Kontrowersyjnie, Moim zdaniem, Uroda

Szepty za Twoimi plecami.

Grudzień 28, 2018

Na Waszą prośbę – 3 triki motywacyjne, czyli idealny sposób by się udało, nawet jeśli dotąd się nie udawało!

 

ZNAJDŹCIE SOBIE SPRZYMIERZEŃCA. Najlepiej w domu lub wśród najbliższych przyjaciół. Nawet jeśli oprócz motywowania macie w zwyczaju sobie dogryzać, to zawsze łatwiej to usłyszeć z ust bliskich. Bądźcie ze sobą szczerzy, nie ukrywajcie zjedzonego batonika czekoladowego, czy pominiętego treningu. Traktujcie tą sprawę tak poważnie, jak Pani Ela spod trójki cotygodniową spowiedź. Jeśli mąż, przyjaciółka, siostra wyglądają na zmęczonych, spuchniętych, czy też widzisz u nich jakąś inną negatywną zmianę, to im o tym powiedz. Lepiej żeby dowiedzieli się tego od Ciebie, niż z szeptów za swoimi plecami. A tych, jak dobrze wiecie, nie brakuje. Jeśli natomiast widzisz u bliskich pozytywne zmiany, również nie zapomnij ich o tym poinformować! Nic nie motywuje bardziej niż szczera pochwała. 

 

RZUCAJCIE SOBIE WYZWANIA. Wydaje Wam się, że wiecie o sobie wszystko… a może warto w związek wprowadzić trochę świeżości a w przyjaźni zrobić małe rozegranie? I nie chodzi tu o wystawianie tych znajomości na próbę. Po prostu się miło zaskoczcie! Pokażcie kto jest w czym lepszy. Niech każde wyzwanie trwa miesiąc. Wymyślajcie je sobie na zmianę. Mogą dotyczyć zarówno jedzenia, sportu, jak i wydawałoby się najgłupszych rzeczy, jakie przyjdą Wam na myśl. Nieważne. Każde wyzwanie kształtuje Wasz charakter. Waszą silną wolę. Nawet jeśli postanowicie przez miesiąc nie używać najczęściej wypowiadanego przez Was słowa – to już będzie wielkie osiągniecie. A każde kolejne wyzwanie będzie jak bułka z masłem. Odstawcie więc na bok każde NOOO, CO NIE?, KUR*A. Później spróbujcie odstawić cukierki, czy inne mniejsze lub większe uzależnienia. Następnym krokiem niech będą poranne brzuszki. Kto wie, być może za pół roku Waszym wyzwaniem będzie przygotowanie do triathlonu… 😉

 

NOTUJCIE SWOJE OSIĄGNIĘCIA. Taaak, wiem. Komu by się chciało zanotować, że wczoraj był dzień bez mięsa, kieliszka wina, czy że udało Wam się stracić kilogram na wadze. Otóż inaczej na to spojrzycie za kilka tygodni, gdy będziecie mieli gorsze dni, cały świat będzie przeciwko Wam i zaczniecie się rozglądać za wykupieniem miejsca na pobliskim cmentarzu. Zajrzycie wtedy w swoje magiczne notesiki, podsumujecie ostatni, bardzo owocny miesiąc… i zapewniam Was – stronę z trumnami szybko zamienicie na taką z ciekawym szkoleniem lub nowym planem treningowym. Większość z nas cieszy się z tego, co tu i teraz. Niestety, w taki też sam sposób się denerwujemy, dołujemy. Nie myślimy o tym, że wczoraj był wspaniały dzień, tylko o tym, że dziś jest do dupy. Nie planujemy, by jutro coś zmienić na lepsze, tylko ubolewamy, że prawdopodobnie do końca życia będzie tak źle, jak dziś. Notując swoje codzienne osiągnięcia zauważamy, że życie jest jednym wielkim wykresem, w którym raz możemy być na dole, a raz na samym szczycie. A wyciągając wnioski z tego wykresu, dążymy do tego, by zawsze trzymać się jak najwyżej.

 

To co, jesteście GOTOWI na wejście w Nowy Rok?

