Moda, Moim zdaniem

JESTEM KURĄ DOMOWĄ!!!

Wrzesień 4, 2017

Od dwóch tygodni pomykam po domu to z odkurzaczem, to ze świeżo zrobionym praniem, innym razem zaś trzaskam się w kuchni z garnkami. Czy jestem kurą domową? Być może niektórzy z Was tak sądzą. Ja natomiast widzę to tak…

 

Otwieram oczy, przeciągam się, odwracam w lewo. Wiem, że tu jest. Przytulam go i dziękuję za kolejny dzień i kolejną noc spędzoną razem. On całuje mnie w czoło, a ja jestem najnormalniej w świecie w siódmym niebie. Nie potrzebuję nic więcej. Nie wymagam niewiadomo czego. Zwykłe gesty znaczą więcej niż setki prezentów. Przynajmniej dla mnie. Wstaję, idę do sklepu po świeże wędlinki, boczuś i robię mu śniadanie, odpowiednie do jego diety. Robienie tego śniadania to już pewien rytuał i sprawia mi taką przyjemność, że nie macie pojęcia ! Ba, największa przyjemność jest dopiero jak talerz jest pusty a On powie, że było pyszne. Podczas posiłku rozmawiamy o swoich marzeniach, planujemy kolejne dni, kolejne wyjazdy. On chce dla mnie jak najlepiej i ja chcę dla niego jak najlepiej. Kura domowa?

 

Wychodzi do pracy, wiem że wróci wieczorem – zmęczony, głodny, i taki MÓJ. Dom jest dla niego ostoją, odpoczynkiem, szczęściem. Do takiego domu chce się wracać, prawda? A jeśli się do kogoś coś czuje, chce się mu to dać. W przerwach od swojej pracy robię więc pranie, układam suche już ubrania, odkurzam, myję podłogi, robię obiad lub kolację. Myślę co zrobić, żeby z każdym dniem wracało mu się jeszcze milej. Kura domowa?

 

Część z Was pewnie już to zrozumiało, innym zaś życzę, żeby kiedyś mogli doznać tego uczucia. Uczucia, w którym trafiasz na właśnie ten swój wymarzony ideał i jego obecność działa na Ciebie na tyle pozytywnie, że nie potrzebujesz już, żeby ktoś sto razy Ci powtarzał co masz zrobić. Czujesz, że wstajesz i żyjesz. Wstajesz dla tego uśmiechu i kładziesz się spać, by rano ten sam uśmiech zobaczyć. Ktoś nazwie Cię pantoflarą? Kurą domową? Niech nazywa. Robi to prawdopodobnie dlatego, że nigdy w życiu nie zaznał podobnego uczucia.

 

Więcej chyba pisać nie muszę, zdjęcie załączone do posta mówi samo za siebie. 😉

 

Fot.: stylizacja – www.americanoutlet.com RABAT 30% na hasło GOLDENAUTUMN tylko do końca września.

 

Wasza M. 🙂

Moim zdaniem

Singielka z wyboru.

Sierpień 9, 2017

Bycie singlem jest teraz na topie? A może to nie chęć bycia singlem? Może to właśnie era fejsbuka i wyścig po bycie lepszym sprawiły, że cholernie ciężko znaleźć nam drugą połówkę?

 

W internecie roi się od pięknych kobiet, pseudomodelek, pokazujących swoje atuty w stronę aparatów fotograficznych. Pełno jest napompowanych kolesi, pseudotrenerów, zapatrzonych bardziej w rozmiar swojego bicepsa niż w tajemnicze oczy wartościowej kobiety, która właśnie mija go na ulicy. Trwa instagramowo-facebookowy wyścig o lepsze jutro. Ale czy na pewno lepsze? Ile zostało nam z normalności? Ilu z nas potrafi spotkać się w cztery oczy z kimś, nie wyjmując przy tym telefonu, ilu spróbowało napisać do drugiej osoby list? Ilu z nas potrafi spojrzeć na drugą osobę dostrzegając jej piękno wewnętrzne?

