Moim zdaniem

Mój Bartek.

Listopad 18, 2017

Mój ukochany. Jedyny. Niezastąpiony. Ojciec chrzestny. Odwieczny autorytet. I odwieczna odległość. Masz kogoś takiego? Na kogo widok zawsze się uśmiechniesz, a pomimo dzielącej odległości, łącząca Was więź nigdy się nie zerwie. Nawet się o to nie boicie.

 

Mój wujek jest z tych „młodszych”, którzy to nie chcą być „wujkami” a chcą być Bartkiem, Krzyśkiem czy innym Ambrożym. Swoją drogą wcale mu się nie dziwię. Moim siostrzeńcom lub bratankom też nigdy nie pozwolę mówić do siebie „ciotka”. Jest też z tych zawsze przystojnych. Pamiętam, gdy byłam mała – zawsze twierdziłam, że to ja będę jego żoną (sorry Gosia!). Zdaję sobie sprawę też z tego, że byłam oczkiem w jego głowie. To się czuje! To on nauczył mnie bekać na zawołanie. Kto oglądał moje wejście do programu WS ten wie o czym mowa. I tak, do dziś uważam że to powód do dumy. Zresztą przekazałam tę wiedzę mojemu młodszemu bratu. To Bartek zawsze nosił mnie „na barana”, a uwierzcie bycie na wysokości prawie dwóch metrów w tak młodym wieku robiło na mnie wrażenie. To mnie podnosił, gdy wieszałam mu się na bicepsie jako kilkulatka. To on pierwszy dał mi posmakować PRAWDZIWY ŁYK PIWA (Mamo, nie krzycz!), gdy za domem razem z siostrą i przyjaciółką rozbijałyśmy namiot, a w domu była impreza rodzinna. To on mnie rozśmieszał do łez, gdy miałam zły humor. To on wywijał obrzydliwie powieki, na których widok z siostrą uciekałyśmy gdzie pieprz rośnie. Tylko po to, żeby za chwilkę przybiegnąć do niego i poprosić o jeszcze.

 

/źródło MTV POLSKA

 

Aż w końcu to on powiedział któregoś dnia, że wyjeżdża z Polski. Miałam wtedy może z 10 lat. Pamiętam dokładnie tę zimę, Sylwestra, fajerwerki, kuligi. Wiedziałam, że jedzie spełniać marzenia, zdobywać wiedzę, przeżywać przygodę swojego życia. Całego Sylwestra przesiedziałam jednak na jego kolanach, po prostu płacząc. Bartek był w moich oczach superbohaterem. A teraz mój superbohater znika z mojego życia.

 

Początki zawsze są trudne, nieważne czy jesteś dzieckiem, czy dojrzałym człowiekiem. Tęsknota to uczucie, którego nie można negować. Każdy przyjazd po kilkuletniej przerwie był dla mnie setką wylanych łez na początku – bo przyjechał – i na końcu – bo znowu wyjeżdża. Każdy jednak przyjazd był inny i wyjątkowy, każdy bowiem był totalną niespodzianką. Bartek zawsze zadbał o to, by było prawdziwe show. Dla przykładu? Potrafił wejść do domu, nie pukając, podczas gdy jedliśmy śniadanie i usiąść z nami do stołu. Jak gdyby nigdy nic, zachowując przy tym kamienną twarz. Zupełnie tak, jakby to była codzienność, że się widzimy. Fakt, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nie widzieliśmy się 5 lat, a jeszcze dwa dni temu dzwonił ze Stanów, że niestety praca nie pozwala mu na przyjazd do nas.

 

 

Pisałam listy, rozmawialiśmy przez telefon lub komunikowaliśmy się przez internet. W dzisiejszych czasach kontakt przy takiej odległości to nie problem. Raz był jednak większy, raz mniejszy. Ale zawsze wiedziałam, że jest ktoś gdzieś tam na drugiej części kuli ziemskiej, kto na pewno o mnie pamięta. Nie trzeba było długo czekać, bym poszła w jego ślady. Zawsze cała rodzina powtarzała, że tym imprezowaniem i wygłupami wdałam się w wujka. „Caaaaały wujek Bartek” – mówili. A ja zawsze uwielbiałam to porównanie. Byłam dumna z tego, że mam właśnie takiego wujka. Z opowieści mamy wiedziałam, że też był niezłym ziółkiem. Mało kiedy robił to, co wypada i to, co inni chcieliby żeby robił. Czy to czyniło go gorszym? Nie, to właśnie czyniło go wyjątkowym. Kim jest teraz? Nie zgadniecie. I nie zliczycie. Ukończył kursy trenera personalnego, kursy nauczycielskie Kundalini Yoga, Punchfit, Spinning, Bootcamp Instructor. Może się też pochwalić żółtym sznurem w Capoeira. Jest idealnym przykładem człowieka nieidealnego, ale wartego poznania, który w życiu miał czas na głupoty, na o jeden kieliszek za dużo, na przygody o których lepiej nie wspominać, i takie którymi warto się dzielić ze światem.

