Moim zdaniem

Przeciętny facet robi to dłużej.

Lipiec 19, 2019

Skąd czerpać motywację? Jak zmotywować się do działania? Co zmotywowało cię do przejścia na dietę, do treningów, do zmian? – to chyba najczęściej zadawane przez was pytania. Szczerze mówiąc, chciałabym znać idealny przepis na motywację. Przy okazji, gdyby ktoś w gratisie dorzucił przepis na sukces, milion na koncie… czemu nie? Biorę w ciemno! Mało tego, gdybym już miała ten przepis w swoim posiadaniu, znając moje dobre, czy też naiwne serce (zwał, jak zwał), bardzo chętnie podzieliłabym się nim z wami. Być może teraz was zaskoczę, być może teraz tysiące coachów, od których namiętnie kupujecie e-booki motywacyjne, straci w waszych oczach, ale niestety nie ma jasnego, zrozumiałego, idealnego dla wszystkich sposobu na motywację.

W Internecie możecie znaleźć masę poradników, zarówno płatnych (uwierzcie, zarabiają na tym zajebistą kasę!), jak i bezpłatnych, w których przeróżne osoby rozpisują się w temacie swoich motywacyjnych odkryć. Jedne z moich ulubionych to: ‚Po prostu to zrób!’ i ‚Do dzieła, walcz!’. No muszę wam powiedzieć, że nic mnie w życiu tak nie zmotywowało jak te słowa. W jednym momencie wstałam, w drugim zrobiłam ‚to’, w trzecim kąpałam się w wannie pełnej gotówki… Nigdy nie wyjdę z podziwu, ile można ludziom mydlić oczy takimi tekstami. Najlepszą motywacją powinno być dla was wasze zdrowie, wasza przyszłość, wasze dzieci, rodziny, wszystko, co wasze. Reszta to tylko dodatek. Sama napisałam kiedyś na moim blogu artykuł o trzech trikach motywacyjnych. Do dziś je podtrzymuję: znajdź sobie sprzymierzeńca, rzucaj sobie wyzwania, notuj swoje osiągnięcia. Te trzy triki łączy jedno. TY.

Dobra, to jak to jest z tą motywacją. ‚Przecież świat jest taki zły, nie mam chęci, by wstać, a co dopiero zrobić trening, a ona lepiej zarabia, a ja pracuję 36 godzin w ciągu dnia, ten szpinak jest taki niedobry, papryka jeszcze gorsza, ostatni miesiąc się głodziłam, bo wyczytałam, że tak można, wczoraj okazało się, że jednak nie można, no i przecież znowu przytyłam 5 kilo i w ogóle wszystko jest do dupy.’ Ciężko mi na ten moment powiedzieć ile takich wiadomości dostaję każdego dnia. Gdybyście byli dziećmi dałabym wam po klapsie za marudzenie (o ja niedobra, klaps to zbrodnia!) i wysłała do kąta. Ale, że jesteście dorośli zazwyczaj informuję was ile właśnie straciliście czasu na napisanie tych bzdur. W tym czasie można by zrobić 50 pajacyków albo 30 przysiadów, 20 pompek lub 10 długości basenu. Długo by wymieniać. Zacznij więc od tego, że za każdym razem kiedy tak siedzisz, marudzisz, zazdrościsz komuś, że ma lepiej, scrollujesz Instagrama w poszukiwaniu motywacji, zrobisz 50 pajacyków. Pewne jest to, że za długo nie pomarudzisz, bo najzwyczajniej w świecie, przy wykonywaniu tylu skoków, ugryziesz się w język. I prawidłowo.

Za każdym razem, gdy masz ochotę na paczkę żelek, tłustego burgera niewiadomego pochodzenia, czy innego rodzaju używkę (tak, to też uzależnienie!), masz dwa sposoby jak to rozwiązać. Zajrzyj do Doktor Ania, która dość dosadnie i z ogromną wiedzą wybije ci z głowy jedzenie tych produktów ze względu na ich skład. I wyjście numer dwa – dużo bardziej drastyczne, ale zdecydowanie moje ulubione – wyobraź sobie jak twoja dupa ocieka tym tłuszczem i cukrem, który masz w planach zjeść. Widzisz to? Bo ja tak. Na samą myśl tego trzęsącego się tłuszczyku w nowo zakupionych legginsach robi się delikatny niesmak…