 

Pytacie jak się poznaliśmy z moim facetem? Jak ludzie. Nie jak cyberistoty. Obiecałam sobie, że nie będę kolejny raz pisać smsów, wypisywać poprzez komunikatory internetowe. Nie. Po prostu spakowałam się i pojechałam, by zrobić to tak, jak robiło się to kiedyś. Stanąć twarzą w twarz. Nauczyć się nawzajem swoich wad i zalet, śmiać się razem, podejmować wspólne decyzje – nawet te najmniej skomplikowane. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie i noce, uczyliśmy się siebie od początku. Nie rozwiązywałam kolejnych testów internetowych pod tytułem „sprawdź na ile % do siebie pasujecie”, nie czytałam horoskopów, nie wypytywałam znajomych co robić. Po prostu BYŁAM I JESTEM. Zbudowaliśmy swoje szczęście od podstaw.

 

Moje wnioski? Internet jest dla nas wygodny. Wyzywając kogoś, pisząc mu SMS, nie musimy patrzeć w oczy. Przyznając się do winy na Messengerze, wystarczy że wyślemy smutną emotikonkę. Poczucie wstydu jest nieporównywalne z tym, które mielibyśmy stojąc twarzą w twarz. Daliśmy się zawładnąć zwykłemu małemu urządzeniu zwanemu telefonem. Zadajmy sobie pytanie, ile jeszcze w naszym życiu będzie zależało od tego urządzenia?

 

Wielu z nas zapomniało o tym, czym właściwie jest rozmowa. Zamiast wymienić poglądy – kłócimy się. Zamiast wyciągnąć rękę – odwracamy się do siebie plecami. Zamiast cieszyć się życiem – płaczemy. Uwierzcie mi, nawet jeżeli zapomnieliście o tych wartościach, nigdy nie jest za późno na to, by sobie o nich przypomnieć.

 

Naucz się więc bawić social mediami, naucz się z nich cieszyć w mądry sposób, naucz się z nich zarabiać, nie „zabijając” przy tym siebie i innych. Pamiętaj, że wszystko jest dla ludzi! Co najważniejsze – pamiętaj, że Twoich łez nie otrze żaden followers, z Twojego szczęścia nie będzie szczerze cieszył się Twój znajomy z fejsbuka. Jeden like nie da Ci tyle przyjemności, co jedno objęcie ramionami ważnej dla Ciebie osoby. Teraz sam odpowiedz sobie na pytanie: o jakie relacje zadbasz bardziej od dziś? 🙂

 

Wasza M. 🙂

Kontrowersyjnie, Moim zdaniem

Zdecydowałam się na wszywkę.

Lipiec 27, 2017

Już jakiś czas temu odbiłam od życia imprezowiczki. Skupiłam się na poszukiwaniu własnego JA. Namówiła mnie do tej decyzji Paulinka. Dlaczego? Brakowało mi wiecznie roześmianej Magdy. Jak widać nie tylko mi. Wyobraźcie sobie na własnym przykładzie to o czym teraz napiszę… zamknąć oczu nie możecie, ale liczę na to, że macie świetną wyobraźnię.

 

Imprezy bawią do czasu. Do czasu też poznaje się na nich ludzi i uważa ich za swoich przyjaciół. Na początku jest wesoło, dzieje się naprawdę dużo, pewnie znacie to z imprez. Janek z Grażyną, Grażyna z Maćkiem, Maciek z Iwoną, Iwona z Grażyną, Grażyna z Sandrą, Janek z Maćkiem i Grażyną. Od zwrotów sytuacji związkowo – przyjacielskich może zawrócić się w głowie. Najpierw rzygasz alkoholem, pózniej ilością dostarczonych Ci jednej nocy informacji. Z czasem masz dość, wszyscy stają się nerwowi, już wcale nie bawi Was Wasze towarzystwo, zaczynacie się ze sobą męczyć. Pomimo tego nadal „cieszycie” się sobą. Ciągniecie się wzajemnie w dół. Podczas imprez jesteście w stanie skoczyć za sobą w ogień. Na kacu, wykończeniu organizmu po kilku dniach ostrego melanżu macie się totalnie w dupie. Sprzedalibyście przyjaciela za butelkę wódki, grama kokainy, sztukę palenia lub możliwość wyruchania kogoś. Bo przecież jesteście w potrzebie.

