Kontrowersyjnie, Moim zdaniem

Zdruzgotany hejter!

Luty 21, 2018

Dziś będzie o obrazku i o zdaniu. Nie, nie martwcie się, rysować nie będę. Zostawię to prawdziwym artystom. Będę tylko pisać zdania, bo to wychodzi mi całkiem nieźle. Napiszę więc o obrazku, który w dzisiejszych czasach jest numerem jeden i o wymianie zdań, której albo nie ma, albo spadła gdzieś daleko w otchłań i w dodatku jest na niskim poziomie… a przynajmniej w większości przypadków.

 

Do rzeczy. Otwierasz Instagram, przewijasz, klikasz dwa razy, przewijasz, łaaaał, klikasz dwa razy, przewijasz, nie, tu nie klikasz, ch*jowe zdjęcie, i tak dalej, i tak dalej. Zwróciłeś uwagę na coś? Czy zwróciłeś uwagę na to, że nie zwróciłeś uwagi na nic? Nie przeczytałeś ani jednego zdania umieszczonego pod zdjęciem. Nie zwróciłeś nawet uwagi na to, czy ktoś ma Ci coś do przekazania. Jesteś tak przesiąknięty telewizją, telefonami, komputerami i internetem, że już zapomniałeś jaką one właściwie pełnią funkcję. Na początku człowiek był tego tak ciekaw, że wyszukiwał ciekawostek ze świata, czytał lub słuchał ważnych wiadomości, douczał się. Dziś jesteśmy tak rozpieszczeni przez dobra, które nas otaczają, że poświęcając chwilę komuś lub czemuś w rzeczywistości nie poświęcamy jej w ogóle! Ok, nie wrzucam wszystkich do jednego wora. W żadnym wypadku. Wyróżniam nawet takie swoje cztery podgrupy.

 

Jeśli jesteś typowym hejterem czasami kogoś obrazisz w komentarzu, czasami napiszesz coś miłego. To zależy od dnia, Twojego humoru, oczywiście, i skaz na Twojej duszy. 😁 Czasami post jest o motoryzacji, Ty skomentujesz dziury w twarzy, innym razem autor prosi o radę dotyczącą zmiany koloru włosów, Ty piszesz, że ma brzydki sweter. Chcąc zrobić z kogoś debila – robisz go z siebie. Działasz jak maszyna. Tylko taka mało inteligentna. Tej grupy nie lubię najbardziej.

 

Jeśli jesteś gapą, ale taką miłą gapą to z miłą chęcią wyjaśniam, że bluzka jest od firmy X, pomimo tego, że pod zdjęciem widnieje napis: BLUZECZKA OD FIRMY X 😍. Gorzej, gdy w komentarzach muszę napisać to jeszcze z 10 razy…  Ale! Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło –  jest to jakiś rodzaj wymiany zdań. Dzięki Bogu! Coś się dzieje! Ta grupa na pewno przemawia do mnie bardziej niż poprzednia.

 

Minki, miłe słówka, buziaczki i całuski! Ciężko odróżnić kto jest naprawdę miły, a kto chce po prostu nabić sobie trochę followersów na swoim koncie, dodając komentarz u mnie. Dla mnie żaden problem! Życzę Wam tylu followersów ilu mam ja, a nawet i jeszcze więcej! Jeśli w ten sposób mogę pomóc komuś spełnić marzenia to WHY NOT? Ja również w takim razie przesyłam Wam moc buziaków!

 

I moi ulubieńcy! Grupa ludzi, którzy zdecydowanie coś ze szkoły wynieśli, a przynajmniej mam pewność, że język polski nie jest im obcy. No i chyba nie opuszczali lekcji, bo potrafią pisać, mówić, a nawet czytać. Spokojnie, nie mam nic do wagarowiczów, sama nie raz opuszczałam niektóre zajęcia. A wracając do tematu. Moje serce kąpie się w  miodzie, gdy Ja zadaję pytanie, a Oni mi na nie odpowiadają, wchodzą ze mną w konwersacje. Niejednokrotnie wyrażają swoje zdanie, z którym ja się nie zgadzam. Innym razem znowu oni nie zgadzają się ze mną. A jeszcze innym razem mamy to samo zdanie i musimy toczyć „wojnę” z podgrupą nr 1!

 

Jak zwał, tak zwał. Jesteśmy ludźmi, zostaliśmy obdarzeni CHARAKTEREM i ten charakter musimy pokazywać. Jedni mają lepszy, drugi bardziej podły. Jedni potrafią poprowadzić ciekawą walkę słowną, innym ich kompleksy nie pozwalają, by obyło się bez oszczerstw.