Mówią, że każda, nawet najmniejsza aktywność to już jakiś sukces. Trochę się z tym zgodzę, bo przecież zawsze lepsze coś niż nic. Ale! że jestem indywidualistką, to i trochę się nie zgodzę! Ostatnia fala napływających do mnie wiadomości pod tytułem ‚dziś ćwiczyłam 20 minut, wczoraj 15’ przyprawia mnie o dreszcze. Nie wiem do końca czy śmiać się, czy płakać. Rzucić telefonem, poddać się, zrezygnować z bycia dietetykiem, popełnić seppuku. Przecież przeciętny facet siedzi dłużej na kiblu niż niejedna z was poświęca czasu na trening. Ba, więcej czasu poświęcasz na rozmowę o pierdołach z przyjaciółką, na swój ulubiony serial, czy też na zmianę koloru paznokci. Zanim więc zaczniemy mówić o motywacji, może warto przegadać temat priorytetów. Nie znam jeszcze nikogo, kto od dłubania w nosie, podczas oglądania ‚Na wspólnej’ zrzucił chociaż kilogram. Za to mam wśród swoich podopiecznych kilka dziewczyn, które nie odpuszczają seriali, ale przy ich oglądaniu dzielnie walczą na rowerku stacjonarnym. I coś wam powiem… one chudną! Ta pełna godzina aktywności przy dobrej diecie działa cuda. Serio, serio.

Podsumowując. Motywację, inspirację możecie czerpać zewsząd. Od podglądania celebrytów w sieci, zerkania na seksowną sąsiadkę spod trójki, która wraca z porannego joggingu, po kuzyna, który kilka dni temu kupił najnowszy model Mercedesa. Jednak tej motywacji nikt nie przekaże wam magiczną różdżką. Do tego potrzebne jest nie obserwowanie, a działanie. Do tego potrzebne jest wyznaczenie priorytetów, planów. Najlepiej czarno na białym, mazakiem na ścianie (lub zwyczajnie – na kartce). Po cichu liczę na to, że chociaż połowa z was, po przeczytaniu tego posta, sięgnie po kartkę, długopis i zrobi rachunek sumienia… Jeśli nie masz czasu nawet na to, wątpię że kiedykolwiek poczujesz na własnej skórze co to właściwie jest ta tajemnicza i odległa MOTYWACJA.

Trzymam kciuki!

Wasza M. 🙂

Ciąża, Moim zdaniem

Cieszysz się i płaczesz.

Lipiec 6, 2019

Moje ostatnio dodane zdjęcie z USG i multum waszych wiadomości skłoniły mnie do pewnych refleksji. Zauważyłam, że nie mnie jedną wzruszył moment pierwszego badania, nie ja jedna stresuję się każdą kolejną wizytą u lekarza. A jeśli jest nas więcej, to warto byśmy dzieliły się swoimi uczuciami, lękami, zachowaniami. Być może pomożemy tym postem jakiejś przyszłej mamie?

Dowiadujesz się, że nosisz w sobie nowe życie. Twoja reakcja jest różna, cieszysz się, płaczesz, płaczesz i cieszysz się. Płaczesz, bo właśnie od tego momentu zmienia się twoje życie. Cieszysz się, bo tak bardzo o tym marzyłaś! Ale… płaczesz, bo nie jesteś pewna, czy byłaś gotowa, czy to odpowiedni czas (pocieszę Cię – stwierdzenie, że nigdy nie ma odpowiedniego czasu, jest w temacie ciąży jak najbardziej trafne). Cieszysz się, bo od teraz z partnerem będziecie tworzyć pełną rodzinę lub płaczesz, bo nie wiesz czy podołacie wyzwaniu. Być może wcale nie mieliście wspólnych planów na życie. Być może wasz związek nie ma przyszłości i masz tego pełną świadomość. Dlaczego poruszam również ten temat? Ponieważ pomimo tego, że mi czy większości z was się udało i trafiłyśmy na wspaniałych mężczyzn, są tu kobiety, które zdecydowały się na samotne wychowywanie dziecka. Zmusiło je do tego życie, chęć zapewnienia dziecku bezpieczeństwa lub po prostu ich partner ‚to nie był ten jedyny’. Dla dobra dziecka czasami lepiej podjąć taką decyzję, nie zapominając przy tym, że dziecko to nie karta przetargowa. A najczęściej niestety nią właśnie jest. Bądź więc kobietą, która ma swoją godność i nie mieszaj dziecka do spraw między tobą i partnerem. Podsumowując! Niezależnie od tego, na którym zakręcie swojego życia właśnie jesteśmy – prawdopodobnie w chwili odkrycia ciąży każda z nas boi się tak samo!