 

Budzisz się. Czujesz się zagubiony. Nie wiesz w którą stronę pójść. Przecież Ci, którzy są dla Ciebie wszystkim, właśnie siedzą w pokoju obok i kończą kolejną flaszkę. Chce Ci się płakać. Masz dość. Wstajesz i wychodzisz o własnych siłach, albo wyrzucają Cię, bo odmówiłeś kieliszka. Teraz jesteś inny. Już nie należysz do nich. Widzisz? Łatwo poszło jak na przyjaciół na śmierć i życie.

 

Co dalej? Przypomnij sobie. Na pewno ktoś na Ciebie czeka. Ktoś wyciąga do Ciebie rękę, a Ty już tyle razy ją odrzuciłeś. Pomimo tego, ten ktoś nadal czeka. Czasami warto podkulić ogon, usiąść i wysłuchać tego ile popełniłeś błędów. Ktoś, kto tylko przygląda się temu wszystkiemu opowie Ci jak traktują Cię inni. Osoba z zewnątrz nie ma klapek na oczach. Tylko ty je masz. Jesteś zaślepiony czymś, co nie istnieje. Osobie z zewnątrz nie zależy na tym, czy zdenerwujesz się za jej negatywną opinię. Osoba z zewnątrz woli być z boku tego wszystkiego. Masz jej wsparcie, ale nie powstrzymuje Cię ona przed podejmowaniem decyzji. Zarówno dobrych jak i złych. Osoba z zewnątrz zna Cię na tyle, żeby przekonać Cię do podniesienia się i walki o lepsze życie słowem, a nie przekleństwem czy agresją. Osoba z zewnątrz to prawdziwy przyjaciel. Może nie poleje Ci kieliszka, ani nie weźmie na kolejną imprezę, ale ma taką siłę, że samymi słowami kopnie Cię w dupę i każe wziąć się w garść. Masz kogoś takiego? Ja mam.

 

Nie żałuję niczego w moim życiu. Mam wokół siebie życzliwych – którymi się otaczam i którzy nie tylko trzymają mi włosy jak wymiotuję, których nie tylko wesprę ramieniem, gdy ciężko im wrócić o własnych siłach z imprezy. I którzy mnie wesprą swoim, rzucając wszystko jak za dużo wypiję. Ale są to ludzie, którzy powiedzą, że mam się nie mazać, doradzą, przyniosą do łóżka śniadanie, a później zrobią wszystko, dosłownie wszystko, by zobaczyć uśmiech na mojej twarzy. A ja zrobię to samo dla nich. To przyjaciele, u których jest czas na zabawę, owszem, ale jest też czas na wymianę poglądów, wspólne wyjścia nad morze, na obiady, kolacje, masę śmiechu. I tu każdy jest równy. Każdy jest tak samo ważny.

 

Zarówno dzięki tym życzliwym, i tym mniej życzliwym, poznałam kogoś. Ten ktoś zaraża mnie uśmiechem, nie rozkazuje – prosi, nakierowuje, wierzy we mnie, ma w sobie niezwykłą moc, której przez kilka lat nie potrafiłam znaleźć w żadnym facecie. Przerabiałam chamów, psychofanów, chamów, babiarzy, chamów. No i jeszcze chamów. Teraz przyszedł czas bym im podziękowała! Tak więc dziękuję Wam za to, że Was nie ma. Dzięki Wam mam teraz swoje szczęście u boku.

 

Post dedykuję najbliższym mi osobom. Nie muszę wymieniać. Wiecie, że to dla Was. Kocham Was! Wy jesteście moją wszywką. 😉

 

Wasza Szczęśliwa M. 🙂

 

fot. https://www.facebook.com/photographybarbaraa/