 

Wasza M. 🙂

Moim zdaniem

Lubię się z niej pośmiać.

Listopad 29, 2018

Po ostatnim, dość kontrowersyjnym wpisie, czas na małą dawkę śmiechu i rozluźnienia. Nie samą kontrowersją człowiek żyje! A dla równowagi, która w życiu jest nam cholernie potrzebna, dziś opowiem Wam o czymś, co pewnie znacie z autopsji. Czyli 5 rzeczy, które zmieniają się w związku. 

 

Kończyny. Pamiętam jak dziś nasze pierwsze, wspólne noce. Oplecieni rękami i nogami niczym precelki. Na pewno każdy, kto chociaż raz był zauroczony, dobrze wie o czym mówię. Człowiek zachowuje się tak, jakby to była ostatnia wspólna noc. Totalne szaleństwo. I to szaleństwo z czasem się zmienia. Co oczywiście nie oznacza, że znika uczucie. Kiedyś uwielbiałam, gdy przytulając mnie zakładał na mnie nogę. Dziś uważam, że to nie zakładanie, a przygniatanie. Oczywiście nadal lubię się przytulać, ale ta noga jest jakby cięższa. I to o dobrych parę kilo. Czuję się jak żaba na ruchliwej drodze, która walczy o życie. Biedna unika tych samochodów, aż kończy z wywalonym jęzorem i wybałuszonymi oczami. 

 

Śniadanie do łóżka. Każda kobieta o tym marzy. Mi się poszczęściło. Codziennie dostawałam przepyszne, kolorowe, idealnie przyprawione kanapeczki. Dziś kanapeczki w dalszym ciągu są przepyszne. Różnica jest taka, że robię je ja. Śniadanie z rąk mojego mężczyzny należy mi się tylko wtedy, gdy źle się czuję. Wyobraźcie sobie ile razy musiałam symulować! Do tego wszystkiego każdego poranka słyszę : ‚co dziś będzie na śniadanie?!’. Mało tego. Wyobraźcie sobie, że teraz, dokładnie teraz, kiedy piszę dla Was post, leżę pod cieplutką kołdrą, słyszę od gnojka właśnie ten tekst… o nie, mój drogi, najpierw post, później śniadanie.

 

Biuro. Takie pomieszczenie w domu, w którym leżą papiery, dokumenty, długopisy, karteczki. W naszym domu biuro każdego dnia delikatnie zmieniało swoje położenie. Wydawałoby się, że to niemożliwe. Przecież pomieszczenia nie mogą się poruszać. A jednak! Po kolei była to szafka przy wejściu, później stół w pokoju gościnnym, dziś kuchnia. Tak więc, gdy kroję pomidory, muszę uważać by nie ukroić telefonu. Siekając cebulę zerkam, czy razem z nią nie posiekam stery karteczek, papierków i innych ważnych, jak na kuchnię przystało, dokumentów.

 

Zgodność. Według mnie to jeden z zabawniejszych przykładów. Pomimo wszelkich nerwów, które zgodność, a raczej jej brak, wywołuje, lubię się z niej pośmiać. Oczywiście do śmiechu jest mi dopiero po fakcie. Najlepiej jakieś trzy dni po. Gdy wreszcie opuszczę swoją jaskinię, bo tak nazywa to mój facet. (czyt. sypialnię) Dla przykładu. Ostatnio, podczas choroby, pękła mi szklanka z herbatą i kurkumą. Kto chociaż raz miał kurkumę wszędzie, tylko nie w buzi, wie co to oznacza. Żółte było wszystko, od białych frontów kuchni, po szuflady, spodnie, ręce. A żeby tego było mało, bardzo ciężko się tych plam pozbyć. Oczywiście każdy, kto wtedy stanął mi na drodze, był wrogiem numer 1. Padło na drzwi od piekarnika, a później na kota. Facetowi zdecydowałam się wyjątkowo odpuścić. W zamian za to dowiedziałam się, że to tylko szklanka, a ja wprowadzam nerwową atmosferę. Miałam ochotę w tej kurkumie go wytarzać, żeby zapamiętał sobie raz na zawsze, że szklanka to szklanka. A kurkuma to kurkuma. Skończyło się na dwóch dniach ciszy, a odkąd ponownie zaczęliśmy rozmawiać mam ksywę Kurkuma. 