 

A teraz zrób sobie mały rachunek sumienia. Tylko bądź ze sobą szczery! Do jakiej grupy TY przynależysz? Jesteś kimś w rodzaju wiecznie zdruzgotanego hejtera, smutnego, rozczarowanego swoim życiem? Czy raczej często się uśmiechasz, jesteś ciekaw świata, lubisz przeglądać ciekawe blogi, portale społecznościowe i chętnie wchodzisz w ciekawe konwersacje z ich autorem?

 

Wasza M. 😉

Kontrowersyjnie, Moim zdaniem, Uroda

Moje kilogramy!

Styczeń 16, 2018

Jak wszyscy dobrze wiecie swojego czasu przybyło mi trochę (dużo) kilogramów. Co mi tam. Mogło trafić na każdego – trafiło na mnie. Wzięłam to na swoje barki. Szłam z tymi kilogramami na barkach dość długo, bo ze dwa lata! Przez ten czas uodporniłam się na opinię publiczną jeszcze bardziej. Bo co komu do tego, jak wielką mam dupę?!

 

Przeglądając fotki sprzed kilku lat stwierdziłam, że czas te kilogramy z siebie… zwalić. Albo zrzucić – jak kto woli. Na zdjęciach z 2012 roku widziałam młodą, uśmiechniętą, zgrabną, wysportowaną dziewczynę. A w lustrze? W lustrze nie. Zero wcięć, falujące ciało, no dobra – i fajne, spore cycki. Jedyny plus. Nawet nie chciałam zestawiać ze sobą zdjęcia sprzed kilku lat z aktualnym. Bez tego porównania wiedziałam, że to jest właśnie ten czas. Czas by schudnąć! Kiedyś modliłam się przy ważeniu by przytyć, a do niedawna przed wejściem na wagę musiałam się kilka razy przeżegnać.

 

 

Od czegoś trzeba zacząć! Podejmowałam kilka prób, które zazwyczaj kończyły się falstartem. Dobre i to. W końcu jednak stało się! O dziwo przekonał mnie… basen. Zawsze zapierałam się rękami i nogami przed pływaniem. Potrafiłam, ale nie lubiłam. Właściwie to obstawiałam, że pewnie się utopię. Teraz przeklinam wszystkie te lata, w których tak negowałam ten sport. Pływanie na plecach zaskoczyło nie tylko pozytywnie moje kilogramy. Zaskoczony był również mój krzywy kręgosłup. Jakby mógł to pewnie by mi podziękował za tę rehabilitację. Łączę więc przyjemne z pożytecznym i pożyteczne z przyjemnym. I co najważniejsze – zdecydowanie lepiej czuję się przez resztę dnia, gdy zaczynam go od pływania. Chooociaż. Wróć. Pierwsze trzy dni zaraz po powrocie z basenu zasypiałam wszędzie, gdzie usiadłam. Ale teraz nie wyobrażam sobie poranka bez tego treningu.

 

Jak wspomagam dietę? Przede wszystkim staram się sobie nie odmawiać zbyt wielu rzeczy. Lubię jeść i nie będę sobie tego odmawiać tylko po to, by zrobić komuś przyjemność. Znawcą diet też nie jestem i rozpisywać Wam ich tu również nie będę. Totalnie się na tym nie znam. Mam jednak 3 produkty, które według mnie są warte uwagi. Takie moje TOP3.

 

Na początku odstawiłam pieczywo do zera. Teraz jem je tylko raz w ciągu dnia. Raz, a porządnie. Trafiłam na chleb białkowy, firmy FoodSpring, który jest bogaty w wysokiej jakości białko. Taaak wiem. Zwykła regułka. Ale działa! Dodatkowo piekę go sama. Może to drobnostka, ale dla kobiety nie ma chyba nic lepszego od momentu, gdy przyrządzi coś w kuchni i smakuje to wszystkim dookoła.

 

 

Podróże małe i duże? Tu FoodSpring zdecydowanie sobie u mnie przyplusowali! Gotowe owsianki na wynos. Czy życie może być lepsze, gdy jesteś ciągle w trasie, a jedyne co jest na dworcu do zaoferowania to kebab lub któraś ze znanych sieciówek? Okazuje się, że może być lepsze, gdy masz przy sobie Protein Porridge. Smaków do wyboru jest kilka, ale moim zdaniem czekolada bije wszystkie na głowę!

 

I tak. Jem hamburgery. Po prostu je uwielbiam! Okazuje się nawet, że w przypływie głodu nieważne czy to hamburger z budki, który ocieka tłuszczem czy z mojej kuchni ze starannie dobranych składników. A chyba nie muszę pisać, który jest zdrowszy… Mięsko smażę na oleju kokosowym (możecie go dostać klikając TU), który jest tłoczony na zimno i bogaty w MCT. Upewnijcie się jednak, czy lubicie smak kokosu, ponieważ w potrawach smażonych na nim czuć delikatny aromat kokosu. Ja osobiście jestem na TAK!