Przerażenie, zaskoczenie, podniecenie (zwał, jak zwał) każe Ci zrobić drugi test, dla bezpieczeństwa jeszcze trzeci, a może i nawet czwarty. Bo co, jeśli te wcześniejsze to jakiś mało udany żart? Kolejnym krokiem jest wizyta u ginekologa. Jesteś tak bardzo ciekawa maleństwa, które znajduje się w twoim brzuchu. Niestety, w zależności od tego, w którym tygodniu ciąży jesteś, możesz zobaczyć coś, ale możesz też nie zobaczyć zupełnie nic… lekarz odeśle cię na badanie krwi, według którego stwierdzi, czy i w jakim tempie rozwija się płód. Przychodzisz do domu zawiedziona, bo nie tak to sobie wyobrażałaś. Przecież wszyscy dookoła opowiadali swój pierwszy raz z USG i ten cudowny moment ujrzenia maleństwa.

Kilka tygodni później idziesz na pierwsze najważniejsze badanie prenatalne. Trzęsiesz się jak galareta, boisz się, że znowu nic nie zobaczysz. Nie tym razem! Po przyłożeniu aparatury do twojego ciała, przed oczami pojawia ci się zarys dziecka. Twojego dziecka. Nawet jeśli jesteś najtwardszym zawodnikiem, z oczu lecą ci łzy. Morze łez. Nie możesz nacieszyć się tym widokiem, masz ochotę dotknąć to maleństwo. Wsłuchujesz się w to, co mówi lekarz. Starasz się zrozumieć różne, dziwne, nieznane ci dotąd pojęcia. Z ust wydobywa się tylko jedno pytanie – czy wszystko jest ok? I nigdy wcześniej nie cieszyłaś się tak bardzo ze słowa ‚TAK’. Warto wspomnieć, że niektóre kobiety nie mają tyle szczęścia co ty. Losy ich dziecka toczą się dalej, całkiem inaczej niż twoje. Każda z tych kobiet zasługuje na wsparcie, pamiętaj o tym.

Teraz z czystym sumieniem informujesz rodzinę. Chwalisz się pierwszym zdjęciem z USG. Dzielisz swoje szczęście z najbliższymi. Gapisz się w to zdjęcie i myślisz… myślisz do kogo będzie podobne, czy będzie miało twoje oczy, czy będzie uparte jak ojciec, a może nadzwyczaj inteligentne (oczywiście, że po TOBIE :)). Włącza się w tobie stuprocentowa świadomość, że zostaniesz matką. Każdą decyzję podejmujesz z myślą o dziecku. Zaczynając od jedzenia, poprzez wysiłek fizyczny, kończąc na smarowaniu się odpowiednim kremem. Pojawia się wiele ciotek ‚dobra rada’, pojawia się wiele mitów, zabobonów. Nie daj się zwariować! (Piszę to z pełną świadomością). Ciąża nie jest chorobą. Pomimo lęku, który ogarnia cię przy podejmowaniu każdej najmniejszej decyzji, powtarzam raz jeszcze – nie daj się zwariować. Zaglądasz na rożnego rodzaju fora internetowe. Wróć! Tam nie znajdziesz nic dobrego. Według urzędujących tam Mam, twoje dziecko źle reaguje na paznokcie hybrydowe, a od kilku promieni słońca gotują się wody płodowe. Jeszcze raz. Zaglądasz na różnego rodzaju profile inspirujące, pełne wiedzy. Stawiasz na Mamę Ginekolog, Edytę Litwiniuk czy też Annę Lewandowską. Każdego dnia jesteś bardziej świadoma tego co można, a co lepiej zostawić na czas po ciąży. Każdego dnia uczysz się na nowo samej siebie. Wiesz po czym czujesz się dobrze, a co zupełnie nie służy tobie i dziecku. Idziesz za głosem serca. Każdego dnia zaglądasz w lustro, wyczekujesz zaokrąglonego brzuszka. Cieszysz się jak dziecko, gdy w końcu coś dostrzegasz! Robisz sobie zdjęcia, by mieć pamiątkę, chwalisz się okrągłościami pod obcisłymi ubraniami. Zalewasz się łzami, gdy poczujesz pierwsze ruchy, biegasz za partnerem by dotknął ‚o teraz!’. Najczęściej jednak dzidziuś ruchami chce podzielić się tylko z tobą. Nie spieszy mu się, by ktoś inny również poczuł jego obecność. Ciesz się, ciesz, za kilka tygodni ten mały szkrab coraz bardziej będzie ograniczał ci ruchy. Nie przejmuj się, ma to swój urok! 🙂