 

Priorytety. To one zmieniają się najbardziej. Imprezę zamieniamy na łóżko. Przygodną znajomość na miłość. Kieliszek wódki na herbatę. Nieporządek na szafkach na wspólne zdjęcia w ramkach. Brak odpowiedzialności na życiowe plany. Fast-food na mieście na obiad domowy. Przy tych wszystkich sytuacjach, które mogą Was poróżnić, pamiętajcie o tym, by zawsze patrzeć w tą samą stronę. No chyba, że chodzi o pieprzoną kurkumę.

 

Wasza M. 🙂

Kontrowersyjnie, Moim zdaniem

Marysia z za dużą pochwą, czyli o 500+ słów kilka.

Listopad 26, 2018

Jak wiesz lubię poruszać tematy tabu. Dziś okazało się, że program 500+ jest jednym z nich. Dlaczego? Może tę walkę o ciszę prowadzą osoby, którym tak naprawdę nie należy się ten zasiłek? Może to sposób na zamiatanie problemu pod dywan? Czy naprawdę leżenie i popijanie piwka za pieniądze podatników jest cool? I jak długo można tak żyć? 

 

Otóż wszystko wskazuje na to, że można! Mówią o tym statystyki. Wyobraź sobie, że według Instytutu Badań Strukturalnych (tak, wiem, nuda) z pracy zrezygnowało w 2016 roku 40-55 tys. kobiet objętych programem, natomiast rok później… drobnostka, bo kolejne 90 tysięcy! Jeśli wyczuwasz obrzydliwą ironię w słowie ‚drobnostka’ to intuicja Cię nie zawiodła. Jeśli natomiast tej ironii nie wyczułeś to odpuść sobie ten artykuł, bo od ironii zrobi się tu aż mokro, ślisko i wszystko będzie się kleiło.

 

Adekwatnie do wzrostu bezrobocia wzrastają oczywiście składki ZUS oraz inne, przeróżne opłaty dotyczące nas – zwykłych, szarych, zapracowanych podatników. Niemniej jednak, i tak to ja i Ty zostaniemy nazwani ‚urodzonym pod szczęśliwą gwiazdą’ lub ‚człowiekiem bez problemów i z pieniędzmi’ czy też ‚temu to się powodzi’. Ja na przykład urodziłam się instruktorką tańca. Dacie wiarę? Urodziłam się i już czekała na mnie licencja! Poważnie. Nie musiałam w tym kierunku robić zupełnie nic. Wcale nie zarywałam nocy, by się uczyć na egzaminy, bo ciężko było mi połączyć pasję z nauką. W ogóle nie chodziłam do szkoły tanecznej. Nawet jak miałam nogę w gipsie, mama mówiła, żebym sobie odpuściła treningi. No i odpuściłam. Odpuściłam wtedy, i przed gipsem, i po. Po prostu urodziłam się i zostałam trenerem. W gratisie dostałam jeszcze dobrze zdaną maturę i ostatnio przeglądając akt urodzenia natrafiłam na załączoną legitymację dietetyka. Dobrze się składa, bo akurat jakiś czas temu planowałam wrócić do sportu! Uff…

 