 

Jak widzę to dziś? Dziś, gdy sama jestem obieżyświatem i z dnia na dzień mogę zmienić miejsce zamieszkania. Dziś, gdy robię coś, co wielu uznałoby za szalone lub po prostu głupie. Dziś, gdy nie boję się tego, co przyniesie jutro. Wreszcie teraz mogę sama z czystym sumieniem porównać się do mojego Superbohatera i podziękować mu, że pomimo tego, że go nie było to ZAWSZE BYŁ. Był w moim sercu. To on, chcąc nie chcąc, nauczył mnie by iść zawsze własnymi ścieżkami, a po porażkach zawsze się podnosić. Pomimo wielu przeciwności losu, z którymi zmagał się będąc poza granicami kraju, czy to w Stanach, czy w Australii, zawsze szedł do przodu z uśmiechem na twarzy. Nigdy nie zapominał o tym, by się śmiać i rozśmieszać innych. Teraz też wiem, że chociaż na zdjęciu coś może wyglądać ładnie, nie oznacza, że jest takie w rzeczywistości. A jeśli nie jest? To nic, nie poddawaj się! Dąż do tego, by obrazek z fotografii był tak samo piękny jak w rzeczywistości! W drodze na szczyt może nie zawsze wszystko będzie idealne, w soczystych kolorach, na krzakach nie będą rosły dorodne owoce, i nie wszystko będzie jak ze snu. Ale za to widok ze szczytu – zapewniam Was – jest wyjątkowy. Zwłaszcza jeśli ma się obok takiego superbohatera. Co dalej? Teraz to on wrócił, by dzielić się w Polsce swoją wiedzą i doświadczeniami, a ja wyjechałam, by przeżyć kolejną przygodę swojego życia!

 

Bartku, dziękuję!

 

Twoja M. 🙂

Moim zdaniem

Od tancerki do instagramerki.

Listopad 12, 2017

Tańczyłam. Kochałam to. Kocham nadal. Wystarczy, że zauważę gdzieś tańczącą osobę, bądź film z motywem tańca, w momencie miotają mną dziwne uczucia, pustka, a serce chce wyskoczyć z klatki piersiowej. Tęsknota? Być może. Żal? Do samej siebie, o to, że zapomniałam o pasji, o czymś co dawało mi chęć życia, rozwijania siebie i innych. Zamieniłam to na siedzenie w domu przed telewizorem, drinka i przeglądanie Facebooka i Instagrama, czekanie na nowe lajki i komentarze od ludzi, którzy – fakt są jakąś częścią tego wszystkiego, co teraz posiadam – ale nie jest od tych ludzi zależne nic w moim życiu.

 

Dość użalania się! To była moja decyzja, więc biorę ją na klatę. Jak każdą inną. To moja decyzja, że zmieniłam swój świat zarówno kilka lat temu, jak i kilka miesięcy temu. W życiu podejmujemy ich wiele, bardziej lub mniej trafnych, każda oddziela pewne etapy naszego życia, każda jest zaznaczona grubą linią w naszym życiorysie – ponieważ KAŻDA może na zawsze zmienić jego bieg.

 

fot. Sabat Czarownic Kielce, Ewa Farna, Check This Out Gliwice

 

Zapytasz, dlaczego nie wrócę do tańca? Czy nie jest mi szkoda tej 10-letniej pasji, masy wyrzeczeń i jeszcze większego wkładu pracy? Nie. Uważam, że widocznie tak miało być. Być może wrócę. Już teraz, gdy idę na siłownię – staję przed lustrem i pomału wracam. Teraz robię to tylko i wyłącznie dla siebie. Niestety mój tryb życia nie pozwala mi na systematyczność. Warszawa, Poznań, Wrocław, Kraków, Hiszpania. W każdej szkole tańca chwyciliby się za głowę, gdyby zobaczyli moją częstotliwość przeprowadzek. Jestem osobą rzetelną i całkowicie oddaję się pracy, którą wykonuję. Taaak, wiem – w programie nie było tego widać, tak samo jak i tego, że zawsze najlepiej wypadałam w konkurencjach sportowych, etc., etc. Totalnie się tym nie przejmuję! Lata pracy w telewizji nauczyły mnie, że lepiej sprzedaje się tzw. brzydki obrazek niż dobry. Brzydki pozwala na wyrażenie więcej emocji i opinii. 😉 A wracając do tematu – sama nie chciałabym być pracownikiem, ani też takowego posiadać w swojej szkole tańca. Dlaczego? Zmiana ulicy A na ulicę B nie jest problemem, ale zmiana jednego końca Polski na drugi już znacznie pogarsza sytuację. Z doświadczenia wiem, że grupy dzieci i młodzieży najnormalniej w świecie przywiązują się do swoich opiekunów. Rozumiesz o czym mówię?