 

Kto by pomyślał, że tyle szumu mogą zdziałać zdjęcia z przeszłości! A Wy? Wracacie do takich zdjęć? Macie swoje sposoby na niechciane kilogramy? Dajcie znać jakie!

 

Wasza M. 😉

Kontrowersyjnie, Moim zdaniem

Straciłam prawko!

Grudzień 30, 2017

Rok 2017 rozpoczął się jak zwykle z wielkim pierdolnięciem. Łeba zadbała o to, bym na długo nie zapomniała tamtego Sylwestra… i nie zapomniałam. Dokładnie rok temu poznałam mojego ukochanego. Dokładnie rok temu mi się spodobał. I dokładnie rok temu obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by mu zaimponować. Pewnie wiecie o czym mówię. Poznajecie kogoś przystojnego, kto ma ambicje, plany, charakter… i zaczynacie zastanawiać się nad sensem własnego życia. Do dziś pamiętam, jak opowiadałam o nim mojej Pauli, cała w skowronkach. Calutka. Wtedy jednak los nam nie sprzyjał. Z jego strony nadmiar pracy, z mojej nadmiar imprez. Pozostała nam jedynie wymiana wiadomości, no i ta umówiona wakacyjna przygoda w Łebie.

 

Nie zawiódł. Przyjechał. Był to dopiero pierwszy raz kiedy nie zawiódł. Jeszcze nie wiedziałam, że od tamtej pory będzie już tylko tak. Że spotkałam człowieka, który nigdy nie zawodzi. Pierwszy raz to facet, a nie butelka wódki wywrócił mój świat do góry nogami. Fala poważnych decyzji, fala spontanicznych decyzji. Nawet nie wiecie jak ciężko zmienić swoje przyzwyczajenia z prawdziwej, wyszczekanej imprezowiczki na normalną dziewczynę… Zamiast piwa do obiadu zamawiał mi zieloną herbatę. A zamiast hamburgera – zdrowego steka z warzywami. A ja wiedziałam, że warto pić tę cholerną herbatę i jeść te pieprzone warzywa. Mówiłam do siebie : „Dziewczyno, prawdziwego faceta spotyka się raz w życiu! Piwo nie ucieknie – facet tak.”

 

I nie uciekł. W sumie mu się nie dziwię. Jak nie piję, to całkiem fajna ze mnie dziewczyna. Nawet taka poukładana jestem. Nie pyskuję, dużo się uśmiecham. Mam ambicje. Mam marzenia, pomysły.  I mam dobre serce. Serce, które mało kto poznał, bo mało kto na nie zasłużył. A on zdecydowanie zasłużył. Zagraliśmy w otwarte karty, bo jak już coś budować, to na mocnych fundamentach. No i nie ma nic lepszego niż szczera rozmowa.

 

Każdy kolejny dzień i każdy kolejny miesiąc w 2017 roku przynosił nowe wiadomości, nowe decyzje, nowe poświęcenia. Poświęcenia, a może wyzwania. Dzięki temu wzmocniliśmy swój związek. Ale nie tylko. Wzmocniłam swoje działania. Wyznaczałam sobie cele i dążyłam do tego, by je osiągnąć. Schudłam 4kg. Podjęłam się diety, podjęłam się pływania, zrobiłam kurs na instruktora Jumping Frog. Rozwinęłam swoje działalności. Ukochany namówił mnie do podejścia do egzaminu na prawo jazdy. Nie byłam do tego optymistycznie nastawiona… Dwa lata temu straciłam prawko. Nienawidzę dnia, w którym przyszło mi pismo. 28 punktów. Poszłam na grubo. Za kierownicą zawsze czułam się jak Hołowczyc. Zapomniałam tylko, że droga to nie tor wyścigowy. Uwielbiałam prowadzić samochód. Mamy to rodzinne. Nie ma się co dziwić. Tata to zawodowy kierowca. Razem z siostrą za kierownicą samochodu czy ciężarówki czułyśmy się jak ryby w wodzie. I nagle to. Utrata prawka. Jeden z gorszych dni w moim życiu. Byłam tak zła na siebie, że po prostu nie chciałam robić go drugi raz. Jednak dzięki wsparciu mojego faceta zdałam… wiadomo – za pierwszym razem. Jestem mu wdzięczna. Sama prawdopodobnie nigdy bym się na to nie zdecydowała. Tyle czasu blokowałam sama siebie. Jak każdy mam swoje słabości. Ale słabości są po to, by je pokonywać! Ja uczę się pokonywać swoje i jestem dumna z takiego roku, a Ty? Może właśnie pokonywanie słabości będzie Twoim noworocznym postanowieniem?

 

Wasza M. 🙂