Zbliża się kolejne badanie, kolejna możliwość ujrzenia dzidziusia, a ty myślisz, że tylko ty jedna boisz się tak, jak za pierwszym razem? Wyprowadzę cię z błędu. Każda z nas stresuje się tak samo, każda z nas marzy o tym, by znowu usłyszeć, że wszystko jest w porządku. Ponownie ekscytujesz się tym, co zobaczysz na ekraniku monitora, a tym razem widzisz wszystko lepiej, dokładniej. Na tyle dokładnie, że jesteś prawie pewna, że oczy i nosek ma jednak twoje! 😉

I kto by pomyślał, że jeden test i jedno małe zdjęcie może wywołać tyle emocji, prawda?

Wasza M. 😉

Ciąża, Kontrowersyjnie

Bolące plecy, aktywna ciąża, czyli kilka pytań do fizjoterapeuty.

Czerwiec 20, 2019

Większość z nas w końcu doczeka się swojego pierwszego dzidziusia. I jeśli myślisz, że namiesza w Twoim życiu dopiero po porodzie, to jesteś w dużym błędzie! Jego podstępne działania mają wpływ na nasz organizm już od pierwszych dni ciąży. O ile z początku jest to głównie zmęczenie, o tyle wraz z rozmiarem dzidziusia, rosną też inne problemy. Zaczynamy narzekać na bóle pleców, mamy obawy związane z treningami, pojawia się sto pytań do…

 

A jeśli pojawiają się pytania – muszą pojawić się też odpowiedzi. I tu z pomocą przychodzę ja. Specjalnie dla Was (i dla samej siebie!) spotkałam się z Martyną Langowską, która jest fizjoterapeutką, trenerem personalnym kobiet w ciąży, Mamą Stasia i zmaga się z takimi samymi problemami jak my, ponieważ już wkrótce ponownie zostanie Mamą. I jako, że ja nie czuję się na siłach, by odpowiadać na tak ważne dla Was pytania, poprosiłam o to specjalistkę.

 

1.      Od którego miesiąca mogę zacząć ćwiczyć w ciąży ?

Mimo że w internecie możemy znaleźć odpowiedź na to pytanie, to podjęcie aktywności w ciąży często budzi niepokój. Nic dziwnego, bo w naszym brzuszku rozwija się nowe życie i jesteśmy za nie odpowiedzialne. Przyczyną naszych obaw są z pewnością artykuły, w których wciąż powiela się mity, przez co do końca nie wiemy, co można a czego nie. Jeżeli kobieta przed ciążą była aktywna, to może kontynuować ćwiczenia już w pierwszym trymestrze. Oczywiście ciąża musi przebiegać prawidłowo, o czym powinien nas poinformować lekarz prowadzący. Jeśli wiemy, że jesteśmy w ciąży, a pierwszej wizyty nie mamy za sobą, to lepiej poczekać. Do przeciwwskazań należy między innymi skracanie się szyjki macicy, zagrożenie przedwczesnym porodem, czy ciąże mnogie (trojaczki i więcej), przy ciąży bliźniaczej zaleca się zaprzestanie aktywności po 24 tc. Lekarz decyduje też w przypadku, gdy wcześniejsza ciąża była wysokiego ryzyka bądź wystąpiło samoistne poronienie. Jeśli przyszła mama nie ćwiczyła wcześniej to należy zaczekać do zakończenia pierwszego trymestru. Najlepiej udać się na zajęcia grupowe dla kobiet w ciąży (trzeba mieć zaświadczenie lekarskie) lub skorzystać z pomocy trenera personalnego, który pokaże prawidłową technikę ćwiczeń i zwróci uwagę na to co robić w obecnym stanie.