 

Świat się jednak nie skończył, a bycie instagramerką może być nie tylko pracą, ale i pasją, którą możesz wykonywać będąc w każdej części świata. Pozowanie do zdjęć uwielbiałam od zawsze, a zarządzanie biznesem, zwłaszcza swoim nie jest mi obce. Przerabiałam wielu managerów, a większości z nich przed nazwą postawiłabym słowo „pseudo„. Fakt, że dla wielu moja znajomość z tematem oraz wyczulenie na oszustwa i drobne druczki w umowach jest dość niewygodną sytuacją, stąd jestem tu, gdzie jestem. No i w końcu postawiłam na siebie. Bo kto lepiej załatwi za mnie mój biznes, jak nie ja?

 

ig: magda.pyznar (kiedyś i dziś)

 

Czy kopiuję kogoś? Zdecydowanie nie. Sama buduję swój mały internetowy świat. Metoda prób i błędów jest chyba najstarszą i najlepszą metodą. Na 99 podejść do zdjęć na początku zazwyczaj wychodziło mi te ostatnie. Z czasem ilość prób się zmniejszała, a gdy teraz przewijam Instagrama do początku swojej „kariery„, jestem w stanie uśmiać się do łez z niepoprawnego ułożenia ciała, bezsensownego pstrykania sobie selfie czy nowo odkrytego filtra, który był totalną żenadą. Czy mam swoje instagramerki, z których mogę brać przykład? Oczywiście, że tak. W moich ulubionych znajdziesz @ola.bartoszek , @warszawskalala_ , @gosiabednarczuk oraz @annalewandowskahpba . Za co je lubię? Za pełen profesjonalizm, za serce, które wkładają w wygląd, estetykę, świetny przekaz swoich profili oraz przede wszystkim naturalność.

 

Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez Instagrama, bez nagrania dla Ciebie kilku sekund mojego życia, bez podzielenia się z Tobą nowo wypróbowanymi produktami, bez zapytania właśnie Ciebie o Twoją konstruktywną opinię. Nie wyobrażam sobie dnia bez cyknięcia fotki. Baa, nawet jestem w trakcie dawania lekcji mojemu ukochanemu pod jakim kątem, z jakim światłem i gdzie najlepiej robić zdjęcia. Kiedyś mi za to podziękuje! Haha.

 

 

No i co najważniejsze – ukochany wcielając się w fotografa zrozumiał jak ważna jest dla mnie moja pasja. Wyżebrałam lustrzankę. Trzymajcie za mnie kciuki, czekajcie na nowy wymiar zdjęć i dajcie znać jakie są Wasze ulubione instagramerki?

 

#shirt – www.americanoutlet.pl do końca listopada jesienna MEGA promocja aż 30% rabatu na hasło MADZIA2017.

 

Wasza M. 🙂

Moim zdaniem

Miałam stłuczkę!

Październik 27, 2017

Większość z nas zna to uczucie, gdy w tyłek naszego samochodu wjeżdża nam zagapiony w telefon nastolatek, wystraszony naszym hamowaniem starszy pan lub po prostu pirat drogowy. Jest to jedna z tych sytuacji w życiu, które po prostu muszą nam się przytrafić na drodze prędzej czy później.

 

Nasza reakcja na taki wypadek jest różna. Kobiety są roztrzęsione, płaczą, panikują – bo co powie mąż?! Faceci natomiast należą raczej do tych, którzy chodzą dookoła samochodu, kombinują, klną, przezywają. Wszyscy bowiem mamy świadomość tego, jak dużo czasu zajmie nam cała papierologia. A kto z nas lubi marnować czas na ustalanie ubezpieczyciela sprawcy, etc.? Zdecydowanie NIKT.

 

Nie ma jednak rzeczy niemożliwych! Przynajmniej w moim wypadku. STŁUCZKA, CO ZROBIĆ? Jestem kobietą, pierwszą reakcją jest więc delikatne dramatyzowanie, ale szybko przychodzę po rozum do głowy i staram się zachować zimną krew. Wiecie dlaczego? Radzenie sobie ze stłuczką nigdy nie było prostsze. Panie i Panowie, tadaaam – przedstawiam Wam najlepsze wyjście z każdej sytuacji, a raczej z każdej stłuczki: www.zglaszamstluczke.pl 

 

Dlaczego akurat ta firma? Bezpośrednia likwidacja szkód, w skrócie BLS ma za zadanie oszczędzić nam czasu, a przede wszystkim nerwów związanych z napotkaną nas na drodze sytuacją. Sam zobacz i porównaj:

 

 

Nie wiem jak Ty, ale ja osobiście wolę, gdy moją sprawą zajmuje się MÓJ UBEZPIECZYCIEL. Ufam mu i ze spokojną głową mogę powierzyć dane problemy do rozwiązania. Dlaczego więc miałby robić to ktoś z innej firmy? Według mnie jest to największy plus BLS! 🙂

 

Masz jakieś pytania? Wejdź na http://www.zglaszamstluczke.pl/pytania-i-odpowiedzi.html i dowiedz się więcej! To jak? Dasz sobie pomóc następnym razem i zgłosisz swoją stłuczkę?

 

Wasza M. 😉