiologiczna się rozwinie, natomiast ja osobiście nie czuję potrzeby robienia większych zakupów niż na kilka najbliższych dni. Niestety, z tego co słyszę, to najbardziej wykupowane produkty to makarony, mrożonki typu pizza, ciastka, słodycze, itp. I niestety są to produkty, które zdrowiu nie będą sprzyjały, wręcz przeciwnie – będą sprzyjały osłabieniu odporności i namnażaniu się mikrobów. Dlatego też dziś apelowałam na instagramie o rozważne zakupy, wybieranie zdrowych produktów, które również będzie można wykorzystać długoterminowo, np. kasza jaglana, gryczana, komosa ryżowa, owies, makarony bezglutenowe lub ze strączków, orzechy, ewentualnie mrożone warzywa i ryby. 

Jesteś świeżo po wydaniu książki ‚Naturalnie zdrowe dziecko’, która jest fenomenalna. Wiem, bo miałam tą przyjemność, otrzymać ją jako jedna z pierwszych osób. Jako, że sama jestem mamą, w całej tej sytuacji tak naprawdę najbardziej obawiam się o swoją Zuzię. Co mogłabyś doradzić matkom oraz kobietom w ciąży, by uchroniły swoje dzieci przed tym wirusem?

Dziękuję!  Bardzo się cieszę, że książka wspiera zdrowie Twojej rodziny i wielu rodzin, do których dotarła. Bardzo polecam wszystkim czytelnikom rozdział o odporności w książce „Naturalnie Zdrowe Dziecko”. To prawda, że priorytetem każdej mamy jest ochrona swojego dziecka. Sama, będąc teraz w ciąży, chcę jak najlepiej zadbać o odporność mojej córeczki i swoją, która przełoży się na zdrowie mojego synka, który rośnie w brzuchu. 

Oprócz standardowych zasad unikania skupisk ludzkich i dezynfekcji jest kilka substancji, które bezpiecznie można stosować u malutkich dzieci i kobiet w ciąży, tj. probiotyki, colostrum, laktoferyna, omega-3, witamina C, witamina D. Dodatkowo u kobiet w ciąży jod, cynk, propolis, pierzga, bardzo ważna pełnowartościowa dieta z dużą ilością warzyw i kiszonek. 

W takim razie zapytam jeszcze o dorosłych. Jako naturopata stosujesz naturalne sposoby na zwiększenie odporności, czy masz jakieś swoje triki, które idealnie sprawdziłyby się w aktualnej sytuacji w Polsce wśród osób dorosłych?

Tak, rozmawiam o tym na co dzień w gabinecie. Gdyż od sprawnie działającego układu odpornościowego zależy, czy dana osoba się zarazi lub jeśli już do tego dojdzie, jak szybko i bez powikłań przejdzie infekcje wirusową. 

Znakomitym wsparciem dla odporności będą: 

– kurkumina

– beta glukany 

– omega-3

– grzybki tybetańskie tj. cordyceps, shitake, mai rei

– probiotyki, prebiotyki, kiszonki, laktoferyna

– wit. C, D w zwiększonych dawkach

– Cynk, jod, magnez 

– pierzga, propolis, mleczko pszczele

– przyjmowanie octu jabłkowego z wodą  

– Z ziół: krwawnik, tymianek, lipa, majeranek, kwiat bzu, owoc bzu. 

Bardzo ważny będzie regularny i w odpowiednich godzinach sen, płukanie jamy ustnej olejem słonecznikowym lub kokosowym, syropy z cebuli, czosnku, buraków, bzu czarnego, zakwas buraczany. Ograniczenie w diecie cukru, nabiału, pszenicy i przetworzonych produktów. Zadbanie o to, by jeść jak najwięcej zup, warzyw, kiełków, kasz i kiszonek. 

Powstaje wiele wersji na temat ilości osób faktycznie zarażonych, a ilości które podaje nam telewizja. Co chwile napływają do nas informacje z całego świata. Co za tym idzie – STRESUJEMY SIĘ. Jest to naturalna kolej rzeczy, jesteśmy tylko ludźmi. Czy stres sprzyja wirusowi? Czy powinniśmy się go wystrzegać? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Oczywiście, stres i lęk to jedne z największych wrogów odporności. 

Mam pacjentów, którzy błyskawicznie rozchorowują się pod wpływem stresu, stwarza to otwartą drogę do rozwoju mikrobów. Dlatego tak ważny jest wewnętrzny spokój i równowaga. Przede wszystkim warto zadać sobie pytanie czy mam wpływ na to czym się stresuję? Polecam nie oglądać i nie czytać zbyt wielu negatywnych informacji, a sprawdzać miarodajnie źródła rządowe i epidemiologiczne. 

Aby zrelaksować głowę, co przełoży się na sprawnie działającą odporność, przede wszystkim ważny jest sen i umiarkowana aktywność fizyczna. Siedzenie godzinami przed telewizorem z chipsami i ciastkami, i zamartwianie się, może tylko zaszkodzić. 

Bardzo wspierające będą kąpiele z dodatkiem soli magnezowych, dodatkowa suplementacja magnezu, wit. z grupy B, czy lecytyny. Świetnym sposobem będą również napary z ziół regulujące pracę układu nerwowego, tj. dziurawiec, rumianek, lawenda, lipa, szyszki chmielu, czy korzeń kozłka lub bardziej skoncentrowane formy ziół, tj. ashwaganda czy rhodiola. Ćwiczenia oddechowe, medytacja czy modlitwa również będą niezwykle pomocne. 

Od kilku dni w internecie rozsyłana jest wiadomość, że Uniwersytet Xi’an Jaotong w Chinach poinformował o udanym leczeniu pacjentów z Koronawirusem witaminą C. Myślisz, że to prawdziwa informacja, czy zwykły fake? Jaki jest Twój stosunek do tego?

Bardzo trudno mi się do tego ustosunkować, nie znam źródła, które potwierdzałoby tą informację. Natomiast od mojego profesora medycyny chińskiej wiem, że jest dobra skuteczność leczenia wirusa i jego ewentualnych powikłań w Chinach, poprzez akupunkturę oraz zioła chińskie. W medycynie chińskiej trudno jednak o jeden protokół leczenia, taki tryb dobierany jest w zależności od osoby oraz występujących objawów, czy ewentualnych powikłań. Natomiast wit. C ma właściwości immunostymulujące i watro ją wdrożyć również w naszych warunkach. 

Moim głównym celem tego wywiadu jest zwiększenie Waszej świadomości w temacie ostatnich wydarzeń. Mam nadzieję, że swoje kroki skierujecie w większości do sklepów zielarskich, czy aptek. Bo jeśli macie gdzieś wydać swoje ciężko zarobione pieniądze, to na pewno lepiej zrobić to tam, niż w spożywczakach na mrożoną pizzę. Wybierajcie mądrze, bądźcie rozważni i opanowani. Tylko to nas uratuje. 

Wasza M. 🙂