W wieku 16 lat dostałam swoje pierwsze grupy taneczne pod opiekę. Nie musiałam wtedy pracować, bo w domu niczego mi nie brakowało. Ale oprócz tego, że niczego mi nie brakowało, uczono mnie też, że jeśli sam nie zapracujesz, to nie będziesz miał. Pewnie fanatykom programu 500+ się to nie spodoba, ale taki właśnie powinien być zarys normalnego, podstawowego myślenia. Nie ‚daj’ i nie ‚należy mi się’. Tylko ‚zrób to’ i ‚zarób’. Tak więc od dziecka rodzice motywowali mnie do nauki, do pracy, pokazywali każdego dnia jak wygląda ciężka praca i jakie mogą być jej owoce. Uczyli mnie również, że porażka jest takim samym zjawiskiem jak i sukces, oraz tego jak ewentualnie się po niej podnieść. Ty dziś powiesz o mnie: ‚łatwo się jej mówi, taka młoda, a ma wszystko’. Ja w tym czasie siedzę, myślę, planuję, bo ciągle mi mało! Uważam, że stać mnie na jeszcze więcej, pragnę się rozwijać, szkolić, dzielić. I może to Cię zdziwi, ale uważam też, że jeśli mnie nie stać lub jeśli nie jest to odpowiedni czas na dziecko, to go nie robię. Mamy XXI wiek, antykoncepcja nie jest niczym nieosiągalnym. A jeśli chcesz robić to ‚po Bożemu’ z kalendarzykiem w dłoni, bo tak powiedział ksiądz, to idź później do niego po pieniążki na czynsz. Najpierw myślę, potem robię. Nigdy na odwrót. Dzięki temu uniknę w życiu użalania się nad tym, że nie stać mnie na żłobek, czy też nie mam z kim dziecka zostawić. 

 

500+. Ideą tego programu, gdy powstawał, z pewnością była pomoc potrzebującym. Wiadomo też, że problemem był niż demograficzny. Jednak w pewnym momencie ta piękna IDEA została zakopana. Zakopana na wysypisku śmieci, pod pierzyną ogromnej ilości folii i bepanthemu po masowym dziaraniu się i powiększaniu ust. Pod blokami brakuje tylko czerwonego dywanu i wybiegów mody, a niż demograficzny zamienił się w masowe robienie dzieci, niczym na taśmie produkcyjnej. Dla pieniędzy. Żeby tego było mało, mamusiom wtórują równie bezrobotni tatusiowe z piwkiem w ręku. Żeby nie daj Boże nie przekroczyć limitu i załapać się na wszystkie dobrodziejstwa socjalne, które daje tym piraniom Państwo. Pomocy potrzebują na pewno. Najlepiej psychologa. I to natychmiast.

 

A co z tymi naprawdę potrzebującymi? Bo to nie mi, być może i nawet nie Tobie, ale właśnie im nadal brakuje! Owszem, jest wiele rodzin, które w godny sposób korzystają z programu i chwała im za to! Niestety są i tacy, którym oczami zwykłego szarego człowieka pieniądze naprawdę by pomogły, jednak prawnie jest zupełnie inaczej! Mieli światełko w tunelu, które zgasło. Bo jedno dziecko, bo pracują, bo przekraczają średnie zarobki. W sumie racja, za to należy się Maryśce z 6 dzieci, która ostatnio zeznała, że nie żyje w związku z konkubentem, żeby przypadkiem na operację cycków wystarczyło od Państwa. A za miesiąc zabieg pomniejszania pochwy. To akurat się przyda po takiej ilości urodzonych dzieci. 

 

Mogłoby się wydawać, i to też jest mi zarzucane, że problem mnie nie dotyczy. I tu Cię zdziwię. To ja powinnam decydować na co idą moje pieniądze, które oddaję Państwu. I uwierz, na pewno nie byłaby to Marysia z za dużą pochwą. Przeznaczyłabym je dla prawdziwej, potrzebującej rodziny. Dla dziecka, którego rodziców nie stać na płacenie za jego pasje. Dla dziecka, bądź rodzica z niepełnosprawnością. Bo to oni są najbardziej poszkodowani przez to całe zamieszanie. I pomimo tego są najsilniejsi. Silniejsi niż ja, czy Ty. Każdego dnia walczą o siebie i najbliższych. Ciężką pracą, poświęceniami i własnoręcznie zarobionymi pieniędzmi. 

 

Morał z tej bajki jest taki, że Marysia z za dużą pochwą mogłaby brać z nich przykład, a my musimy liczyć, że wkrótce ustawa się przeobrazi i zmieni swoich docelowych odbiorców… 😉

 

Wasza M. 🙂