2.      Czy trening w ciąży powinien różnić się od treningu, który wykonywałam wcześniej ?

Tak, przede wszystkim trening w ciąży różni się celem. Nie ćwiczymy po to, żeby spalać tkankę tłuszczową, czy pobijać swoje rekordy. Tkanka tłuszczowa i tak będzie się odkładać, więc musimy się z tym pogodzić. Tylko nie zrozumcie mnie źle… to nie znaczy, że można szaleć. Zapotrzebowanie kaloryczne w II i III trymestrze zwiększa się tylko o ok. 300-450 kcal, więc nie słuchajcie porad „teraz musisz jeść za dwóch” – TERAZ JESZ DLA DWÓCH. Ćwiczenia w ciąży należy dostosować do swoich umiejętności i samopoczucia. Często towarzyszy nam zmęczenie, więc słuchamy swojego ciała i reagujemy na sygnały, które nam wysyła. Celem aktywności w ciąży jest m.in. przygotowanie do porodu pod kątem wydolności krążeniowo-oddechowej a także zwiększenie świadomości swojego ciała. Dodajemy ćwiczenia poprawiające ruchomość przepony (oddechowe) i takie, które mają na celu zwiększenie ruchomości stawów m.in. biodrowych czy kręgosłupa. Oczywiście ćwiczenia z obciążeniem też są zalecane, tylko należy pamiętać, że dobieramy je pod swój obecny stan, nie kierując się tym co było wcześniej (świetnie sprawdzają się różnego rodzaju gumy jak mini bands). Dzięki odpowiednim ćwiczeniom zapobiegamy bądź zmniejszamy dolegliwości bólowe oraz jest nam łatwiej utrzymać prawidłową postawę, która jest niezwykle ważna. W treningu kobiet w ciąży nie zapominamy też o mięśniach dna miednicy – o ich wzmacnianiu i rozluźnianiu. Zbyt duże napięcie również może przyczyniać się do takich problemów jak nietrzymanie moczu. Warto skonsultować się z fizjoterapeutą uroginekologicznym, który oprócz sprawdzenia ich stanu nauczy prawidłowej pracy połączonej z oddechem. Pamiętajmy, że w obecnym stanie działają hormony (np. relaksyna, która rozluźnia więzadła), a także trudniej utrzymać równowagę przez przesunięty środek ciężkości i słabszą stabilizację. Dlatego odpuszczamy sobie te formy, gdzie łatwiej o kontuzje czy upadek.

 

3.      Czy plecy w ciąży muszą boleć ? Czy mogę coś z tym zrobić ?

W ciąży, przez rosnący brzuszek zmienia się postawa ciała. Miednica idzie w przodopochylenie, pogłębia się lordoza lędźwiowa i ten odcinek daje najczęściej o sobie znać. Możemy spróbować złagodzić ból ćwiczeniami rozluźniającymi odcinek lędźwiowy, ale bardzo ważne jest pilnowanie postawy i prawidłowe oddychanie. Kobiety często o tym zapominają i zaczynają odchylać się do tyłu a głowę wysuwają do przodu. Zła postawa powoduje gorszą pracę przepony, płytszy oddech, słabszą stabilizację kręgosłupa, a to może być przyczyną dolegliwości bólowych. Możemy zacząć od ćwiczeń, poprawy postawy ciała i sposobu wykonywania niektórych czynności życia codziennego. Jeśli to nie będzie przynosić efektów, to polecam skorzystać z pomocy fizjoterapeuty uroginekologicznego/okołoporodowego. Lepiej nie szukać przyczyny samemu czy w internecie. Do specjalisty można wybrać się również z takimi problemami jak bóle spojenia łonowego, kości ogonowej, bioder, pachwin, pośladka. A ja podsyłam Wam link do:

 
– prawidłowej postawy (https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/ByqUqWNoo7J/?igshid=x0k4o2qauxv)

– neutralnej miednicy (https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/BtHQYcUlv6r/?igshid=aphs5mzf4ajj)

– zestawu ćwiczeń na dolegliwości bólowe kręgosłupa (https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/Bxu_Nrio1sB/?igshid=7lxn71lt987d)

– instrukcji do ruchów miednicą rozluźniających odcinek lędźwiowy (https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/BxVLcP2BA2n/?igshid=12eini4yopqzi)


4.      Co to jest rozejście mięśnia prostego brzucha (RMPB)? Czy mogę o mięśnie zadbać już w ciąży, czy dopiero po porodzie ?

RMPB jest to nienaturalna odległość między dwiema stronami mięśnia prostego (najczęściej w okolicy pępka ten odstęp jest największy). Problem nie dotyczy tylko młodych mam, ale jednak jest to największa grupa, w której on występuje. Mięsień prosty (jego obie części) są połączone ze sobą tkanką tzw. kresą białą. W ciąży rozciągają się zarówno mięśnie jak i kresa. W pewnym momencie mięśnie zaczynają rozchodzić się na zewnątrz. Jest to fizjologia ale może następować to szybciej lub mocniej. Przyczyn może być kilka: duży brzuszek, nieodpowiednie funkcjonowanie w ciągu dnia, nieprawidłowa postawa, złe nawyki w toalecie, mało elastyczne mięśnie… Tak naprawdę na stan kresy białej, a co za tym idzie mięśnia prostego, wpływa klatka piersiowa, miednica, mięsień poprzeczny, skośny, prosty i ciśnienie śródbrzuszne.

W jaki sposób można zadbać o mięśnie w trakcie ciąży ?
– Utrzymujemy prawidłową postawę.
– Wstajemy i kładziemy się bokiem. (Nie przez przód napinając brzuch).
– Unikamy pozycji, które powodują powstawanie charakterystycznego stożka, czyli np. nie dźwigamy starszego dziecka odchylając się do tyłu.
– Nie obciążamy mięśni dna miednicy: nie przemy na toalecie, nie robimy na zapas, do dwójki używamy podnóżka, nie robimy „na Małysza”.
– Jemy zdrowo, nie objadamy się, nie rozpychamy żołądka.
– Jeśli rozejście jest duże unikamy pozycji w klęku podpartym, gdzie ciężka macica napiera na przednią ścianę brzucha.
– Możemy zastosować taping (plastry) u fizjoterapeuty.


5.      Kiedy mogę zacząć ćwiczyć po porodzie i kiedy najlepiej spotkać się z fizjoterapeutą ?

Połóg po porodzie naturalnym trwa ok. 6 tygodni a po cesarskim cięciu nawet i 12. W tym czasie regeneruje się ciało, obkurcza macica (możemy czuć ból, zwłaszcza podczas karmienia). To nie znaczy jednak, że nic w tym czasie nie możemy robić. Tak naprawdę już w pierwszej dobie po porodzie można wykonać proste ćwiczenia przeciwzakrzepowe. Przepona w ciąży była bardzo ściśnięta, więc włączamy ćwiczenia oddechowe i pobudzamy mięśnie dna miednicy. Dotyczy to nie tylko kobiet, które rodziły naturalnie. Sama ciąża również bardzo osłabiła MDM (mięśnie dna miednicy). Możemy pobudzać mięśnie prostymi ćwiczeniami: jak unoszenie bioder (ta pozycja gdzie biodra są wyżej super odciąża dno miednicy), przekładanie nóg na boki w leżeniu, czy też w klęku podpartym unoszenie na zmianę rąk. Takie proste ćwiczenia, które pobudzają mięśnie głębokie nie rzadko okazują się trudne do wykonania. Zwłaszcza kiedy należy to połączyć z oddechem. Bardzo złym pomysłem jest wykonywanie zwykłych brzuszków, które nie tylko obciążają osłabione już MDM, ale też mogą powodować większe RMPB. Kiedy ten problem nas dotyczy to lepiej nie robić nic na własną rękę, ponieważ często okazuje się, że nasz brzuch nie pracuje tak jak powinien i możemy pogorszyć sprawę.

Pytacie kiedy udać się na wizytę poporodową?
Możecie umówić się na konsultację między 4 a 8 tygodniem po porodzie, ale jeśli nie macie takiej możliwości, możecie sami wykonać wstępny test na rozejście mięśnia prostego brzucha ( https://www.instagram.com/aktywna_mama/p/BtixDzAABl_/?igshid=1rdg53bnhfs91). Po ciąży postawa ciała nagle się nie zmienia, więc nad nią też należy popracować. Niektóre mięśnie są przykurczone – inne osłabione, więc powrót do formy początkowo powinien mieć na celu powrót do równowagi. Natomiast jeśli chcemy mieć piękną sylwetkę, to największą robotę możemy wykonać w kuchni. Kiedy karmimy to oczywiście deficyt kaloryczny nie wchodzi w grę ale postarajmy się jeść zdrowo i systematycznie, bo to przy dziecku okazuje się największym problemem. Szybka kawka z czekoladą, żeby jeszcze chwilę przeżyć! 😉 A na koniec moje ulubione zdanie: Nasze ciało zmieniało się 9 miesięcy, więc dajcie mu tyle samo czasu na powrót do formy. 😉

 

Mam nadzieję, że odpowiedzi Martyny zaspokoiły Waszą ciekawość i potrzeby, a jeśli nadal nie jesteście czegoś pewne – śmiało piszcie bezpośrednio do Martyny. Na zdrowie!

Wasza M. 🙂